Piotr Żemło - przez Odrę Opole (znów) do ekstraklasy?

2019-04-19
Piotr Żemło z powodu kontuzji stracił prawie całą rundę jesienną. Wiosną wreszcie zaczyna grać, a w ostatnim spotkaniu swojej drużyny strzelił nawet gola - drugiego na pierwszoligowych boiskach. Liczy, że to początek jego marzeń o powrocie do ekstraklasy.

Piotr Żemło do Odry trafił we wrześniu poprzedniego roku, mając wcześniej styczność z pierwszoligową rzeczywistością, bo występował w Wiśle Puławy. W klubie z Opola nie miał jeszcze zbyt wielu okazji, aby się wykazać. - Przyszedłem w momencie, kiedy dochodziłem do siebie po kontuzji kolana. Nie przepracowałem okresu przygotowawczego. Fizjoterapeuci Odry starali się doprowadzić moje kolano do jak najlepszego stanu. Ostatecznie w tamtej rundzie zagrałem tylko dwa mecze. Wcześniej? Skontaktował się ze mną asystent trenera Mariusza Rumaka, Łukasz Becella. Zaproponował, żebym przyjechał na sparing z Lechem Poznań. Przyjechałem jednak wcześniej, testy zakończyły się tym sparingiem. Pokazałem się z dobrej strony. Po meczu zostałem doceniony przez trenera Rumaka. Powiedział, że chce mnie w swoim zespole - opowiada Żemło.

 

To było kilka miesięcy temu. A dziś? W meczu ze Stomilem Olsztyn (2:2) zaliczył swój czwarty mecz w tym sezonie, drugi w rundzie. I strzelił gola. - To dopiero mój drugi gol na tym poziomie. Cieszę się, że po tym jak przez długi czas siedziałem na ławce, w końcu wszedłem do składu. Dałem sygnał trenerowi, że jestem gotowy do gry - podkreśla 23-letni zawodnik.

 

Nie ukrywa tylko, że martwi go niestabilna forma zespołu w rundzie rewanżowej. - Prezentujemy formę w kratkę. Wygrywamy 3:0, by kilka kolejek później przegrać 0:4. Pokonujemy na wyjeździe 2:1 Chrobrego Głogów, a za chwilę ulegamy 0:3 Termalice. Brakuje nam powtarzalności. Staramy się analizować każdy mecz, ale nie przynosi to spodziewanych efektów. Trzeba dograć ten sezon, zająć jak najwyższe miejsce, aby w kolejnym bić się o coś więcej - przyznaje obrońca Odry.

 

Pozytyw za to jest taki, że każdy występ w lidze działa na jego korzyść. - Kiedy grałem w Wiśle Puławy okazało się, że 1 liga jest na moim pułapie możliwości. Ogólnie uważam, że dużo dały mi kolejne wypożyczenia z Wisły Kraków. Dzięki temu ograłem się, nabrałem doświadczenia. Takie przetarcie było potrzebne, skoro tak naprawdę dopiero zaczynam przygodę z seniorskim futbolem. A sama Wisła Puławy? Wypożyczenie oceniam z jednej strony dobrze, bo sporo grałem, a z drugiej strony negatywnie, gdyż spadliśmy do 1 lligi, następnie jeszcze niżej - przyznaje Żemło.

 

- Wbiłem sobie do głowy, że żeby grać regularnie w ekstraklasie trzeba przedtem sprawdzić się w niższych ligach. Wszystko jest w moim zasięgu. W lipcu skończę 24 lata. Mam swoje marzenia, jeszcze wszystko przede mną - dodaje stoper drużyny Mariusza Rumaka.

 

Z ekstraklasą już się zetknął. Rozegrał w niej osiem meczów, pierwszy w wieku 19 lat w barwach "Białej Gwiazdy". - Mecz z Lechią Gdańsk, wszedłem na boisko w 75. minucie przy wyniku 1:1. Gdy przygotowywałem się do zmiany, to stojąc przy linii bocznej, czułem lekki stresik. Ale po wejściu na boisko stres szybko minął. Jeśli ktoś mnie pyta o ekstraklasę, to odpowiadam, że nie mogę za wiele powiedzieć o tej lidze, bo mam małe doświadczenie - przyznaje.

 

To, że w ogóle, udało mu się przebić w Wiśle, w której zaczynał w zespołach młodzieżowych, potem była Młoda Ekstraklasa i pierwszy zespół, zawdzięcza nauczycielowi ze szkoły w Giżycku, skąd pochodzi. - Pan Marek Radzewicz, który w przeszłości prowadził kadrę województwa warmińsko-mazurskiego, był też trenerem Mamr Giżycko, uczył mnie WF-u. Obiecał, że po trzeciej klasie zabierze mnie na casting do Wisły Kraków, ponieważ - jak to powiedział - coś we mnie widział. Słowa dotrzymał, rok szkolny się skończył, no więc pojechaliśmy na czterodniowe testy. Nie pamiętam dokładnie ilu nas było, myślę, że pięćdziesięciu, sześćdziesięciu. Pierwszy dzień: zajęcia ruchowe. Drugi dzień: gierki. Trzeci dzień: rywalizacja jedenastu na jedenastu na głównej płycie stadionu "Białej Gwiazdy". Dwa dni później dowiedziałem się, że są zainteresowani moją osobą. Po miesiącu zadzwonili, nazajutrz miałem już się stawić przy Reymonta. Kilku z nas, testowanych wylądowalo w zespołach młodzieżowych - opowiada Żemło.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku