Życiowe perypetie Jakuba Łukowskiego

2021-05-04
Jeśli ktoś zdecydowałby się nagrać film w roli głównej z Jakubem Łukowskim, to mógłby nazwać swoje dzieło: "Co by było gdyby...". - Gdzie bym był, jakby nie zdarzył się ten wypadek przed laty? - zastanawia się Łukowski, któremu dawny incydent nie zamknął drzwi z napisem: "piłkarska kariera".

Łukowski miał szczęście w nieszczęściu. Sezon 2015/16, pierwszy, w którym dostał poważną szansę w piłce seniorskiej, sportowo nie wyglądał źle. W rozgrywkach 1 ligi, będąc graczem Zawiszy Bydgoszcz, strzelił dwa gole, miał pięć asyst. Trwały przygotowania do meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa. Dzień przed spotkaniem, w którym miał zagrać, wracał z treningu z Maciejem Koną. Na terenie klubu zostali potrąceni przez samochód.

 

- Kierowała pani, która się zagapiła i wjechała w nas, kiedy szliśmy poboczem. Uderzyła nas w plecy, nie mieliśmy nawet jak zareagować. Wylądowałem pod samochodem, miałem pęknięte wyrostki w kręgosłupie. Nie wiedziałem co dalej z moją karierą. Na dodatek Zawisza wtedy się rozpadał, po sezonie klub ogłosił bankructwo. Musiałem szukać nowego klubu, prezes chciał za mnie pieniądze. I ściągnął mnie ówczesny dyrektor sportowy Wisły Płock Łukasz Masłowski - opowiada Łukowski.

 

Zanim zaczął grać w trykocie "Nafciarzy", poszedł na wypożyczenie do Olimpii Grudziądz. - Byłem nieprzygotowany, potrzebowałem czasu, żeby dojść do siebie po wypadku. To wydarzenie mocno odbiło się na mojej psychice, młodego wówczas chłopaka. Kto wie co by było gdyby nie wypadek. Ale nie ma co gdybać. Cieszę się, że jestem w takim miejscu, że jestem zdrowy i mogę grać w piłkę - zaznacza piłkarz.

 

W pierwszej rundzie w Olimpii, z wiadomych względów, grał mało. Wiosną pięć razy wpisał się na listę strzelców. W sezonie 2017/18 Wisła nigdzie już go nie puściła, dostał szansę w ekstraklasie. Tyle że na pierwsze trafienie w najwyższej klasie rozgrywkowej czekał do następnych rozgrywek, do 21 października 2018 roku. Jak już strzelił to dwa razy. W tym samym meczu złamał stopę. - Może ta kontuzja i wypadek zablokowały mój rozwój, pewność siebie? Poprzedni sezon pokazał jednak, że mogę dużo dać drużynie [Miedzi Legnica - przyp. aut.] - zaznacza 24-latek.

 

Pierwsze spotkania ostatniego sezonu rozgrywał w barwach Olimpii z Grudziądza. Zdążył strzelić dwa gole, zaliczyć asystę i był już w Miedzi. Dla tej drużyny we wszystkich rozgrywkach uzbierał pięć bramek oraz siedem asyst. W Legnicy, tak jak teraz w Koronie, pracował z Dominikiem Nowakiem. - U niego rozgrywałem najlepszy liczbowo sezon w karierze. Ściągnął mnie do Miedzi, postawił na mnie. Wydaje mi się, że to zaufanie spłacałem - podkreśla napastnik Korony. Korony, w której jest od zimy tego roku. Jesienią występował w "Miedziance". I choć nie grał wcale słabo, to w trzynastu grach, z czego trzech w podstawowym składzie, uzbierał bramkę oraz asystę.

  

W Koronie szybko się odnalazł. Strzela, asystuje, gra od początku. Same korzyści. - Jestem bardzo zadowolony z tej zmiany. Pod względem fizycznym i mentalnym odżyłem. Mam liczby, fajnie, że przekładają się one na zdobywane przez nas punkty. Znowu zacząłem grać w wyjściowej jedenastce i liczby zaczynają przychodzić - stwierdza.

 

- Mam duże ambicje. Myślę, że jeszcze wrócę do ekstraklasy. Taki jest mój cel. Czas spędzony w Wiśle nie uważam za stracony. Uważam jednak, że teraz poradziłbym sobie dużo lepiej - podsumowuje Łukowski.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku