Rewelacja z Niepołomic nie odPuszcza. „Wszyscy w klubie zachowujemy spokój”

2022-09-16
O tym, jak nieprzewidywalne potrafią być rozgrywki Fortuna I Ligi, świadczy chyba najlepiej fakt, że z trzech drużyn będących obecnie na samym szczycie wiosną, jedynie Arka Gdynia biła się o awans do ekstraklasy. Liderujący Ruch Chorzów grał wówczas jeszcze w drugiej lidze, a mająca obecnie punkt straty do Niebieskich Puszcza Niepołomice niemal do ostatnich chwil drżała o utrzymanie.

Zespół spod Krakowa niemal co roku wymieniany jest w gronie etatowych kandydatów do walki o utrzymanie. Gdy jednak w poprzednim sezonie dopiero w przedostatniej kolejce Puszcza zapewniła sobie byt, to głosy przepowiadające jeszcze trudniejsze czasy dla zespołu trenera Tomasza Tułacza wydawały się jak najbardziej uzasadnione. Tymczasem Puszcza po dziesięciu spotkaniach tego sezonu ma na swoim koncie 20 punktów i traci tylko jedno „oczko” do lidera z Chorzowa.

Zespół z Niepołomic przegrał w tym sezonie tylko dwa mecze - na wyjazdach z drużynami, które są w ścisłej czołówce, z Ruchem i Łódzkim Klubem Sportowym. Nie można jednak mówić, że Puszcza to drużyna własnego boiska. Pokonała bowiem również w delegacji Podbeskidzie oraz, co jest chyba największą dumą dla kibiców z Niepołomic w tym sezonie, ograła przy Reymonta Wisłę, prezentując bardzo dojrzały i efektowny futbol. – Jesteśmy małym miasteczkiem, które zawsze z podziwem patrzyło na Wisłę czy Cracovię, więc to zwycięstwo przy Reymonta musi szczególnie cieszyć. A trzeba pamiętać, że mecz ten nam się nie ułożył, szybko straciliśmy bramkę. Stąpamy jednak twardo po ziemi, na spokojnie podchodzimy do wszystkiego, co się dzieje – mówił kilka chwil po wygranej w Krakowie prezes Puszczy, Marek Bartoszek.

Ostatnie słowa nie mogą dziwić, bo Puszcza po tej wygranej była nawet przez kilkadziesiąt godzin liderem Fortuna I ligi. Do obecnego miejsca w tabeli w klubie podchodzą jednak wyjątkowo spokojnie. – Gdy po drugim meczu z Wisłą Kraków będziemy na tym samym miejscu, to już jakiś pomysł na ekstraklasę będziemy mieli. Ale teraz jeszcze spokojnie – uśmiecha się młodziutki prezes Puszczy. – Mamy pomysł długofalowy na prowadzenie klubu, także na pierwszy zespół. Chcemy by Puszcza była coraz lepszym ośrodkiem piłkarskim. Ale cały czas jest jeszcze za wcześnie, by mówić o ekstraklasowych planach – mówi prezes, dodając, że dzisiaj jedynym wymogiem infrastrukturalnym dla ekstraklasy, którego Puszcza nie spełnia jest pojemność stadionu.

Obecne wyniki Puszczy mogą o tyle zaskakiwać, że latem zespół, który już wcześniej miał spore problemy, stracił kilka zębów trzonowych. Wystarczy wspomnieć Szymona Kobusińskiego, który dzisiaj przebija się w Zagłębiu Lubin. Do Warty Poznań trafił Kamil Kościelny, a Gabriel Kobylak do Radomiaka. W ich miejsce przyszli jednak inni, chociażby Michał Koj. – Puszczy nie stać na zawodników wiodących w innych klubach pierwszoligowych. Ale szukamy graczy, którzy chcą się odbudować, wracają do zdrowia, mają coś do udowodnienia. Tak było chociażby z Kościelnym. Latem odeszło trzech ligowców, więc na innych pieniądze się znalazły. A w poprzednim sezonie traciliśmy dużo bramek, więc szukaliśmy kogoś do defensywy, gracza uniwersalnego, ogranego w pierwszej lidze, z charakterem. Michał Koj ma wszystkie te cechy – opisuje jeden z kluczowych transferów prezes Puszczy.

Puszcza to kolejny pierwszoligowiec, obok chociażby Ruchu, który buduje kadrę na miarę swoich możliwości finansowych, dokładnie oglądając każdą złotówkę. Na poziomie sportowym nie musi się to jednak odbijać. – Ściągamy zawodników, na jakich nas stać. Budżet tutaj wiele determinuje. Szukamy chłopaków ambitnych, z niższych lig, którzy chcą coś fajnego zrobić – mówi prezes podając za przykład właśnie Szymona Kobusińskiego, który jeszcze nie tak dawno grał w trzeciej lidze.

Dobrym przykładem piłkarskiej gospodarności w Niepołomicach jest chociażby współpraca zarówno z Wisłą, jak i Cracovią. Ostatnimi czasy przede wszystkim Pasy szukają możliwości ogrywania młodych zawodników u pierwszoligowca, ale w Niepołomicach są otwarci na wszelkie możliwości. – Trudno nie korzystać z takiej opcji, gdy czasem nie udaje nam się przebić finansowo innych klubów. Tacy zawodnicy nie muszą zmieniać mieszkania, przeprowadzać się – opowiada prezes. Kolejnym takim przykładem jest praca z bramkarzami. Zatrudniani najczęściej już pół roku wcześniej niż wchodzą do gry, jeszcze wcześniej pilnie obserwowani przez trenera bramkarzy. Nie dość, że Puszcza w ten sposób zabezpiecza sobie status młodzieżowca, to z czasem zyskuje na tym podwójnie, bo kolejni bramkarze po Niepołomicach trafiają do lepszych klubów. Kolejnym może być ktoś z dwójki: Kewin Komar - Krzysztof Wróblewski. Sezon między słupkami zaczął ten pierwszy, ale w ostatnich tygodniach broni ten drugi.

– Budżet mamy skromniejszy niż wiele klubów drugoligowych. Kilku zawodników, którzy byli na naszych listach życzeń, wybrało oferty z drugiej ligi, właśnie ze względu na finanse. Więc my szukamy niżej. To także efekt bardzo dobrej działalności współpracowników trenera Tułacza i dyrektora sportowego. Każdy ma określone pozycje. Chcemy również dział skautingu rozbudowywać. Przy naszym budżecie granica błędu nie jest bowiem duża– tłumaczy prezes.

W Niepołomicach chcą budować także swoją tożsamość lokalną, dawać szansę miejscowej młodzieży, która szkoli się w klubie. To proces, który pewnie jeszcze trochę potrwa, ale praca u podstaw już się rozpoczęła. Akademia jest oczkiem w głowie stowarzyszenia, a pierwszym „efektem” działalności jest chociażby 18-letni Piotr Gruszecki, który ma za sobą już debiut na boiskach pierwszej ligi. – Wierzymy, że to będzie także impuls dla kolejnych – dodaje prezes klubu. Młodzi zawodnicy minuty łapią także w drużynie rezerw. Za tym idzie także infrastruktura. W przyszłym roku ma się rozpocząć budowa pełnowymiarowego obiektu treningowego w Niepołomicach. Klub ma także kilka innych boisk, w tym niektóre dedykowane dla drużyn młodzieżowych. – Nie są one co prawda skupione w jednym miejscu, ale z tym sobie także radzimy – mówi sternik klubu.

W całym procesie budowy Puszczy jako silnego klubu pierwszoligowego ogromną rolę oczywiście odgrywa trener. Tomasz Tułacz pracuje w klubie już siedem lat, co jest fenomenem jak na nasze realia. – Były jednak również gorsze momenty w naszej współpracy w tym okresie. Najtrudniejsze momenty były chyba wiosną ubiegłego sezonu, gdy do końca drżeliśmy o utrzymanie. Ale trener ma mocny charakter, w naszej ekipie też jest podobnie. I po tylu latach wiemy, na co sobie możemy pozwolić we wzajemnych relacjach, co jest najbardziej efektywne. To zaważyło na tym, że wiosną się utrzymaliśmy – mówi Bartoszek.

W Niepołomicach przyznają, że latem były oferty dla trenera Puszczy. – Były 2-3 propozycje z innych klubów. Pewnie finansowo dla trenera lepsze, ale umowa jest tak skonstruowana, że pierwszoligowiec miałby ciężko spełnić te wymogi. Inaczej w przypadku klubów z Ekstraklasy. Ale chyba trener czuje, że ten projekt w Niepołomicach jeszcze nie jest skończony – mówi Bartoszek, dodając. – Chcielibyśmy by trener u nas pracował jeszcze lata, ale wiemy jakie jest życie. Trener również jeszcze nie czuje się wypalony. Jego miejsce jest klasę rozgrywkową wyżej.

O tym, że Puszcza zdaje egzamin pokazuje nie tylko tabela, ale również liczby. W tym sezonie ekipa z Niepołomic już trzykrotnie odwracała losy rywalizacji. Pokazuje to charakter skromnego pierwszoligowca, dla którego najlepszy wynik w pierwszej lidze to do tej pory dziewiąte miejsce. Wiosną przyszłego roku Puszcza będzie obchodzić stulecie istnienia i z pewnością już poprawienie tego rezultatu będzie godnym prezentem. O tym wymarzonym podarunku na jubileusz kibice Puszczy jeszcze głośno nie mówią.



Autor: Tadeusz Danisz / PZPN, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku