Wiktor Żytek i data, której nigdy nie zapomni. "Może z tej okazji tatuaż"?

2020-11-23
Szalony mecz w Łodzi, w którym Łódzki Klub Sportowy zremisował 4:4 z Puszczą był wyjątkowy dla Wiktora Żytka. Pomocnik drużyny z Niepołomic zanotował pierwszy swój hat-trick w historii gry na poziomie seniorskim.

- Mam satysfakcję, bo nie często jest ci dane strzelić trzy gole takiemu przeciwnikowi, w dodatku na wyjeździe. Ten mecz był nietypowy pod wieloma względami. Było w nim wszystko. Super, że takie widowiska mają miejsce, na tym polega urok piłki. Do pełni szczęścia brakowało jedynie transmisji w telewizji, więcej ludzi mogło zobaczyć kawał spotkania - dzieli się swoimi emocjami Żytek. Nie dość, że zapisał trzy trafienia w jednym pojedynku, to jeszcze strzelił każdego gola w inny sposób, a przecież nie jest napastnikiem tylko pomocnikiem.

 

- Kolejna satysfakcja, że były to bramki różnorodne - podkreśla. Pierwszą bramkę zdobył z rzutu wolnego - po drodze był rykoszet. Drugi gol: uderzył sytuacyjnie głową po długim rogu. Trzecia sytuacja to stały fragment gry - piłka spadła mu pod nogi i strzelił bez zastanowienia. 

 

 

- Dopiero po meczu zdałem sobie sprawę, co się stało moim udziałem... A jeśli chodzi o spotkanie: do końca walczyliśmy o zwycięstwo. Poczuliśmy krew, że możemy coś więcej osiągnąć niż remis. Szkoda, że nie udało się wygrać. Czułem, że dobrze wyglądamy, byliśmy dobrze zorganizowani. Jedyny minus, że kiedy łapaliśmy kontakt, to w ciągu kilku minut od razu dostawaliśmy gola. Ogólnie jednak uważam, że zasłużenie zdobyliśmy punkt. 1 liga ma to do siebie, że każdy może wygrać z każdym, wszędzie można stracić punkty, dlatego trzeba koncentrować się na najbliższym spotkaniu. Niedzielny mecz dobitnie to pokazał - przyznaje autor hat-tricka w spotkaniu ŁKS - Puszcza. I dopowiada: - Starciem przeciwko ŁKS-owi udowodniliśmy, że mamy zespół o dobrej jakości, że potrafimy punktować u siebie i na wyjeździe. I że jeśli jesteśmy w pełni skoncentrowani to jesteśmy w stanie wygrać z każdym.

 

 

Trudno nie przyznać mu racji. Puszcza to bardzo niewygodny rywal, niezależnie, czy rywalizujesz z nią u siebie, czy jedziesz na jej teren.

 

 

A Żytek w Łodzi miał pecha i szczęście jednocześnie. Warto bowiem dodać, że trzykrotnie na listę strzelców w tym samym meczu wpisał się także gracz gospodarzy Antonio Dominguez. Bohaterów było więc dwóch. - Piłki nie zabrałem do domu, bo nie wiedziałem, czy Dominguez już jej czasem nie wziął. A dwie zabrane naraz, żeby każdy miał jedną dla siebie, nie miałoby już takiego symbolicznego znaczenia - tłumaczy Żytek, który już wyrównał swój wynik bramkowy z poprzedniego sezonu (trzy trafienia).

 

- Może to po prostu przypadek, może mam swój moment i piłka szuka mnie w polu karnym? Nie da się jednoznacznie tego wytłumaczyć. Taka zdobycz, jak moja w niedzielę, potrafi podbudować piłkarza. Chyba będę musiał datę 22 listopada 2020 roku zapisać grubym flamastrem gdzieś na plecach... albo tatuaż z tą datą? Przemyślę sprawę, w końcu takie występy zdarzają się czasami raz w życiu - zaznacza pomocnik Puszczy.

 

Żytek rozgrywa trzeci sezon w ekipie "Żubrów". I ma coraz większy wpływ na wyniki niepołomiczan. Jeszcze w rozgrywkach 2018/19 zanotował dwie asysty, by w kolejnych rozgrywkach znacznie poprawić wynik (trzy gole i sześć asyst). W trwającym sezonie ma cztery punkty w klasyfikacji kanadyjskiej.

 

 

- Mam nadzieję, że jeszcze jakieś bramki zdobędę do końca rundy, a Puszcza nadal będzie skutecznie zbierać punkty. Staram się wykonywać na boisku te polecenia, które dostają od sztabu... No dobra, może teraz będę regularnie zaliczał hat-tricki? - śmieje się zawodnik.

 

 

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku