[WYWIAD ŁNP] Patryk Makuch: Trener Łobodziński powiedział, że jest z nas dumny

2022-05-06
Patryk Makuch zdobył jedyną bramkę w meczu Miedzi z Chrobrym Głogów. I to jaką – na wagę awansu do PKO Ekstraklasy. Co prawda nie bezpośrednio po końcowym gwizdku, bo podopieczni trenera Wojciecha Łobodzińskiego zostali ekstraklasowiczem dzień później, ale to trafienie przypieczętowało wielki sukces „Miedzianki”. – Dla mnie to pierwszy awans w karierze. Cieszę się, że miałem w tym duży udział – mówi Makuch w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Podejrzewam, że w trakcie „Majówki” w Miedzi nie brakowało okazji do świętowania? W końcu awans jest wasz!
W poniedziałek 3 maja spotkaliśmy się na normalnym treningu przed następnym meczem ligowym z Arką w Gdyni, bo myślimy już o kolejnych spotkaniach. Nie możemy zapomnieć, że zostały nam jeszcze do rozegrania trzy pojedynki. Na pewno na boisko wyjdziemy z mniejszym obciążeniem, będzie mniejsza presja. Chcemy dalej wygrywać. 

Wygraliście dwa ostatnie mecze, jednak o waszym awansie zadecydowała porażka Arki w Rzeszowie. 
To spotkanie oglądałem akurat na spokojnie w domu. Gdy Resovia strzelała kolejne gole nie dochodziło do mnie, co się właśnie dzieje. Dopiero pierwsze sms-y z gratulacjami obudziły we mnie emocje, a były one duże! Radość i duma. Koniec meczu Arki to początek naszej wielkiej radości. Nie mieliśmy jeszcze okazji na świętowanie w szatni, na pierwszym treningu po weekendzie jedynie sobie pogratulowaliśmy. Na szampany przyjdzie czas. Dla mnie to pierwszy awans w karierze. Cieszę się, że miałem w tym duży udział. Wtedy w ekstraklasie dopiero wchodziłem do drużyny, musiałem płacić frycowe związane z wiekiem. To wszystko smakuje bardzo dobrze!

Twoja bramka zdobyta z Chrobrym Głogów okazała się na wagę awansu. Satysfakcja podwójna?
Mój gol, który jest zasługą całej drużyny. Jako zespół musieliśmy walczyć przez cały sezon, dawać z siebie, ile zdrowia. Gol w derbach i wcześniejszy z Zagłębiem Sosnowiec były moimi najważniejszymi trafieniami w sezonie. W Sosnowcu strzelałem pod dużą presją. 90. minuta, rzut karny i świadomość, że miałem długą przerwę od bramek. A jednak trafiłem na 2:1. 

Trafienie w derbach, tak zwany złoty gol, wygrana, która dzień później dała Miedzi promocję. Chyba inni mogą ci zazdrościć takich chwil?
Całe szczęście, że przed meczem nie analizowałem co ewentualna bramka może dla nas oznaczać, tym większa była satysfakcja później. Super się złożyło!

Rozgrywasz indywidualnie najlepszy sezon. 12 bramek piechotą nie chodzi!
Jestem zadowolony z indywidualnych osiągnięć, bo do dwunastu goli trzeba doliczyć siedem asyst, z czego czuję wielką frajdę. Jestem takim typem napastnika, który szuka gry. To ważne, że potrafię dobrym podaniem obsłużyć kolegę z drużyny. Dwucyfrowa liczba bramek musi cieszyć, nie zamierzam jednak na tym poprzestawać.

To trener Wojciech Łobodziński uwolnił w tobie potencjał bramkostrzelnego napastnika?
Tak, obdarzył mnie zaufaniem, które staram się spłacać. Procentuje moja indywidualna praca z trenerem Radosławem Bellą po treningach. Wiele czynników się zgrało. Dodałbym do tego także dokładnie podania kolegów. 

Miedź już kilka tygodni temu wielu widziało w ekstraklasie. Trudno grało się z takim ciężarem odpowiedzialności?
To nas tylko motywowało do zrobienia kolejnego kroku w kierunku awansu. Wiedzieliśmy, że nikt tego za nas nie zrobi. Ciężko pracowaliśmy i robiliśmy swoje. Staraliśmy się nie myśleć jak blisko jesteśmy ekstraklasy. Wiosną przytrafił nam się gorszy moment. Mimo niezbyt dobrej gry wygraliśmy z ŁKS-em, czy Resovią, potem przyszła porażka ze Stomilem Olsztyn na własnym stadionie. Następnie dwa remisy z rzędu – z Podbeskidziem i Sandecją. Mówiono już, że mamy zadyszkę, że coś jest nie tak. Wierzyliśmy, że gorszy czas szybko minie. I minął. Byliśmy źli, że gra się nie układa, na treningach pracowaliśmy nad poprawą naszej formy, dzięki czemu wróciliśmy na odpowiednie tory.

Koniec końców pokazaliście, że awansowaliście w pełni zasłużenie?
Moim zdaniem przez cały sezon prezentowaliśmy równą, dobrą formę. Ciężka praca przyniosła efekty. Wymierne jest to, że awansowaliśmy na trzy kolejki przed końcem. To nie może być przypadek. Trener Łobodziński powiedział, że jest z nas dumny.

Z siebie też powinien. Jako początkujący trener osiągnął wielki sukces.
I to jako debiutant. Dla niego to duże osiągnięcie, zastrzyk motywacji na przyszłość. 

 

 



Autor: Piotr Wiśniewski/PZPN

Zobacz również



1 liga na Facebooku