Lublin, Arka, Puchar Polski - odcinek numer dwa

2021-05-02
Już jeden finał Pucharu Polski w Lublinie piłkarze Arki Gdynia przerabiali. Wtedy ich wizyta na stadionie Motoru zakończyła się triumfem nad Wisłą Kraków 2:1. Czy podopieczni Dariusza Marca pójdą w ślady podopiecznych Czesława Boguszewicza?

Tamten triumf, czyli wygrana w finale w 1979 roku, był pierwszym takim sukcesem żółto-niebieskich. W niedzielę 2 maja 2021 szansa na trzeci krajowy puchar wywalczony przez ekipę z Gdyni. Po drodze była jeszcze wygrana w 2017 roku z Lechem Poznań i przegrany decydujący pojedynek w PP w 2018 roku z Legią Warszawa.

 

W każdym z trzech finałów to rywale Arki byli faworytem. Nie inaczej będzie w najbliższą niedzielę, z tą różnicą, że we wcześniejszych finałach Arka i jej przeciwnicy występowali na tym samym szczeblu rozgrywkowym, dziś między Arką, a Rakowem Częstochowa jest różnica jednej klasy. W niczym to jednak nie zmienia bojowego nastawienia gdynian.

 

- Dla mnie liczy się zwycięstwo. Tutaj nie może być remisu, ktoś musi przegrać. Raków jest wyżej notowany, podchodzimy z szacunkiem do przeciwnika, ale bez bojaźni. Wierzymy, że możemy napsuć sporo krwi Rakowowi - mówi trener gdyńskiej drużyny Dariusz Marzec.

 

Dla niego, a także dla jego vis a vis w Rakowie Marka Papszuna, będzie to pierwszy finał w roli trenera. Nie od wczoraj wiadomo, że finały wygrywa się sposobem. Który więc z trenerów wymyśli lepszy sposób na powstrzymanie mocnych stron rywala, tego zespół sięgnie po puchar. W tej akurat kwestii i Marzec i Papszun są w podobnej sytuacji. I na tym podobieństwa się kończą - Raków ma przewagę w takiej postaci, że zespół jest budowany przez kilka lat, przez co mają mocny fundament. My dopiero rozpoczęliśmy budowę drużyny. Zgranie, doświadczenie, wypracowane schematy w grze są atutami Rakowa - podkreśla Marzec.

 

Ale to w składzie zespołu Marca są zawodnicy, którzy wiedzą jak smakuje triumf w finale (Michał Marcjanik, Marcus da Silva). Marcjanik grał w podstawowym składzie przeciwko Lechowi cztery lata temu. - Może w związku z tym, że przeżyłem już emocje związane z grą w finale, presja, moje podejście do niedzielnego spotkania będą inne - zastanawia się Marcjanik.

 

Cała Arka może przystąpić do finału z dużą dawką pozytywnej energii. Gdynianie są ciągle w grze o awans do ekstraklasy. W ostatnich pięciu ligowych pojedynkach nie ponieśli porażki. Trzy razy wygrywali, dwukrotnie dzielili się punktami z przeciwnikiem. W miniony weekend pokonali u siebie 2:0 Stomil Olsztyn, w tygodniu zaś ufundowali swoim kibicom istny roller coaster emocji. W Sosnowcu przegrywali już 0:2, mimo to wygrali. Przy stanie 2:1 dla gospodarzy bramkarz Arki Daniel Kajzer obronił rzut karny i dobitkę strzału. To był moment zwrotny spotkania. Arkowcy ruszyli do ataku, czego efektem były bramki Marcjanika oraz Adama Dei z połowy boiska!

 

- Takie zwycięstwo może dać nam dodatkową siłę. Widać, że jesteśmy mocni psychicznie. Stanowimy zespół, jesteśmy kolektywem. W ostatnich meczach to udowadnialiśmy, w Sosnowcu to potwierdziliśmy. Ta wygrana warta była wiele - sugeruje Marzec.

 

Wiele do wygrania mają arkowcy w niedzielę. Oni nie muszą, oni mogą. To jest w pewnym sensie ułatwieniem dla nich. Z drugiej strony po ich stronie jest większe doświadczenie w Pucharze Polski. Arka w ostatnich latach stała się specjalistką od pucharów. Czy potwierdzi to w niedzielę?

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku