Trener Skrobacz z kolejnym celem? „Bez wiary nie byłoby niczego”

2022-06-10
W Chorzowie szybko zakończyło się świętowanie po awansie Ruchu do Fortuna 1 Ligi. Jedną z pierwszych decyzji oznaczających początek kolejnego etapu było podpisanie nowej umowy z jednym z głównych twórców dotychczasowego sukcesu, czyli trenerem Jarosławem Skrobaczem. – Patrzymy z prezesem w tym samym kierunku – mówi szkoleniowiec, który z Ruchem związał się umową na najbliższe dwa lata, do połowy 2024 roku.

Sukces Ruchu w minionym sezonie nie był wcale taki oczywisty. Niebiescy do drugoligowych zmagań przystąpili jako beniaminek, na którego dodatkowo wszyscy rywale motywowali się podwójnie. –Nieraz słyszeliśmy, że nasi przeciwnicy zagrali z nami najlepsze spotkanie, że wyszli na boisko podwójnie zmotywowani – mówi trener Ruchu, który jednak od pierwszych meczów wierzył w awans. – Pod koniec rundy jesiennej mieliśmy uczucie niedosytu, a przecież przed sezonem mówiliśmy o jak najwcześniejszym zapewnieniu sobie utrzymania. Przyznam - i zawodnicy mogą to potwierdzić - że w swoim gronie od pierwszego spotkania powtarzaliśmy, że gramy w tej lidze o najwyższe cele. Bez wiary nie byłoby niczego – dodaje pochodzący z Wodzisławia Śląskiego szkoleniowiec.  

 

Skrobacz doskonale wiedział, że awans w roli beniaminka jest możliwy. Już wcześniej, w sezonie 2017/2018, tego dokonał, jako trener GKS Jastrzębie, który wówczas w drugiej lidze był beniaminkiem. Jastrzębianie wtedy zakończyli sezon na pierwszym miejscu, wyprzedzając ŁKS Łódź i Wartę Poznań. – Najtrudniejszy był jednak moment, gdy przychodziłem do Jastrzębia. Trafiłem tam na siedem kolejek przed końcem III-ligowego sezonu, kiedy musieliśmy wygrać praktycznie każdy mecz, by się utrzymać – przypomina obecny trener Ruchu. – Cel udało się zrealizować, choć zespół był totalnie rozbity psychicznie, ludzie bali się wychodzić z pomieszczeń. To był bardzo wymagający moment – dodaje Skrobacz, porównując tamte czasy do obecnych z Cichej. – Do Ruchu przychodziło się i czuło, że wszyscy wierzą, to dawało nadzieję na lepszą przyszłość. 

 

Chorzowianie pełni wiary mieli również jednak swoje problemy w ostatnich miesiącach.  Przede wszystkim pod koniec rundy jesiennej, gdy po fantastycznym starcie złapali zadyszkę i z ośmiu ostatnich meczów jesiennych wygrali zaledwie dwa. – Jesienią nie byliśmy do końca przygotowani na grę na tym poziomie. Na początku poszliśmy na euforii, byliśmy na fali wznoszącej, dla przeciwników stanowiliśmy wielką niewiadomą i potrafiliśmy to wykorzystać – przyznaje teraz Skrobacz. – Ale z czasem nie wytrzymaliśmy, nasza kadra była zbyt skromna, by zastąpić podstawowych zawodników, a ci z drugiego planu nie zawsze sobie radzili. 

 

Zimą chorzowianie wyciągnęli wnioski i dokonali wzmocnień, przede wszystkim w defensywie. Pod koniec wiosny również jednak przydarzył się słabszy okres. Tym razem główny wpływ na postawę Niebieskich miały problemy zdrowotne. – Przez 2-3 tygodnie mieliśmy ogromne problemy zdrowotne, nawet do końca nie wiemy co to było. Na pewno nie koronawirus. W każdym razie kilku zawodników wypadło z treningów. Gdy widziałem na telefonie, że dzwoni do mnie nasz fizjoterapeuta Filip Czapla, to aż się bałem odbierać, ze świadomością, że może to być informacja o kolejnym zawodniku, który nie jest w stanie trenować – przedstawia Skrobacz.  

 

W decydującym momencie chorzowianie jednak zagrali w jak najlepszych spotkaniach w tym sezonie. Ruch w meczach barażowych pokonał Radunię Stężyca (1:0) po dogrywce i rozbił Motor Lublin (4:0). – Nie były to jednak łatwe mecze. Wiedząc, że gramy baraże, była też w ostatnich spotkaniach sezonu możliwość zaoszczędzenia piłkarzy, rotowania składem. Mieliśmy kilka tygodni oddechu, również psychicznego. Stąd m.in. wzięła się bardzo dobra gra w barażach – dodaje Skrobacz.  

 

Ruch w pierwszych dniach po awansie nie tylko przedłużył kontrakt ze sztabem szkoleniowym, bo to nie tylko trener Skrobacz, ale także jego dwaj najbliżsi współpracownicy w postaci Jana Wosia i Wojciecha Grzyba, ale również związał się umowami z dwoma czołowymi drugoligowcami: Arturem Pląskowskim (do tej pory Chojniczanka Chojnice) i Tomaszem Swędrowskim (Motor Lublin). Do kolejnego sezonu i stawiania sobie przedsezonowych celów przy Cichej podchodzą jednak bardzo ostrożnie. – Druga liga w porównaniu z pierwszą jest bardzo niewdzięczna. Wiele zespołów nie chce grać w piłkę, patrzą na defensywę, więcej jest przeszkadzania niż grania. Sporo takich rywali było, trudno grało się w ataku pozycyjnym, będąc zdecydowanym faworytem części meczów. W pierwszej lidze takich zespołów jest zdecydowanie mniej. Wiele z nich będzie nas przewyższało budżetem. Kolejny rok będziemy beniaminkiem. To będzie trudna liga – mówi trener, który na zapleczu ekstraklasy trenował nie tylko GKS Jastrzębie, ale również Miedź Legnica.  

 

By najbliższe miesiące w Chorzowie były spokojne i by został zbudowany grunt pod przyszły awans - a taki cel będzie zapewne wyznaczony dla trenera i drużyny - potrzebne będą jednak dalsze wzmocnienia. – Zmian w drużynie przewidujemy sporo. Sądzę, że będziemy zadowoleni z kształtu kadry. Musimy się mądrze wzmocnić, również o ludzi ogranych, doświadczonych. Nie może być tak, że bierzemy zawodników tylko z ligi, w której byliśmy. Ktoś kiedyś powiedział, że skąd bierzesz zawodników, to tam się znajdziesz – trener Skrobacz zarysowuje w pewien sposób pole dalszych poszukiwań Niebieskich.  

 

Tak przebudowana i odmieniona drużyna na pewno będzie potrzebowała przede wszystkim czasu i spokoju, ale... – Marzenia trzeba mieć, trzeba mierzyć jak najwyżej. Jeśli nie masz marzeń, to źle… – dodaje z uśmiechem trener, który jeszcze do tej pory nie pracował samodzielnie w ekstraklasie.



Autor: Tadeusz Danisz / Łączy Nas Piłka, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku