Skra - Szwajcaria 2 ligi, czyli historia jak z EURO 2020

2021-07-08
Tak jak wielkie turnieje piłkarskie kreują nowych bohaterów, są dostarczycielem niespodzianek, tak w ostatnim sezonie 2 ligi nie brakowało niespodziewanych rozstrzygnięć. Mikołaj Biegański, Kamil Wojtyra, Piotr Nocoń i spółka byli sprawcami jednej z największych niespodzianek. Skra Częstochowa awansowała z 6. miejsca, wygrywając baraże.

Wygrała baraże, o które walczyła do ostatnich minut. I to dosłownie. Wszystko rozstrzygnęło się w 34. kolejce, w której Skra zremisowała 4:4 na wyjeździe z Garbarnią Kraków. Jeszcze w 92. minucie częstochowianie byli poza strefą barażową. Przegrywali 3:4, jednak minutę później mieli rzut karny. Nie pierwszy raz w sezonie na wysokości zadania stanął Kamil Wojtyra. Strzał, gol i szalona radość w ekipie Skry.

 

- Takie momenty będziemy pamiętać latami - mówi Konrad Gerega, pełniący obowiązki pierwszego trenera drużyny na finiszu rozgrywek. Wcześniej 31-latek był w sztabie szkoleniowym Marka Gołębiewskiego. - Na półfinał z Chojniczanką jechaliśmy, spodziewając się dużych problemów, drużyna była wykończona. Braliśmy pod uwagę niepowodzenie, mając na uwadze ile sił i energii kosztowało nas starcie z Garbarnią. Właśnie wtedy odpowiednie nastawienie drużyny pozwoliło nam przetrwać trudny moment. Potem Kalisz, trzeba było postawić ostatni krok. My nie musieliśmy nakładać sobie presji, byliśmy bowiem kopciuszkiem ligi. Zrobiliśmy więc wszystko, żeby odpowiednio przygotować zespół na decydujące pojedynki - dodaje Gerega.

 

Piękna tej historii dodaje fakt, że Skra zajęła 3. miejsce w Pro Junior System. Dla tak małego klubu dwa sukcesy w jeden rok to wielka sprawa. Osobny rozdział napisał tutaj Kamil Wojtyra. 23-latek dołączył do Skry ze Znicza Kłobuck. - To był transfer last minut, nie mieliśmy już czasu na skomponowanie kadry, a szukaliśmy napastnika. Kamil szybko się zaadaptował, zrobiło się o nim głośno. Strzelił 24 gole, pewnie gdybyśmy go zapytali przed sezonem, czy celuje chociaż w połowę tej liczby to zbyłby nas śmiechem - śmieje się Gerega.

 

Kamil Wojtyra wyskoczył niczym "Filip z konopi”. Biegający wcześniej po boiskach niższych lig zawodnik wystrzelił z formą - już od samego początku rozgrywek trafiał do siatki. - Co za historia! Królem strzelców został chłopak, który przyszedł do nas z 4 ligi. Ciężką pracą udowodnił, że nie trzeba mieć efektownego CV, by zaistnieć w piłce. Od razu wywalczył koronę, strzelił wiele pięknych goli, po wielu trafieniach aż człowiek łapał się za głowę z niedowierzania - opisuje Piotr Nocoń, drugi najskuteczniejszy piłkarz Skry (osiem trafień), w końcówce rozgrywek także kapitan drużyny.

 

- W rundzie wiosennej byliśmy w dołku, musieliśmy walczyć o baraże do samego końca i udało nam się to zrobić w szalonych okolicznościach. Mecz z Garbarnią wlał w nas wiarę, że możemy zrobić jeszcze coś więcej. Mecze barażowe potoczyły się według idealnego dla nas scenariusza. Entuzjazm? Bardziej brak presji. Zrobiliśmy niespodziankę dużego kalibru, o czym mówiła cała piłkarska Polska. Emocje już opadły, ale radość była ogromna, współmierna z sukcesem, który stał się naszym udziałem - podkreśla Nocoń.

 

Nocoń z racji wieku, doświadczenia, stażu w szatni Skry siłą rzeczy stał się liderem zespołu. Role liderów rozdzielili między sobą także Adam Mesjasz, Adam Olejnik. W bramce cuda wyczyniał młody Mikołaj Biegański. - Mieliśmy bardzo młody skład, praktycznie połowę naszej szatni stanowili młodzi zawodnicy. Moja rola lidera polegała na tym, by sprawić, że wszyscy idziemy w jednym kierunku: ci starsi i młodsi. Żeby młodzież wiedziała, że ma na kogo liczyć - przyznaje piłkarz.

 

A mogło być zgoła inaczej. W pewnym momencie sezonu w szeregi Skry wkradła się wątpliwość, czy sezon skończy się w Częstochowie happy endem. - Wiosną w kilkunastu meczach wygrywaliśmy sporadycznie. To był dla nas ciężki czas. Ale Skra to taki zespół, który przezwycięża problemy - zaznacza Nocoń.

 

Problemy przezwyciężyli i zaskoczyli piłkarską Polskę jak Szwajcaria zaskoczyła świat, eliminując z EURO 2020 Francję. - Awansowaliśmy, bo mieliśmy drużynę, w której każdy się wspierał. Mimo przeciwności losu cały czas byliśmy kolektywem. Stworzyliśmy jedną, wielką rodzinę. Coś na podobieństwo Szwajcarii, która w meczu z naszpikowaną gwiazdami Francją udowodniła, że nazwiska nie grają - puentuje 31-letni piłkarz.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku