Mateusz Bochnak, czyli siła w liczbach

2021-08-09
W poprzednim sezonie Mateusz Bochnak był najlepszym strzelcem Błękitnych Stargard, choć nie jest napastnikiem. W drużynie, która spadła z 2 ligi wykręcił dobre liczby. I poszedł za ciosem: w dwóch meczach Chrobrego Głogów strzelił dwa gole. To bez wątpienia jedna z jaśniejszych postaci ekipy Ivana Djurdjevicia na początku rozgrywek Fortuna 1 Liga.

Bochnak bramkę zdobył w Olsztynie i w Gdyni. Na uwagę zasługuje gol, który strzelił Arce w wygranym spotkaniu 2:0. W porę wyszedł do prostopadłej piłki i pewnym strzałem pokonał Daniela Kajzera. - Świetną robotę zrobił Dominik Piła, który przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, podał mi kapitalnie! W poprzednim sezonie moja gra także opierała się na wyjściu do prostopadłych piłek, to akurat jest moja mocna strona, staram się z tego korzystać w 1 lidze. Najczęściej w taki sposób strzelałem gole, kończąc nasze kontrataki - mówi Bochnak.

 

Sezon 2020/21 skończył z 7 bramkami i 7 asystami w lidze. Do tego trzy trafienia w Pucharze Polski. Nieźle jak na nie klasycznego napastnika. - W Stargardzie grałem często w roli podwieszonego za napastnikiem, w pierwszych meczach sezonu występowałem nawet na pozycji numer dziewięć - wyjaśnia.

 

17 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej pozwoliło mu zrealizować dwa cele. Jeden zakładał poprawienie indywidualnych statystyk ze wcześniejszego sezonu, także w barwach Błękitnych (2 gole, 2 asysty). Zdecydowanie przebił również swój wynik z Pogoni Siedlce, dla której w sezonie 2018/19 zaliczył cztery trafienia i dwie asysty. A co z drugim celem? - Ten zakładał, że po trzecim pełnym sezonie w 2 lidze zrobię krok do przodu, wyląduję piętro wyżej. Udało się, bo jestem w Chrobrym. Szkoda tylko, że Błękitni spadli - dodaje.

 

Co ciekawe ze swoich statystyk nie jest do końca zadowolony, bowiem oczekuje od siebie więcej. To już pierwszy krok do... poprawy. Kolejny musi zrobić na boisku. Na razie w Chrobrym idzie mu bardzo dobrze, świetnie się wprowadził, co nie znaczy, że zawsze będzie tak kolorowo. Coś o tym wie. Kilka lat temu wyróżniał się w juniorach Pogoni Szczecin, klubu, w którym się wychował. W sezonie 2016/17 został włączony do pierwszej drużyny. Był na ławce rezerwowych w meczu z Wisłą Kraków (0:4). Rozgrzewał się, ale nie wszedł. Potem występował w Pogoni II. Stamtąd przeszedł do Pogoni Siedlce.

 

- Byłem na kilku obozach pierwszej drużyny, mogłem poznać od środka atmosferę ekstraklasy. Myślę, że zdobyte tam doświadczenie pomaga mi w Głogowie - sugeruje Bochnak.

 

Bochnak to zawodowy piłkarz i tenisista-amator. Tenis to jego mały konik. - Kilka lat temu mój przyjaciel ze Szczecina zabrał mnie na kort, spodobało mi się. Od tamtej pory w miarę regularnie staram się grać. Sukcesów nie mam, jedynie wygrane mecze z kolegami. Lubię biegać z rakietą po korcie, gorzej z oglądaniem w telewizji. Preferuję uderzenia forhendem, bekhend jeszcze u mnie "nie dojeżdża" - śmieje się.

 

Wyborem piłki służącej do kopania jako pasji numer jeden, zamiast małej zielonej, którą odbija się rakietą, nie pozostawia wątpliwości co chciał zawsze w życiu robić. - Wychodziłem grać z tatą na różnych okolicznych boiskach - wspomina i zdradza mały rodzinny sekret, kiedy jako dziesięciolatek dla zabicia nudy w oczekiwaniu na gości, których zaprosili na sylwestra jego rodzice, nieźle w domu nabroił: - Próbowałem różnych dryblingów, podbijałem piłkę, poślizgnąłem się i wylądowałem kolanami w szybie.

 

Nie raz, nie dwa lądował też w wodzie. Ale to akurat zabieg kontrolowany. - Dzięki tacie złapałem bakcyla na wędkarstwo. Często chodziłem łowić ryby u dziadka w stawie. To rodzina z Tomaszowa Lubelskiego, od strony mamy, która pochodzi z tamtych stron. Zdarzało się wyłowić karpia, płotki. Największy okaz ważył kilka kilogramów. Staw chodowlany nie tak duży jak jezioro, ale po złowieniu ryby satysfakcja zawsze jest! - tłumaczy Bochnak.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku