Podsumowanie 18. kolejki

2022-11-12
Za nami ostatnia kolejka rozgrywana w 2022 roku, która obfitowała w wielkie emocje! ŁKS Łódź odniósł bardzo wysokie zwycięstwo z GKS-em Katowice aż 5:1, a Chrobry Głogów powrócił ze stanu 0:3 na 3:3.

GKS Tychy - Chojniczanka Chojnice 1:1 (0:0)

 


W pierwszym piątkowym meczu tyszanie mierzyli się z Chojniczanką Chojnice i na papierze faworytem tego starcia byli gospodarze. Już w 6. minucie postraszyli gości tyszanie, gdy po zagraniu w pole karne główkował Rumin, jednak piłka ostatecznie minęła słupek. Chojniczanie opowiedzieli na zakończenie pierwszego kwadransie, ale żaden z obu oddanych strzałów nie przełożył się na zdobycie bramki. Wydaje się, że mimo to, to właśnie chojniczanie mieli więcej kontroli nad boiskowymi wydarzeniami, bo gospodarze wykazywali dużo nerwowości w okolicach szesnastego metra. Do przerwy wynik na tablicy wyników wciąż pokazywał stan 0:0.  Skuteczne strzelanie rozpoczęło się dopiero w 78. minucie, gdy Szymon Stróżyński zapewnił Chojniczance prowadzenie w spotkaniu, które utrzymywała do dziewięćdziesiątej minuty. W doliczonym czasie gry bowiem sytuacyjną piłkę wykorzystał Wiktor Żytek i doprowadził do wyrównania w spotkaniu. Tym samym oba zespoły podzieliły się punktami. 


GKS Katowice - ŁKS Łódź 1:5 (0:4)


Piąty w tabeli GKS Katowice podejmował na własnym obiekcie liderujący ŁKS Łódź. Stawką spotkania było utrzymanie przez gości pierwszej lokaty po ligowych zmaganiach w 2022 r. Drugie piątkowe starcie znacząco różniło się od pierwszego, bo bramka otwierającą wynik padła już... w trzeciej minucie. Po stracie Figla strzał na bramkę oddał Szeliga, ale został on wybroniony przez golkipera katowiczan.  Przy dobitce Kowalczyka debiutujący bramkarz był już jednak bez szans. W 33. minucie Stipe Jurić podwyższył prowadzenie łodzian, wykorzystując stratę katowiczan i minął bramkarza, pewnie lokując piłkę w siatce. To nie był koniec strzelania przed przerwą, bo kapitalnie zachował się duet Trąbka-Szeliga i młody bramkarz GKS ponownie musiał sięgać po piłkę do bramki. Kilka minut później Jurić zdobył dublet i do przerwy łodzianie prowadzili już 4:0, można śmiało powiedzieć, że grali dziś prawdziwy koncert. Po przerwie kontynuowali swoją świetną grę, a na listę strzelców w pierwszych minutach wpisał się Trąbka. Katowiczanie odpowiedzieli w 60. minucie za sprawą trafienia Kuby Araka, ale wciąż strata była ogromna. Ostatecznie łodzianie pokazali, że na jesieni nie mieli sobie równych i przezimują na fotelu lidera!

 

Odra Opole - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:2 (1:0) 

 

Wynik otworzyła kuriozalna bramka... Bednarski znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem niecieczan i choć to bramkarz ją odbił, futbolówka niefortunnie skierowana przez obrońcę Tekijaskiego wpadła do własnej bramki... Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i to opolanie prowadzili jedną bramką. Podrażnieni takim obrotem spraw goście odpowiedzieli skutecznie w 60. minucie, gdy pewnie zagłówkował Kacper Karasek. Nie było to ostatnie słowo Słoników w sobotnim meczu, bo najpierw przed szansą na wyprowadzenie Bruk-Betu na prowadzenie stanął Kadlec, ale ostatecznie dwie minuty później przyjezdni zdobyli upragnioną bramkę. To właśnie w 70. minucie centrę Adama Radwańskiego wykorzystał zagrywający głową Artem Polyarus. W samej końcówce mogła paść jeszcze trzecia bramka dla niecieczan, jednak piłka po rykoszecie minęła słupek. 

 

Arka Gdynia - Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2 (2:0)

 

Drugie sobotnie spotkanie to pojedynek dwóch zespołów mających chrapkę na awans do PKO Ekstraklasy. Gdynianie od początku spotkania dobrze radzili sobie na połowie przeciwnika i już w 12. minucie wyszli na prowadzenie. Duet Skóra-Czubak otworzył wynik spotkania. Wyraźnie rozochocony strzelec pierwszej bramki wypracował sobie kolejną dogodną sytuację w 23. minucie, jednak nie zdołał pokonać kapitalnie interweniującego Igonena. W 33. minucie po zagraniu ręką w polu karnym sędzia Krzysztof Jakubik odgwizdał rzut karny, który na bramkę dla Arki zamienił Hubert Adamczyk. Lepiej w drugą odsłonę weszli goście, bo już w 49. minucie Goku Roman zdobył bramkę kontaktową. Kolejne trafienie padło już w ostatnim kwadransie gry. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Kamil Biliński, zapewniając Podbeskidziu Bielsko-Biała jeden punkt. 

 

Skra Częstochowa - Ruch Chorzów 1:1 (1:0)

 

Ostatni sobotni mecz nie był rozgrywany w błyskawicznym tempie. Lepiej prezentował się zespół gospodarzy i to on, dość niespodziewanie biorąc pod uwagę pozycję w tabeli i formę, zdobył bramkę jako pierwszy. W 20. minucie przed pierwszą szansą na objęcie prowadzenia stanęła Skra, gdy Filip Kozłowski szukał skutecznego wykończenia piłki, jednak piłka poszybowała ponad bramką. W 27. minucie zamieszanie w polu karnym Ruchu przyniosło strzał w poprzeczkę. Starania częstochowian przyniosły wymierny skutek dopiero w doliczonym czasie pierwszej połowy, gdy do bramki strzeżonej przez Bieleckiego wpadła futbolówka po płaskim strzale Adama Olejnika. Jeszcze w pierwszej odsłonie Ruch próbował zdobyć bramkę wyrównującą, ale ostatecznie do przerwy na tablicy wyników widniało 1:0. Niespodzianka wisiała w powietrzu aż do ostatnich minut. W dramatycznej końcówce Ruch dążył do wyrówania, a już w doliczonym czasie gry rzut karny zamienił na bramkę Daniel Szczepan. Oba zespoły podzieliły się punktami. 

 

Sandecja Nowy Sącz - Wisła Kraków 1:1 (0:1)

Outsider Fortuna 1 Ligi podejmował na niepołomickim obiekcie spadkowicza szukającego przełamania złej passy. Goście przeprowadzili pierwszy atak w 7. minucie, jednak Krystian Wachowiak uderzył minimalnie niecelnie. Sandecja groźnie odpowiedziała już pięć minut później, gdy golkiper krakowian został zmuszony do ofiarnej obrony po mocnym uderzeniu z dystansu Damiana Chmiela. Gospodarze postraszyli ekipę gości, jednak wynik otworzyła właśnie Wisła w 17. minucie za sprawą dobitki do pustej bramki Igora Łasickiego. W drugiej odsłonie Sandecja, a konkretniej ponownie Damian Chmiel miał szansę na wyrównanie, ale i tym razem świetną paradę zanotował Kamil Broda. Sądecczanie jednak nie odpuszczali i przyniosło to wymierny efekt w 86. minucie. Tym samym oba zespoły dopisały do swojego konta po punkcie. 

 

Chrobry Głogów - Stal Rzeszów 3:3 (0:2)

 

To był mecz pełen niefrasobliwości w obronie i zabójczej skuteczności z nadzwyczaj komfortowych sytuacji. Do siedemdziesiątej minuty goście prowadzi 3:0, zdobywając bramki z okolic piątego metra. Najpierw Bartłomiej Poczobut kapitalnie zagrał do Andrei Prokicia, a ten wystawił piłkę na... pustą bramkę Michalikowi. W 37. minucie Krystian Wrona zamknął akcję z najbliższej odległości i podwyższył prowadzenie rzeszowian. Trzeci gol padł po przerwie, gdy ponownie czujnie zachował się Andreja Prokić, zagrywając do Olejarki a ten dopełnił formalności. Wydawało się, że taki wynik to dość bezpieczna zaliczka... jednak nic bardziej mylnego. Gospodarze powrócili ze stanu 0:3 na 3:3 za sprawą dubletu Wojtyry i skutecznie wykonanego rzutu karnego w wykonaniu Mateusza Machaja. Absolutnie nieprawdopodobny mecz!

 

Górnik Łęczna - Puszcza Niepołomice 2:2 (0:0)

W pierwszym kwadransie oba zespoły grały zachowawczo, żadna z nich nie chciała popełnić błędu, który kosztowałby je utratę bramki. Drużyną, która częściej była w posiadaniu piłki był Górnik Łęczna, jednak nic konkretnego z tego nie wynikało. Do przerwy nie brakowało walki, momentami ostrej gry, ale nie zobaczyliśmy skutecznych sytuacji bramkowych. Pierwsza połowa nie zwiastowała niezwykle energetycznego początku drugiej połowy. W 54. minucie samobójczą bramkę zdobył zawodnik Puszczy, a niecałe cztery minuty później doskonale w polu karnym pokazał się Souleymane Cisse, który pokonał interweniującego golkipera Puszczy. W 67. minucie strzelec drugiego gola dla Górnika ekwilibrystycznym uderzeniem posłał piłkę w poprzeczkę... własnej bramki.  W 86. minucie Jakub Serafin zdobył bramkę kontaktową dla Puszczy, a w ostatnich sekundach drugą na wagę remisu. Oba zespoły podzieliły się zatem punktami.

 

Apklan Resovia Rzeszów - Zagłębie Sosnowiec 2:2 (1:1)

 

Już w pierwszych minutach starcia sosnowiczanie mieli trzy szanse na objęcie prowadzenia. Dwukrotnie pewnie pomiędzy słupkami zainterweniował Branislav Pindroch, a później Maksymilian Banaszewski posłał piłkę z ostrego kąta - jednak niecelnie. To zatem goście zaczynali sobie poczynać bardzo odważnie, jednak defensorzy gospodarzy radzili sobie więcej niż poprawnie. Jak mówi piłkarskie porzekadło niewykorzystane sytuacje się mszczą i wynik otworzyli... gospodarze. Akcja duetu Antonik-Górski zapewniła rzeszowianom prowadzenie w 11. minucie. W 19. minucie goście mieli rzut wolny, jednak piłka minęła światło bramki. Dwie minuty później kapitalnie w bramce interweniował golkiper sosnowiczan Gliwa po uderzeniu Antonika i dobitce Górskiego z okolic czwartego metra. Sosnowiczanie wyrównującą bramkę do szatni zdobyli w 43. minucie, gdy błąd gospodarzy wykorzystał Marek Fabry. W drugiej odsłonie w 77. minucie Radosław Adamski zdecydował się na strzał zza pola karnego i wyprowadził Resovię na prowadzenie. Rzutem na taśmę odpowiedzieli goście za sprawą trafienia Bodziocha i czwarty niedzielny mecz zakończył się remisem. 



, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku