Marko Roginić - jak bramkarz został napastnikiem

2019-10-09
Marko Roginić, czyli czołowy snajper Fortuna 1 Ligi i jeden z najskuteczniejszych zawodników Podbeskidzia Bielsko-Biała, wcale nie urodził się ze zmysłem w polu karnym, chociaż ostatnie sezony pokazują, że potrafi trafiać do siatki. Wcześniej przede wszystkim odpowiadał za uniknięcie gola niż zdobycie bramki.

Pojęcia: czyste konto, efektowna parada we własnym polu karnym, szybkie wyjście do dośrodkowania, Roginić zna z autopsji. - Mój pierwszy trener klubowy stwierdził, że mam predyspozycje bramkarskie. Przyznał, że mogę być bardzo dobrym golkiperem. Wdrożył mnie w trening typowy dla bramkarza, pokazał na czym on polega. Był bardzo usatysfakcjonowany, widząc jak spisuje się między słupkami. Myślę, że moje początki na innej niż obecnie pozycji mogły wpłynąć na to jakim jestem napastnikiem - mówi 24-latek.

 

Chorwat dziś napastnik, kiedyś bramkarz, tajniki piłki poznawał we własnej ojczyźnie. Na obczyźnie mógł wykorzystać zdobyte doświadczenie. - Moja przygoda z piłką zaczęła się w klubie NK Sloboda. To klub z siedzibą w Varażdinie. Grałem tam dopóki trwała moja kariera w bramce, czyli do 16. roku życia. Potem występowałem w NK Varażdin i Bjelovarze, drużynie z mojego rodzinnego miasta, a następnie w NK Puscine. Przed przyjściem do Podbeskidzia byłem piłkarzem drugoligowego klubu ze Słowenii - NK Nafta - opisuje Roginić przebieg swojej kariery. 

 

Piłkarskie tradycje w rodzinie? - Nie ma takich. Za to mój brat Matej, młodszy ode mnie o dziewięć lat gra w piłkę w NK Varażdin. Też jest napastnikiem. W moim mieście urodzenia - Bjelovarze - nie ma piłki na wysokim poziomie, tylko amatorskim. To małe miasto w samym centrum Chorwacji. Najbardziej zwariowany mecz w jakim grałem? W Słowenii, derby regionu przeciwko NS Mura. Gdy graliśmy na Murze na trybunach pojawiło się ok. czterech tysięcy fanatycznie dopingujących kibiców. Atmosfera była niezwykła. Czuło się, że to wyjątkowe spotkanie - opowiada piłkarz "Górali".

 

To w Słowenii został królem strzelców 2 ligi. W sezonie 2017/18 zaaplikował rywalom 21 trafień. Zdarzyły mu się mecze z hat-trickami, ale też taki, w którym strzelił cztery gole. Jego ówczesny zespół, NK Nafta, wygrał 9:0 z NK Kranj. - Nie uważam, aby był to mój najlepszy jak dotąd występ. To niezbyt silny zespół, były mecze, w których zaprezentowaliśmy się lepiej zespołowo, w tym ja, choć zdobyłem mniej bramek. W tamtym czasie zaliczaliśmy się do czołówki ligi. Graliśmy bardzo dobrze, więc miałem możliwość zdobywania bramek - przyznaje napastnik Podbeskidzia.

 

Pierwszą rundę - wiosna 2019 - którą spędził w bielskiej drużynie, zapewne nie zaliczy do udanych. Zagrał dziesięć razy, nie trafił ani razu. W tej rundzie ma pewne miejsce w składzie. Przekłada się to na zdobycz bramkową. Z GKS-em Bełchatów zdobył odpowiednio 4. i 5. bramkę w sezonie. - Czuję się bardzo dobrze w Podbeskidziu. Trener na mnie stawia, my spisujemy się coraz lepiej. Myślę, że jesteśmy w stanie zrobić jeszcze więcej, grać dużo lepiej i powalczyć o promocję do wyższej ligi - stwierdza Roginić.

 

Gole Chorwata mogą przybliżyć "Górali" do ekstraklasy. - Marko z meczu na mecz rozwija się. W poprzedniej rundzie miał o tyle trudniej, że numerem jeden w ataku był Valerijs Sabala. Marko wzięliśmy do rywalizacji. Teraz on jest pierwszym napastnikiem, z którym rywalizuje Ivan Martin. Wierzyłem w Marko, konsekwentnie na niego stawiałem, bo znałem jego możliwości. Nie zrażałem się tym, co mówili ludzie wokół, że nie mamy napastnika. Kibic ocenia na podstawie statystyk, a skoro nie strzelił przez długi czas gola, to ta ocena była negatywna. Ja wiedziałem w jakim jest wieku. Wieku rozwojowym. No i konsekwentnie stawianie na niego zaczyna przynosić efekty - podkreśla trener bielszczan Krzysztof Brede. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku