Kazimierz Moskal: To była udana runda. Zakończyliśmy ją z przytupem

2022-11-24
W sezonie 2018/2019 ŁKS awansował do ekstraklasy pod wodzą trenera Kazimierza Moskala, ale się w niej nie utrzymał. W bieżących rozgrywkach po rundzie jesiennej łodzianie znów z tym szkoleniowcem są liderem Fortuna 1. Ligi. – To nie jest tylko moja zasługa. Dałem przykład zawodnikom, jak zachowywać się w obronie i co robić w ofensywie. To jednak oni wychodzą na boisko i od nich zależy, jak zrealizują taktykę. Trzeba jednak sobie jasno powiedzieć, że jeszcze nic nie wygraliśmy i jesteśmy dopiero na półmetku – podkreśla 55–letni szkoleniowiec.

 

Po rundzie jesiennej ŁKS jest liderem pierwszej ligi. Czy 4 maja 2020 roku Tomasz Salski, prezes klubu, popełnił błąd?

A co wtedy się stało?

 

Zwolnił pana z ŁKS, a dwa lata później ponownie zatrudnił

Nie, nie. Wtedy sytuacja była inna, trwała pandemia, nie było możliwości rozgrywania meczów. Sytuacja, która była sprawiła, że rozstaliśmy się za porozumieniem stron, ale nie ma co wchodzić w szczegóły. Uznaliśmy z prezesem, że to będzie najlepsze wyjście, ale nie było tak, że się poddałem czy czułem niemoc. Chciałem dokończyć sezon, choć sytuacja w tabeli była bardzo trudna. Kontrakt miałem ważny jeszcze przez dwa lata i żałowałem, że tak to się skończyło.

 

Potem ŁKS miał czterech trenerów, ale z żadnym nie punktował tak jak z panem. Kibice klubu są wniebowzięci po serii dziesięciu meczów bez porażki i pięciu wygranych z kolei.

Nastawianie fanów jest dla mnie fajne i pozytywne, ale zdaję sobie sprawę, że dzieje się tak, bo są wyniki. To jednak nie jest tylko moja zasługa. Mamy pomysł na grę. Dałem przykład zawodnikom, jak zachowywać się w obronie i co robić w ofensywie. To jednak oni wychodzą na boisko i od nich zależy, jak zrealizują taktykę. Oczywiście podpowiadamy im w trakcie meczu, ale nie jestem pewien, czy to zawsze do nich dociera. Dlatego to przede wszystkim ich zasługa, że jesteśmy liderem. Trzeba jednak sobie jasno powiedzieć, że jeszcze nic nie wygraliśmy i jesteśmy dopiero na półmetku. Seria zawsze robi różnicę w tabeli. Przed ostatnim meczem z GKS Katowice [wygrana 5:1 – przyp. red.] powiedzieliśmy sobie, że runda była udana i chcemy zakończyć ją z przytupem i to się udało.

 

 

W końcówce rundy okazało się, że w ŁKS wciąż jest Stipe Jurić, o którym – wydawało się – kibice mogli zapomnieć. Wrócił na boisko i zdobył cztery gole.

Dołączył do zespołu w trakcie rundy. Mówił, że trenował indywidualnie, ale to co innego niż z zespołem. Nie był w najlepszej dyspozycji. Powiedzieliśmy, by skupił się na trenowaniu, by odbudować formę. W pierwszych meczach w rezerwach nie pokazał nic wielkiego, ale nie miał prawa pokazać. Piłka nożna to sport zespołowy i ćwiczenia indywidualne nie mogły zrobić różnicy. Dopiero jak zaczął trenować z zespołem, w kontakcie z rywalem, forma zaczęła rosnąć. W efekcie włączyliśmy go do kadry i w każdym meczu coś dał drużynie. Najpierw wywalczył rzut karny, potem strzelił bramkę Arce, Odrze i dwie GKS. Zrobił duży postęp w krótkim czasie.

 

Zdecydowanie odżył też Pirulo. Oczywiście w poprzednich rozgrywkach był czołową postacią, ale teraz jakby odzyskał radość z gry.

Wyniki dwóch ostatnich sezonów miały na niego wpływ. ŁKS nie wrócił do ekstraklasy i brakowało pewności siebie i radości. Jesienią rozegrał wiele dobrych spotkań, ale mamy też świadomość tego, że nie we wszystkich meczach był w pełni zdrowy. A to oznacza, że może jeszcze więcej dać drużynie.

 

Był pan bardzo przywiązany do Nelsona Balongo, a belgijski napastnik nie zdobył ani jednej bramki.

Tego mu rzeczywiście brakowało, ale wychodziłem z założenia, że nie jest tylko od tego. Chcemy wysoko atakować rywali i razem ze skrzydłowymi dobrze się z tego wywiązywał Pod tym względem dużo dał zespołowi. Dochodził też do sytuacji, ale ich nie wykorzystał i to może być dla niego pewne obciążenie. Każdy napastnik czuje się lepiej, kiedy zdobywa gole.

 

Objawianiem rundy był 18–letni Mateusz Kowalczyk, który bez kompleksów wszedł do drużyny i stał się czołową postacią zespołu.

Jakbym miał go do kogoś porównać, to przychodzi mi do głowy Jakub Błaszczykowski, kiedy przychodził do Wisły Kraków. Ma charakter i niczego się nie boi. Nie miał lęku, że gra ze starszymi i bardziej znanymi zawodnikami. Już w okresie przygotowawczym brał na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie. Potem był na zgrupowaniu kadry, wrócił trochę zmęczony, ale dostał od nas wolne. Szybko wskoczył do podstawowej jedenastki i się w niej świetnie zadomowił. Kolejne powołanie do reprezentacji młodzieżowej, z którego wrócił z urazem. Doszedł do zdrowia i w końcówce znów nam pomógł. Ma bardzo duży potencjał, ale jest młody i trzeba pamiętać, by z jednej strony go nie zagłaskać, a z drugiej nie eksploatować nadmiernie.

 

W pierwszej lidze pan zespoły zdobywają średnio 1,6 punktu, w ekstraklasie tylko 1,07. Ma pan coś do udowodnienia w krajowej elicie?

Każdy ma ambicje. I wszyscy wychodzą na boisko, by wygrywać. Ja też tego chce. Nie siedzę jednak i nie rozmyślam, że mam rachunki do wyrównania czy coś do udowodnienia. Pracuję w ŁKS, dobrze się tu czuję i chcę osiągnąć jak najlepszy wynik. Ekstraklasa to na pewno większe wymagania niż pierwsza liga. Awansując do niej z ŁKS w 2019 roku, mieliśmy w składzie zawodników, którzy byli w zespole jeszcze od trzeciej ligi i zdecydowanie zabrakło nam doświadczenia, a także umiejętności. Roszady w kadrze są nieuniknione. Proszę spojrzeć jak zmienił się skład Rakowa od drugiej ligi do ekstraklasy. Wiadomo, po awansie jest radość, ale należy patrzeć do przodu, by rozwijać zespół. Trzeba też rozstać się z częścią piłkarzy.

 

Jest pan wychowankiem Wisły Kraków, które po spadku z ekstraklasy nie radzi sobie za dobrze. I podejrzewam, że chciałby pan, by na koniec sezonu pierwszy był ŁKS, a drugie właśnie „Biała Gwiazda”.

 

Oczywiście patrzę na to, co dzieje się w Wiśle i informacje są bardzo niepokojące. Panuje tam duże zamieszanie. Było jasne, że po spadku to będzie bardzo trudny sezon dla Wisły. Doszło do zmian kadrowych, a do tego każdy rywal dodatkowo się mobilizuje na spotkanie z tak zasłużonym klubem.



Autor: Andrzej Klemba / PZPN, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku