Mocna końcówka lata GKS-u Tychy

2021-09-16
Nie układała się gra GKS-owi Tychy w pierwszych kolejkach nowego sezonu. To już jednak czas przeszły - podopieczni Artura Derbina włączyli odpowiednie tryby, zaskoczyli i wygrali trzecie, kolejne spotkanie. Wskoczyli właśnie do strefy barażowej.

- Czy GKS wrócił na swoje miejsce w tabeli? - zastanawia się trener Artur Derbin. - Po prostu pierwsze mecze nam nie wyszły. Uważam, że miały one związek z wydarzeniami z końcówki poprzednich rozgrywek. Do końca liczyliśmy się w grze o awans, potem zostały nam baraże. Przydarzył nam się nieszczęsny mecz z Górnikiem Łęczna - przegrana seria rzutów karnych spowodowała, że nasze marzenia musieliśmy odłożyć na później. Głęboko jednak wierzę, że to będzie ten sezon, chociaż wiele drużyn ma podobne cele. My możemy dbać o to, co wypracujemy. Tamten sezon oddzieliliśmy grubą kreskę, teraz piszemy nową historię - zaznacza Derbin.

 

Nowa, lepsza część tej historii zaczęła się dla tyszan w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. GKS zapunktował na stadionie spadkowicza z ekstraklasy. Remis 0:0 był impulsem do poprawy wyników. Na efekty nie trzeba było długo czekać. GKS ograł kolejno Sandecję Nowy Sącz (2:1), Zagłębie Sosnowiec (2:1) oraz Arkę Gdynia (1:0).

 

- Okres przygotowawczy nie wskazywał, że spotka nas taki początek. W meczach kontrolnych wyglądaliśmy dobrze. Musieliśmy tylko usprawnić przed ligą kilka rzeczy. Mieliśmy wrażenie, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Ostatni mecz kontrolny pokazał jaka moc drzemie w zespole, tymczasem przyszło pierwsze spotkanie o stawkę i nie wyglądało to za dobrze. Po trzech meczach mieliśmy tylko jeden punkt. Na domiar złego trafiła nam się porażka 0:3 z Miedzią u siebie. Trzeba było poszukać nowych rozwiązań - podkreśla trener GKS-u.

 

- Dokładnie wszystko przeanalizowaliśmy, doszliśmy do wniosku, że trochę zmodyfikujemy naszą grę, wymienimy kilku zawodników. Nasz forma unormowała się. Potrzebowaliśmy do tego spokoju. Już na Podbeskidziu pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. W Bielsku-Białej wreszcie zaczęliśmy stwarzać sytuacje, mieliśmy ich więcej niż w pierwszych trzech pojedynkach. Przyszła seria zwycięstw, wracamy na właściwą drogę, łapiemy pewność siebie - dodaje.

 

Czy to znak, że wrócił taki GKS, jakiego zapamiętali kibice z wcześniejszego sezonu? Pojedynek z Arką sugeruje, że tak.

 

- Mieliśmy swój plan na mecz, czego efektem był szybko strzelony gol. Wydawać się mogło, że czerwona karta dla Adama Dei jeszcze w pierwszej połowie, ułatwi nam sprawę. A tak nie było. Arka nie miała nic do stracenia, niesiona dopingiem, grająca u siebie, postawiła wszystko na jedną kartę. Pewnie, mogliśmy pograć w piłkę, rzucić się do szaleńczego ataku, ale odpowiedzialność za wynik spowodowała, że pilnowaliśmy korzystnego rezultatu. Z drugiej strony mieliśmy okazje, żeby podwyższyć prowadzenie. Gdybyśmy to zrobili nie byłoby takiej nerwówki - tłumaczy Derbin.

 

Fani Arki i GKS-u oglądający niedzielne starcie obu drużyn mogli przeżyć prawdziwe deja vu. Przebieg spotkania łudząco przypominał pojedynek z jesieni ubiegłego roku. Tyszanie też przystępowali do meczu z dorobkiem ośmiu punktów. W tym i tym przypadku powiększyli swoją zdobycz o trzy "oczka". I wtedy i teraz bramkę zdobył Bartosz Biel w początkowej fazie spotkania. Wówczas w drugiej połowie wynik ustalił Krzysztof Wołkowicz.

 

- Rzeczywiście, bardzo podobne spotkanie, podobna pora meczu. Fajnie, że w piłce niektóre rzeczy się powtarzają - komentował Biel, którego forma także zwyżkuje. - Chcieliśmy zacząć odważnie, wysoko, nie jesteśmy przecież zespołem, którego zadowala walka o utrzymanie, czy środek tabeli. Mamy swoje cele, nieważne z kim gramy, chcemy realizować swoje założenia. W Gdyni może nie wypełniliśmy ich w stu procentach, bo daliśmy się zepchnąć do defensywy, z meczu na mecz jest coraz lepiej.

 

To że jest lepiej jest zasługą całej drużyny GKS-u i każdego zawodnika z osobna. Świetną dyspozycję prezentuje m.in. Krzysztof Wołkowicz. Lewy obrońca w trzech ostatnich spotkaniach strzelił gola i zaliczył dwie asysty. - Krzysiek długo czekał aż znowu wróci na boisko. Zaczął z "wysokiego C". Bardzo dobrze wygląda, jest naszym płucem, motorem napędowym - stwierdza Artur Derbin.

 

Opaska kapitańska służy Konradowi Jałosze. Przywilej jej posiadania 30-letni bramkarza posiada od Podbeskidzia i w dwóch na czterech próbach zachował czyste konto. W Gdyni niejednokrotnie ratował drużynę.

 

- Konrad wykonuje swoje zadania jak należy. Jest wartością dodaną GKS-u. Jemu należy się pochwała, tak jak całej drużynie. Bo na boisku z naszej strony jest dużo charakteru, poświęcenia, ogólnie trudu. Cieszę się, że życie oddaje zwycięstwem za to poświęcenie. Wiem, że samo bronienie nic nie da, czasami trzeba postraszyć rywala. Gdy mamy piłkę musimy rozgrywać ataki jakościowo i na naszych zasadach. To będziemy chcieli jeszcze usprawnić - analizuje szkoleniowiec śląskiej ekipy.

 

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku