Kilkuletnia droga Radomiaka do Fortuna 1 Ligi wreszcie zakończona sukcesem

2019-05-23
Dopiero przyjście Dariusza Banasika sprawiło, że Radomiak Radom, który od kilku lat bezskutecznie walczył o promocję do wyższej ligi, awansował. 45-letniemu szkoleniowcowi udało się zrealizować pierwszy z celów. Drugi z nich wcale nie zakłada jedynie utrzymania.

Radomiak w sezonie 2014/15 wygrał 3 ligę grupa: łódzko-mazowiecka, ale długo miał problem, żeby pójść za ciosem i na fali entuzjazmu wywalczyć kolejny awans. Najpierw zmagania w 2 lidze radomianie zakończyli na ósmym miejscu, potem czwartym, a dalej piątym. Za czwartym razem już się udało. Zespół z Radomia okazał się najlepszy w drugoligowej stawce, zdobywając 59 punktów, wyprzedzając Olimpię Grudziądz (59) oraz GKS Bełchatów (58).

 

- Mimo wielu trudności w tym roku, daliśmy radę. Może się wydawać, że ten awans rodził się w bólach, jednak mam wrażenie, że mieliśmy wszystko pod kontrolą. Jak już objęliśmy prowadzenie, to w zasadzie go nie oddaliśmy. Raz zostaliśmy strąceni z fotela lidera, co tylko potwierdza, że na starcie z liderem każdy zespół mocniej się mobilizuje i trudniej utrzymać pole position. Awansowaliśmy z 1. miejsca, nie po barażu, czy kuchennymi drzwiami, a patrząc przez pryzmat ostatnich sezonów Radomiaka, który nie mógł wydostać się z 2 ligi, moim chłopakom należą się przez to wielkie słowa uznania. Te nieudane próby awansu odbiły się na atmosferze w klubie. Obejmowałem zespół w trudnym momencie, a sam miałem za sobą niezbyt udane przygody w poprzednich klubach. Cieszę się, że byliśmy w stanie się zmobilizować na tyle, że wywalczyliśmy sobie 1 ligę - mówi trener Dariusz Banasik.

 

Radomiak najlepszy okazał się także na własnym stadionie. Wygrał 13 spotkań przed własną publicznością. Strzelił w nich 43 gole. - Dobrze czuliśmy się Radomiu, gdzie cały czas mogliśmy liczyć na mocne wsparcie własnych kibiców. W ogóle większość drugoligowców lepiej spisuje się u siebie. Zaprzeczeniem tej reguły był Widzew Łódź. Dobra postawa na własnym stadionie była jednym z kluczy do awansu. Innym z czynników, który zadecydował o naszym awansie, to dobre transfery. Trzeba było odświeżyć szatnię. Stworzyliśmy grupę piłkarzy świadomych celu, chcących zrobić wynik, dobranych charakterologicznie. Bo między piłkarzami, a trenerem musi być chemia. Dzięki temu nawet z trudnych sytuacji wychodziliśmy obronną ręką - stwierdza Banasik.

 

45-letni szkoleniowiec zbudował zespół niezależny od jednego piłkarza, choć miał w szeregach najskuteczniejszego strzela rozgrywek. Leandro zdobył 16 bramek. - Nasza siła polegała na tym, że jak słabiej grał Leo, to dobrze Rafał Makowski. Innym razem, kiedy zawodził Makowski, to w dobrej dyspozycji był Meik Karwot lub Adam Banasiak. Nawet bramkarze - Mateusz Kochalski i Artur Haluch - dobrze się uzupełniali. A my, sztab, zadbaliśmy o to, żeby odpowiednio wykorzystać każdego zawodnika z naszej kadry - podkreśla trener świeżo upieczonego pierwszoligowca.

 

Jego podopieczni grali ofensywnie. Strzelanie goli nie sprawiało im problemów. - Im jestem starszy i bardziej doświadczony, tym mam większą świadomość, że wygrywa się defensywą. Zawsze uważałem, że w 2 lidze trzeba przede wszystkim zabezpieczać bramkę i grać dwoma defensywnymi pomocnikami. W Radomiaku jednak zmieniłem filozofię, dostrzegłem bowiem potencjał drużyny w ofensywie. Graliśmy dużą liczbą zawodników ofensywnych. Nigdy wcześniej tak mocno nie stawiałem na atak, ale to wynikało z odpowiedniego materiału, jakim dysponowaliśmy w Radomiu - przekonuje Banasik, który w trakcie rundy podjął strategiczną decyzję o zmianie pozycji Makowskiemu.

 

- Jesienią cały czas balansowaliśmy na granicy 2. - 5. miejsca. W momencie, gdy Makowski zaczął operować za napastnikiem, a było to po dwóch porażkach z rzędu z Elaną Toruń i Widzewem, gdzie nigdy nie grał, trafiliśmy w dziesiątkę. Zaczął strzelać gole, tchnął w drużynę nowego ducha. Teraz nie wyobraża sobie gry w innym miejscu. Czasem warto zaryzykować. Zmieniliśmy koncepcję i zespół dużo lepiej funkcjonował - wyjaśnia opiekun radomian.

 

Radomiak w Fortuna 1 Lidze nie zamierza być dostarczycielem punktów. - Nie po to tyle lat Radomiak starał się o awans, żebyśmy teraz drżeli o utrzymanie. Chcemy zbudować silną drużynę, która powalczy o coś więcej. Musimy wykorzystać atut własnego boiska. Żałuję tylko, że nie gramy na nowym stadionie, który pomieści dziewięć, dziesięć tysięcy, bo tyle widzów na pewno przyszłoby na nasze mecze - utrzymuje trener zwycięzcy poprzedniego sezonu 2 ligi.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku