Z Arki do ŁKS-u - Adam Marciniak wraca do domu dokończyć rozpoczęty rozdział

2021-01-12
Cztery i pół roku trwała przygoda Adama Marciniaka z Arką Gdynia. Doświadczony obrońca właśnie zmienił pracodawcę. Przeniósł się do Łódzkiego Klubu Sportowego, w którym rozpoczął podróż po piłkarskiej Polsce. Tym samym wrócił do swoich korzeni.

Tour de Pologne 32-letniego obrońcy rozpoczęło się na stacji Łódź (ŁKS). Stąd trafił do Zabrza. Następnie był wypożyczony do Śląska Wrocław, wrócił na rodzinny stadion, by na stałe zawitać w Górniku. Po Zabrzu była Cracovia, potem cypryjska AEK Larnaka, wreszcie Arka Gdynia, w której grał od lipca 2016 roku i z którą święcił triumfy, takie jak zdobycie Pucharu Polski oraz dwóch Superpucharów. W Arce rozegrał 158 meczów - w żadnym innym klubie nie zanotował więcej występów. Nad polskim morzem spędził niemal pół dekady. Teraz postanowił sięgnąć początku, to znaczy ponownie biegać w trykocie Łódzkiego Klubu Sportowego.

 

- Nigdy nie ukrywałem, że ŁKS to dla mnie klub numer jeden. Moim celem i marzeniem było, aby skończyć karierę w klubie, w którym ją zaczynałem. Kiedy pojawiła się możliwość powrotu, za co jestem wdzięczny włodarzom ŁKS-u, to mimo że decyzja nie była łatwa, bo z Gdynią mocno się związałem, to jednak nie mogłem odmówić swojemu klubowi. Rzeczywiście, rzadka to sytuacja, że dochodzi do transferu zawodnika między drużynami zaangażowanymi w awans. Dlatego od 1 stycznia moje cele się nie zmieniły, zmieniła się tylko drużyna, z którą chcę ten cel zrealizować - mówi Marciniak.

 

To tutaj na Alei Unii Lubelskiej pierwszy raz poczuł smak rywalizacji na poziomie zawodowym. Miał 17 lat, gdy zadebiutował w ŁKS-ie. Jednak nie ten etap swojej wczesnej piłkarskiej historii uważa za punkt startowy. - To debiut w ekstraklasie stawiam za moment, kiedy wszystko się zaczęło. 3 marca 2007 roku, mecz w Szczecinie z brazylijską Pogonią, wygraliśmy 1:0. Pamiętam, że wychodziłem na boisko mocno poddenerwowany, ówczesny asystent trenera Marka Chojnackiego, Juliusz Kruszankin przed meczem wziął mnie pod ramię i dał kilka ostatnich wskazówek. Stopniowo zdobywałem zaufanie, z racji wieku margines błędu miałem większy - opowiada.

 

Łódź opuszczał będąc niedoświadczonym ligowcem, wraca jako zdobywca trzech pucharów, regularnie występujący na poziomie ekstraklasy zawodnik. W dodatku przywozi ze sobą cenny wpis w CV w postaci 2A w drużynie narodowej. To były jego czasy w Cracovii, na zgrupowanie reprezentacji zaprosił go Adam Nawałka.

 

- Nie da się ukryć, że tamten Adam Marciniak i ten z teraz to dwa różne Marciniaki. Ustatkowałem się, mam bagaż doświadczeń, założyłem rodzinę. Kiedy patrzę wstecz, to wydaje mi się, że jak na potencjał, który miałem, biorąc pod uwagę, ilu lepszych piłkarsko kolegów nie zrobiło wielkich karier, to mogę być zadowolony z tego jak się potoczyła moja kariera. Owszem, mogło być lepiej, natomiast gdybyście zapytali wtedy moich byłych kumpli, trenerów, to raczej nikt nie ośmieliłby się stwierdzić, że w przyszłości będzie mi dane zostać solidnym ligowcem z dość bogatą karierą. Pewnie, ktoś powie, że to przecież liga ogórkowa, jednak mimo wszystko uważam, że te kilkanaście lat gry w piłkę mogę uznać za swoje spore indywidualne osiągnięcie. Ale ja nie napisałem jeszcze do końca tej książki, zostało do zapełnienia kilka stron. Chcę coś fajnego napisać w Łodzi. Nie przyszedłem tutaj, żeby odcinać kupony, zadowolić się tym, że znów jestem w ŁKS-ie. Nastawiłem się na mocną harówkę, ostrą walkę o skład. Co z tego wyjdzie, czas pokazać. Ale czuję dużą motywację! - stwierdza.

 

W rundzie wiosennej czekają Marciniaka m.in. derby Łodzi oraz pojedynek u siebie przeciwko Arce. - Grałem już w jednych derbach Łodzi w 2007 roku, potem w derbach Krakowa, Górnego Śląska, Trójmiasta. Mam spore derbowe doświadczenie i wiem, że są to mecze wyjątkowe. Jesienią chłopaki z ŁKS-u świetnie się spisali, wygrywając na Widzewie. Ja zrobię wszystko, żeby pomóc drużynie także na wiosnę potwierdzić naszą dominację w Łodzi. Arka? Dziwnie się poczuję, kiedy zobaczę kolegów przebierających w żółto-niebieskie koszulki i nie będę w tym uczestniczył. Z drugiej strony, będzie okazja, aby sobie dogryźć, bo na boisku stary Marciniak zachce pokazać, że jeszcze sporo potrafi - zaznacza nowy obrońca drużyny Wojciecha Stawowego.

  

Marciniak w wielu spotkaniach Arki pełnił funkcję kapitana. W tej roli wznosił jako pierwszy paterę za Superpuchar Polski. Asystował przy golu Rafała Siemaszki w finale Pucharu Polski przed czterema latami. Na trwale zapisał się w pamięci kibiców żółto-niebieskich.

 

- Zdobyty Puchar Polski to największe wydarzenie w moim życiu, oprócz gry i debiutu w reprezentacji Polski. Tamta Arka przeszła do historii Gdyni. Tego już nam nikt nie zabierze, cieszę się, że mogłem być częścią tych pięknych chwil. Myślę, że każdy w Gdyni będzie tamten zespół kojarzył ze zwycięskim finałem 2017. W niedzielę wieczorem usiadłem na spokojnie, uporządkowałem myśli, zdałem sobie sprawę, że życie pędzi, szybko mijają kolejne dni, chwile uciekają. Ci wszyscy poznani w Gdyni ludzie sprawili, że ten mój czas w Arce przeleciał jak jeden dzień - wyjaśnia.

 

- Byłem w pozytywnym szoku jak kibice mnie pożegnali, ile dostałem od nich pozytywnych wiadomości sms-owch. Wielu zadało sobie dużo trudu, żeby zdobyć mój numer. Napisali piękne, wylewne sms-y, po których się wzruszyłem. To tylko utwierdziło mnie w tym, że byłem w wyjątkowym miejscu. Bardzo dziękuję za wszystko kibicom Arki. Dziękuję za to jak nas wspierali, za ich serdeczność. Do końca życia ich nie zapomnę! - kończy 32-latek.

 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku