Przełamanie GKS-u Bełchatów, czyli jeszcze nie wszystko stracone

2021-05-03
Wygrywając w Rzeszowie, piłkarze GKS-u Bełchatów zwiększyli swoje szanse na utrzymanie. Do bezpiecznego miejsca tracą co prawda trzy punkty, ale na finiszu rozgrywek dostali pozytywny impuls, na który czekali od kilku miesięcy.

13 listopada GKS Bełchatów po raz kolejny w rundzie jesiennej pozytywnie zaskoczył. Po bardzo dobrym meczu ograł w Gdyni Arkę 2:1. Wtedy bełchatowianie byli na 11. miejscu w tabeli, mieli na koncie tyle samo zwycięstw (4), co remisów i porażek. Mało kto spodziewał się więc, że podopieczni Marcina Węglewskiego wpadną po tym wszystkim w taki dołek, że będą długie miesiące czekać na następny triumf w lidze. Bo od meczu z Arką zanotowali pięć porażek z rzędu. Zaś na dzień dobry w rundzie wiosennej przegrali trzy spotkania i ich sytuacja robiła się coraz bardziej nieciekawa. Nic w tej kwestii nie zmieniły dwa następujące po sobie remisy, gdyż pojawiły się znów dwie porażki. W konsekwencji bełchatowianie wylądowali na ostatnim miejscu. Dalej zdobyli punkt w Sosnowcu i ponownie zeszli z boiska pokonani - najpierw przez Sandecję, następnie przez Widzew Łódź.

 

Zespół z Bełchatowa zahartowany w trudnych sytuacjach nie zwykł tak łatwo się poddawać. I w 28. kolejce GKS ograł w Rzeszowie Apklan Resovię. - Dla nas wszystkich był to trudny okres, który nauczył nas pokory. Wiemy, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, zostało nam jeszcze sześć meczów, żeby zostać w 1 lidze, musimy wygrać co najmniej trzy razy - mówi trener GKS-u Marcin Węglewski.

 

Ale i on nie kryje radości z pierwszego od 12. kolejki zwycięstwa. - Dostaliśmy mocny impuls do dalszej pracy. Może on bardzo odmienić naszą sytuację - dodaje szkoleniowiec bełchatowskiej drużyny.

 

Dla morale jego piłkarzy komplet punktów wywieziony ze stolicy Podkarpacia był o tyle cenny, że pokonali oni bardzo dobrze punktującą wiosną Resovię, która u siebie postawiła się faworytom. - Resovia to bardzo dobry zespół. Pokazali, na ile są mocni w Nowym Sączu, kiedy grając w osłabieniu przez blisko dwa kwadransie potrafili zapunktować, odwracając niekorzystny wynik. Jest tam kilku ciekawych zawodników, bardzo dobry trener, dlatego pełna pula w Rzeszowie smakuje jeszcze lepiej - zaznacza Węglewski.

  

Teraz już nikt nie musi wyliczać GKS-owi dni, tygodni, miesięcy, kolejek bez wygranej. Takie wyliczanie musiało odbić się na psychice bełchatowian. - W zespole zostało niewielu zawodników, pamiętających początki naszej złej serii. Nowi zawodnicy nie nieśli więc na swoich barkach aż tak dużego ciężaru. W pierwszej kolejce nowej rundy z Łęczną mogliśmy wyciągnąć co najmniej remis. Potem na własnym stadionie z Termaliką powinniśmy zapunktować. Tymczasem kolejne nieudane wyniki tylko potęgowały zwątpienie. Pojawiły się pytania, czy podołamy, czy tędy droga. Odbijało się to psychice zespołu, na mnie, na moim sztabie. Mam nadzieję, że dostaliśmy bodziec i się podniesiemy - mówi z nadzieją Węglewski.

 

Te same słowa trener GKS-u mógłby skierować do Dawida Flaszki. 24-letni pomocnik w "majówkowej" kolejce rozegrał świetną partię - strzelił gola, zaliczył asystę, często dawał się we znaki obronie Resovii. Dla niego było to pierwsze trafienie od czasu gola strzelonemu Wigrom Suwałki 19 października 2018 roku, jeszcze w barwach Sandecji Nowy Sącz. - Miał wiele problemów w tej rundzie, przede wszystkim zdrowotnych. Gdy już zaczął grać to dopadła go choroba i znów przerwa. Jest bardzo ważnym zawodnikiem GKS-u. Jeśli znajduje się w optymalnej formie to naprawdę dużo daje drużynie. Cieszę się, że i on przełamał swoją niemoc. Przez cały tydzień rozmawialiśmy, mówiłem mu, że chcę go widzieć w polu karnym. I znalazł się w polu karnym w odpowiednim momencie - przyznaje Węglewski.

 

W składzie bełchatowian na starcie w Rzeszowie zabrakło skutecznego w ostatnich tygodniach Damiana Hilbrychta, co nie przeszkodziło GKS-owi w strzeleniu trzech goli. Co więcej, bramki nie zdobył także Maciej Mas. Akurat duet Hilbrycht - Mas najczęściej trafiał do siatki rywali GKS-u w ostatnich tygodniach. W ostatnim spotkaniu zastąpili ich koledzy.

 

- Damian w tej rundzie rozegrał wiele meczów na bardzo odpowiedzialnej pozycji. Zasuwał niesamowicie. Z Resovią nie wystąpił, ponieważ nie był do końca przygotowany fizycznie. Wcześniej dzięki niemu wiele zyskiwaliśmy i mam nadzieję, że jeszcze zyskamy. Mas systematycznie idzie w górę, robi postęp. Strzelał w bardzo ważnych momentach. Pokazał, niezależnie od tego, czy grał od początku, czy wchodził z ławki, że może dać coś drużynie: odwracał wynik lub zadawał decydujący cios - stwierdza opiekun "Brunatnych".

 

Na koniec tłumaczy, dlaczego między słupkami postawił na Daniela Niżnika, nie na broniącego wcześniej Leonida Otczenaszenkę. - Uznałem, że to już czas, aby Daniel wszedł do bramki, bo bardzo dobrze prezentował się w treningu. Leonid Otanaszczenko niby nie zawalał nam bramek, jednak bagaż niepowodzeń, które ten młody bramkarz dźwigał ze sobą spowodowały, że postawiłem na bardziej doświadczonego Daniela. Przypomnę, że rok temu bronił w decydujących meczach, które zapewniły nam utrzymanie - zwraca uwagę Węglewski.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku