W Olsztynie zapanowała moda na Stomil. Ten klub łączy lokalną (i nie tylko) społeczność

2019-09-30
Kibicowanie Stomilowi znów stało się modne w stolicy Warmii. Frekwencja za każdym razem bliska kompletu lub stadion zapełniony na ile to obecnie możliwe, fanatyczny doping, w który włączają się wszystkie trybuny. Do tego pozytywne nakręcenie wielu osób, z rozbrajającą szczerością mówiących o dawnych i obecnych czasach Stomilu. Przekonaliśmy się, co dla olsztynian, ludzi związanych z klubem, znaczą dwa słowa: nowy i Stomil.

- Hasztag #nowyStomil to pomysł Macieja Iwańskiego, dziennikarza TVP Sport. My siłą rozpędu podłapaliśmy pomysł, uznaliśmy, iż najlepiej odda aktualną sytuację. Ten hasztag stał się naszym motywem przewodnim, był paliwem do dalszego działania - mówi Michał Żukowski z Rady Nadzorczej Stomilu.

 

To on był jednym z inicjatorów spotkań z inwestorami, którzy wspomogą Stomil, borykający się kilka miesięcy temu z poważnymi problemami finansowymi. Chodził, dzwonił, kilka miesięcy miał wyjęte z życia. - Przyjeżdżałem wielokrotnie specjalnie z Warszawy. Wykonałem w tym czasie setki telefonów. Dużo czasu na to poświęciłem, ale chciałem coś zrobić dla mojego klubu. Nie wiem jakby ten proces się potoczył bez Arka Regieca, który zainspirował Michała Brańskiego do wejścia w Stomil. To dzięki niemu mogliśmy uczestniczyć w słynnych już ostatnich trzech dniach zimowego okienka transferowego, gdy po pożyczce Michała do klubu udało nam się zakontraktować 14 piłkarzy ostatniego dnia lutego - dodaje Żukowski.

 

Okazało się, że takich osób jak Żukowski jest więcej. Ludzi gotowych zrobić wszystko, żeby nie doprowadzić do upadku "Dumy Warmii". Bo ludzie - na czele z pracownikami, piłkarzami, trenerami, sponsorami, kibicami, są siłą Stomilu. Wystarczy przejść się po trybunach stadionu Ośrodka Sportu i Rekreacji w Olsztynie przy ul. Piłsudskiego 69a, by zrozumieć na czym polega fenomen "nowego Stomilu". - Chodzę na Stomil kilkanaście lat. Dziś znów czuć klimat dawnych lat. To nie tylko specyfika tego obiektu, ile mocna więź nas wszystkich - zapewnia jeden z kibiców. W podobnym tonie wypowiadają się inni sympatycy Stomilu, niezależnie od wieku, przejechanych kilometrów za drużyną. Stary, młody, kobieta, mężczyzna - wszystkich jednoczy nadzieja, że w końcu dożyli lepszych czasów klubu. 

 

Nawet charakterystyczny biały ludzik Michelin, pozdrawiający widzów z pobliskim budynku, dla mnie jeden z ważniejszych elementów stadionowego krajobrazu Stomilu, jakby z większym entuzjazmem macha w stronę trybun. Trudno też o bardziej wymowny obrazek związany z Olsztynem. To tu znajduje się fabryka słynnego koncernu oponowego z Francji. W fabryce pracuje kilka tysięcy osób. Wielu z tych pracowników jest kibicami olsztyńskiej drużyny. 

 

 

Równie mocne skojarzenia ze stolicą Warmii budzi kormoran. Ów ptak znajduje się zresztą w herbie "Biało-Niebieskich". Browar pod tą nazwą od lat funkcjonuje w Olsztynie. Jego produkty lądują nie tylko na rynku lokalnym. Cieszą się sporą popularnością ze względu na bogatą bazę smaków. Trafiają w gusta nawet tych piwoszy z nowej fali craft geeków. Kormorany, tyle że te z grupy ptaków, można spotkać wybierając się choćby na spacer nad Jeziorem Ukiel, gdzie rozpoczęliśmy swoją wizytę w klubie Fortuna 1 Ligi. To urokliwe miejsce może być powodem do dumy dla olsztynian. A #NowyStomil?

 

- Brzmi dumnie! Nareszcie jest stabilizacja w klubie. Zespół zaczyna grać coraz lepiej, punktujemy. Czuję się szczęśliwy. Ludzie przychodzą, kibicujemy razem. Mecze są pełne dramaturgii, ale to chyba mamy wpisane w nasze DNA. Odczuwam zdrowe nakręcenie na Stomil, co widać choćby na przykładzie frekwencji. Szkoda, że nie możemy oddać drugiej trybuny, bo podejrzewam, że te trzy-cztery tysiące dodatkowych kibiców by przyszło. "Duma Warmii" do czegoś zobowiązuje. Dlatego duże słowa uznania należą się Michałowi Brańskiemu, którego nazwałem naszym dobrodziejem. Wielki szacunek dla niego, pomógł nam przetrwać - podkreśla Adam Zejer, były piłkarz Stomilu, dziś członek sztabu szkoleniowego. 

 

Zejer to stomilowiec z krwi i kości. Ale i osoba trenera Piotra Zajączkowskiego bardzo dobrze wpasowuje się w Stomil. Pierwszy szkoleniowiec drużyny z Olsztyna mieszka kilkaset metrów od stadionu. To prawie jego drugi dom. - Jaka była pierwsza reakcja, gdy dowiedziałem się, że pan Brański będzie z nami? Mega zadowolenie. Jestem w tym klubie od 1974 roku z krótkimi przerwami na grę w Zagłębiu i Turcji. Moim marzeniem było wrócić do Stomilu w roli trenera i tak się stało [prowadzi jedną z grup w klubowej akademii] - przekonuje Zejer.

 

Rolę asystenta pełni także Sylwester Czereszewski. 47-latek uchodzi za żywą legendę klubu. Barwy olsztynian reprezentował w latach 1998-90, następnie 1992-1997. Występował ze Stomilem w ekstraklasie. Do spółki z kolegami i trenerem Bogusławem Kaczmarkiem napisał piękną historię stomilowców. Rozgrywali wiele pamiętnych meczów. 

 

- Nie ma osoby, która nie jest wdzięczna panu Michałowi Brańskiemu za to, co zrobił. Przy okazji, wielki szacunek dla zawodników, że wytrzymali, są z nami, chociaż przez pół roku nie dostawali pensji. Zdecydowana większość trenerów gdyby zobaczyła jak jest sytuacja w klubie na drugi dzień spakowałaby się i wyjechała. Od początku staraliśmy się stawiać na mocny pierwiastek regionalny w zespole. No i zaczęliśmy gromadzić punkty, jakoś jesień dograliśmy. Wiosna zaczęła się tragicznie, za pięć dwunasta okazało się, że nie mamy sponsora. Nagle przyszedł pan Brański. W ostatniej chwili pościągaliśmy zawodników, szukaliśmy takich z kartą na ręku. Oni nie byli do końca przygotowani. Wygraliśmy 2:0 z Tychami i jakoś poszło. Miało nas zatkać po 5-6 kolejce, zatkało nas trzy razy, bo tyle porażek zaliczyliśmy - opowiada Czereszewski. 

 

 

Doświadczenie olsztynian pokazuje, że w piłce rok to szmat czasu. Przecież w ciągu dwunastu miesięcy sytuacja Stomilu zmieniła się jak droga z piekła do nieba. - Przyszliśmy do tego sztabu, nic tutaj nie było. Zapowiadało się, że znów będzie spadek. Przetrwaliśmy, to nas wzmocniło. Prędzej czy później kiedyś to zaowocuje - przekonuje Czereszewski. - Staliśmy na skraju przepaści. Klub był bliski upadku. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak cieszyć się chwilą, robić pozytywną atmosferę - dodaje Zejer. 

 

Stomil od początku tego sezonu bardzo dobrze sobie radzi. Pierwsze skrzypce gra Grzegorz Lech, czołowy pomocnik ligi. 36-letni piłkarz przed sezonem 2015/16 wrócił w rodzinne strony. Wrócił do korzeni. Miejsca, gdzie się wychował, skąd ruszył w kierunku ekstraklasy. - Te doświadczenia z niedawnej przeszłości wiele nas nauczyły. To wciąż w nas siedzi, dlatego mamy w sobie dużo pokory. Klub się rozwija, kwestie organizacyjnie są poukładane, dzięki czemu my piłkarze możemy skupić się na grze w piłkę. Na boisku chcemy dawać jak najwięcej argumentów, co sprawi, że o Stomilu będzie głośno. W sobotę mieliśmy tego potwierdzenie, wygraliśmy po ciężkim boju z Podbeskidziem 1:0 - mówi Lech.

 

Lech ma w zwyczaju po każdej zdobytej bramce okazywać swoją radość, pokazując kormorana. To znak rozpoznawczy kapitana. Zresztą piłkarze Stomilu potrafią cieszyć się ze zwycięstw jakby wygrywali co najmniej mistrzostwo Polski. Minęło dobrych kilkanaście minut, zanim zeszli do szatni po sobotniej wygranej. Zrobili rundkę honorową wokół trybuny krytej, pośpiewali z kibicami, wyściskali się z rodzinami. Ich radość była spontaniczna i pełna pasji. - Czekaliśmy na kogoś kto przyjdzie i zainwestuje swoje pieniądze. Na zewnątrz może nie było widać zaangażowania wielu ludzi, którzy walczyli o Stomil. Myślę, że w tym ludzkim czynniku nowy inwestor dostrzegł największy potencjał naszego klubu. Zakasali rękawy, dogadali się z miastem. Pamiętajmy, że nowy Stomil to także historia, tradycja. Dla nas piękna, bo to lata w ekstraklasie, gdzie graliśmy swoimi wychowankami. To zakodowało się w naszych głowach, mamy to w sercach i do tego dążymy - podkreśla Lech.

 

Michał Brański, współwłaściciel Wirtualnej Polski został zarażony stomilową pasją. - Przejmując Stomil, przejęliśmy jego historię, spuściznę kulturową. Myślę, że to jeden z nielicznych klubów w Polsce, który zwraca na uwagę na to, aby wyciągać na określony poziom chłopaków i dziewczyny z regionu. Stomil w swoim sposobie funkcjonowania zachował rdzeń lokalny - mówi właściciel Stomilu.

 

Brański nie dał się długo przekonywać, że warto zainwestować w "Dumę Warmii". - Po prostu poddałem się temu nurtowi. Znajomy zapytał, czy byłbym zainteresowany tym projektem. Odpowiedziałem: "Spróbujmy". Prawdopodobieństwo, że się uda nie było duże, ale pierwsza wizyta w Olsztynie, kiedy posmakowałem miasta, poznałem kulturę, rozmowy z prezydentem dały mi poczucie, że jest tu stabilne otoczenia dla rozwoju. Nie ma dziś klubu 1 ligi, który nie korzystałby z mecenatu miasta i nie czerpał z bazy ekonomicznej lokalnych firm. Stomil to klub ważny dla Olsztyna, dla całej 200-tysięcznej aglomeracji. Tego regionu nie można zaniedbać. Ja nazywam Stomil sportowym sercem Olsztyna, ale wydaje mi się, że powinniśmy tę definicję rozciągnąć, bo jesteśmy najważniejszym wydarzeniem sportowym dla całego regionu. Musimy więc budować więzi z całym regionem - przekonuje Brański, któremu mocno udzielił się entuzjazm "nowego Stomilu".

 

Z tak oddanymi kibicami, ludźmi darzącym klub wielką sympatią, różnego rodzaju mecenasami, piłkarzami zaangażowanymi emocjonalnie, o sukcesy może być łatwiej. Zwycięstwo z Podbeskidziem pokazało, że w Stomilu drzemie potencjał co najmniej na górną połowę tabeli.

 

Lech: - Ten klub został zbudowany na bazie chłopaków z regionu. Gromadził mnóstwo kibiców na trybunach podczas meczów ekstraklasy. Wszyscy czekali na weekend, kiedy znów zagra Stomil. Wszechobecny beton na stadionie nikomu nie przeszkadzał, ludzie tłumnie tu przychodzili. Może to są górnolotne słowa, ale kiedyś też tak będzie...

 

Piotr Wiśniewski

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku