[WYWIAD] Leszek Ojrzyński: Cierpieliśmy w dogrywce, ale dopięliśmy swego!

2022-06-01
Trener Leszek Ojrzyński i Korona świętują. Klub z Kielc zapewnił sobie awans do PKO BP Ekstraklasy dzięki wygranym barażom. W finale ekipa Ojrzyńskiego pokonała 3:2 Chrobrego Głogów. – W dogrywce złapała nas zadyszka, jednak przetrwaliśmy i zadaliśmy decydujący cios. Cierpieliśmy, ale dopięliśmy swego! – mówi szkoleniowiec w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Trenerze, nie wiem od czego zacząć – od gratulacji z okazji awansu, czy życzeń z okazji 50. urodzin (Leszek Ojrzyński 31. maja skończył 50. lat – przyp. aut.)? 

Jedno jest z drugim powiązane. Obchody mojego 50-lecia nie smakowałyby tak słodko, gdyby nie praca, którą wykonaliśmy w barażach. Po heroicznej walce jesteśmy w ekstraklasie! Wobec czego każde życzenia nabierają jeszcze większej mocy, bo jest co świętować. Teraz możemy z większym uśmiechem patrzeć w przyszłość.

 

I celebrować?

Właśnie rozpoczynam krótki odpoczynek. Trzeba się przez chwilę zresetować, wyczyścić głowę, chociaż telefon cały czas dzwoni. Muszę już powoli myśleć o kształcie drużyny na ekstraklasę. Tak to wygląda w tym okresie przejściowym między sezonami, a dla nas jest on krótszy, ponieważ przedłużyliśmy sobie sezon o tydzień. Całe szczęście, że skończyło się awansem. Dwa tygodnie przerwy i 13 czerwca rozpoczynamy przygotowania.

 

Przebieg baraży został chyba wyreżyserowany pod pana. W końcu trener uwielbia takie stany podwyższonego napięcia.

Coś w tym jest. Pytali mnie, co czułem, czy się czegoś nie obawiałem przed barażami. Przypomnę, że Puchar Polski z Arką zdobyliśmy po dogrywce i golu Luki Zarandii w dodatkowym czasie gry. Wygraliśmy zmianami. Tak samo było w finale z Chrobrym Głogów. Zarówno strzelec zwycięskiego gola Jacek Kiełb, jak i asystujący mu Jakub Łukowski weszli z ławki. Superpuchar wygraliśmy w karnych – znów dramaturgia. W Lidze Europy straciliśmy bramkę w ostatniej minucie i odpadliśmy w 3. rundzie. Swoje wysokie stany emocjonalne w piłce przeżyłem. Baraże to także duże napięcie, musieliśmy przede wszystkim zachować zimną głowę. Kluczem było dobre zarządzanie zmianami. Powoli myśleliśmy o karnych i o tym, kto będzie strzelał. W takich warunkach należy szybko podejmować decyzje. Uniknęliśmy karnych i loterii, chwała Kiełbowi. Całe Kielce nie spały. Przed nami trudne wyzwanie, nowa rzeczywistość. Dla mnie to szybki powrót do ekstraklasy. Przez dziesięć lat pracowałem w niej, potem na pół roku zszedłem szczebel niżej. I jestem z powrotem.

 

W awansie Korony można doszukiwać się pewnej symboliki. Został on zrobiony „rękami” trenera, który w przeszłości stworzył tutaj zespół groźny dla wszystkich w ekstraklasie, zapewnił to piłkarz-ikona klubu – Jacek Kiełb. Jacek wiele zdrowia zostawił dla Korony. Należało mu się?

Nie bójmy się tego powiedzieć: Jacek to już legenda Korony. Zdobył bramkę w finale, wcześniej z Podbeskidziem Bielsko-Biała po powrocie po kontuzji i to nożycami. Kiełb nosi Koronę w sercu, utożsamia się z nią. Był w innych klubach, ale nigdzie mu nie szło tak, jak w Koronie. Jest zżyty z miastem, kibicami. Ktoś taki to wartość dodana drużyny. Do tego jest mądrym, pracowitym facetem. Oby nowy sezon był dla niego udany. Jestem pewien, że zagwarantuje kibicom Korony jeszcze wiele niezapomnianych chwil.

 

Przebieg baraży potwierdza zasadność ich rozgrywania. Dużo było momentów, które panu się podobały w grze Korony?

Mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Te drugie to okoliczności i moment w jakich traciliśmy gole. Trudno, piłka to gra błędów. W drugiej połowie musieliśmy gonić wynik, zagraliśmy bardzo dobre zawody. W przerwie zmieniliśmy taktykę, mieliśmy sporo sytuacji. Jeszcze przed dogrywką mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W dogrywce złapała nas zadyszka, jednak przetrwaliśmy i zadaliśmy decydujący cios. Cierpieliśmy, ale dopięliśmy swego.

 

Jak tak dalej pójdzie to zostanie pan honorowym obywatelem miasta Kielce. 

Dlaczego?

 

Widać, że jest pan stworzony dla Korony.

Bez przesady! W Arce też miałem bardzo dobry czas. Wywalczyliśmy dwa trofea, utrzymaliśmy się w lidze, dwa razy z rzędu byliśmy w finale Pucharu Polski. Z Podbeskidziem także zrobiliśmy najlepszy wynik w historii. Trener musi potrafić odnaleźć się w każdej okoliczności.

 

Czy musiał trener jakoś specjalnie przygotowywać zespół do baraży?

To inny ciężar odpowiedzialności. Przegrasz i cię nie ma w grze. Albo wchodzisz przez bramę, albo zostajesz w korytarzu. Tutaj potrzebne są zabiegi psychologiczne, zmiany w sposobie gry. To tylko jeden mecz, w którym musisz zaskoczyć przeciwnika. Z Odrą Opole w półfinale Kiełb wyszedł w podstawowym składzie. Miał jako kapitan poprowadzić drużynę, wzmocnić jej morale, pobudzić trybuny. I po pierwszej połowie prowadziliśmy 3:0. W drugim meczu plan był inny: Kiełb ma kończyć mecz. Skończył wiadomo jak. Ta strategia z Jackiem Kiełbem pokazuje, że musisz pewne rzeczy zaplanować i trafić z decyzjami. 

 

Korona pokazała przede wszystkim siłę mentalną?

Nie tylko. Udowodniliśmy, ile w piłce znaczy wiara. Trzeba zawsze wierzyć w zespół.

 

Do twarzy panu z koszulką: „Wracamy”?

Twarz zawsze lepiej wygląda, gdy się człowiek uśmiecha. My się wszyscy cieszymy, stąd i pozytywny odbiór. 

 



Autor: Piotr Wiśniewski / PZPN, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku