Marcin Stefanik - skoro gol, to zwycięstwo Puszczy

2020-07-07
Marcin Stefanik nie strzelił w trwającym sezonie zbyt wielu goli. Jednak gdy trafiał do siatki, to Puszcza Niepołomice te spotkania wygrywała.

Stefanik w obecnych rozgrywkach dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Oba trafienia zanotował w czerwcowo-lipcowym maratonie meczów. Zdobył bramkę z Wigrami Suwałki i przeciwko Warcie Poznań. Co ciekawe, pojedynki te kończyły się identycznym wynikiem: 2:1 dla Puszczy. - To czysty przypadek, ale i moje szczęście - obrazowo przedstawia sytuację Marcin Stefanik.

 

Trudno nie zauważyć, że 33-letni zawodnik przynosi szczęście swojej drużynie. W sezonie 2018/19 strzelił trzy gole - 2/3 tych starć Puszcza wygrywała. Powtórzyła się sytuacja z sezonu 2017/18 - wtedy też zaliczył trzy trafienia w trzech spotkaniach. W dwóch przypadkach pełną pulę zgarnęli zawodnicy z Niepołomic. Jego bramki są zatem talizmanem dla zespołu Tomasza Tułacza.

 

Stefanik należy do tej grupy piłkarzy defensywnych, którzy regularnie zdobywają bramki. W sezonie 2015/16 zanotował dziesięć goli w barwach Siarki Tarnobrzeg. Sezon później ośmiokrotnie wpisywał się na listę strzelców. - Niższa liga, więc łatwiej o bramki, poza tym byłem w drużynie wykonawcą rzutów karnych. Inna sprawa, że w Tarnobrzegu graliśmy ofensywnie, stwarzaliśmy dużo sytuacji - przypomina.

 

- W Puszczy mogłem mieć więcej bramek. Po stałych fragmentach gry dochodzę do sytuacji, jednak albo niecelnie uderzam, albo bramkarz broni. Przez większość kariery przeważnie grałem jako defensywny pomocnik, to trener Tułacz przestawił mnie na środek obrony. W Siarce w kilku spotkaniach wystąpiłem w roli stopera. Nie robi mi więc to większej różnicy, gdzie występuję - dodaje.

 

Marcin Stefanik jest drugim piłkarskim przedstawicielem rodziny. Jego ojciec Józef występował m.in. w ekstraklasowych zespołach - Igloopolu Dębica oraz Siarce Tarnobrzeg. Przekroczył liczbę stu występów na tym poziomie rozgrywkowym. Marcin ma na koncie debiut w ekstraklasie. To jeszcze z czasów Widzewa Łódź. - Zagrałem przeciwko przyszłemu mistrzowi - Zagłębie Lubin zdobyło wtedy mistrzostwo Polski. Trener Michał Probierz dał mi szansę w samej końcówce - wspomina.

 

- Trochę boiskowych podobieństw między nami dostrzegam. Tata był zadziorny, widzę tutaj siebie. Obaj nie lubimy przegrywać. Z tego, co rozmawialiśmy, stwierdził, że mógł osiągnąć więcej. Ja za dużo jeszcze nie zrobiłem, dlatego uważam, że warto jak najdłużej grać w piłkę. Nie spoczywam na laurach, chcę grać w tej lidze, ile tylko się da. Już niejedna osoba mówiła o symbolice mojego wieku. Wiadomo: 33 - "wiek chrystusowy". Czuję się jak młody Bóg, chociaż 33-letni - śmieje się gracz Puszczy, która jest drużyną obcego boiska, co udowodniła, ogrywając ostatnio Wartę Poznań.

 

- Często bywa tak, że poza własnym stadionem punktuje się słabiej, my jesteśmy tego przeciwieństwem. "Trochę" lepiej idzie nam na wyjeździe, gdzie przegraliśmy tylko jedno spotkanie - z Miedzią w Legnicy. Podliczyłem i wyszło, że w delegacji zdobyliśmy 30 punktów, podczas gdy u siebie 10. Wypadałoby poprawić tę statystykę na korzystniejszą w domu. Jest na to szansa, bo ostatnio pokazujemy, że jesteśmy dobrą drużyną. Trochę martwi nas forma przed własnymi kibicami, ale robimy wszystko, żeby to poprawić i sprawiać także im radość - deklaruje Stefanik.

 

Od początku sezonu rozegrał on 18 spotkań. - Mamy szeroką kadrą, po dwóch, a niekiedy po trzech zawodników na pozycję. Gramy co trzy dni, zmiany są nieodzowne, trener więc rotuje składem, bo jest z kogo wybierać. Raz wskoczę do składu, innym razem wypadnę. To akurat dobrze, że dysponujemy szeroką kadrą, rywalizacja powoduje, że forma każdego z nas jest lepsza - stwierdza 33-latek z Puszczy.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku