Kamil Antonik wraca pomóc Apklan Resovii w utrzymaniu

2021-01-19
Za jednym z głównych powodów powrotów piłkarzy do byłych klubów kryje się m.in. chęć odbudowania się i przypomnienia sobie jak to było, kiedy było się na fali. Kamil Antonik nie tak dawno bardzo dobrze spisywał się w drugoligowej Akplan Resovii, skąd wyciągnęła go Arka Gdynia. Nie minęły dwa lata, a 22-letni zawodnik znów jest w CWKS-ie.

Dla Kamila Antonika rozgrywki 2018/19 były szczególne. Rozegrał pierwszy pełen sezon z seniorami. Na poziomie seniorów debiutował wprawdzie w sezonie 2017/18 - zaliczył jeden, kilkuminutowy występ w trzecioligowej wówczas Resovii, ale dopiero na przełomie 2018 i 2019 roku stawał się piłkarzem z prawdziwego zdarzenia. Wspomniane rozgrywki zakończył z pięcioma golami i taką samą liczbą asyst. Pełnił ważną rolę w zespole Szymona Grabowskiego.

 

- Różnicę robił, wdając się w pojedynki jeden na jeden. Był jednym z nielicznych zawodników drugiej ligi, biorących na siebie takie ryzyko. Mało tego: większość pojedynków wygrywał. Z nim na boisku różnica była widoczna. A po stronie plusów trzeba mu też dopisać dobre, czyste uderzenie - opisywał młodego skrzydłowego trener Grabowski.

 

Nic zatem dziwnego, że Antonik wpadł w oko klubom z wyższych lig. W końcu miał liczby i był w wieku młodzieżowca. Drugi sezon w Arce rozpoczynał właśnie Jacek Zieliński i to on podjął decyzję o sprowadzeniu zawodnika Resovii nad morze.

 

- Kiedy ściągaliśmy go do Arki, wiązałem z nim duże nadzieje, przy czym mówiłem, że będzie zmiennikiem Młyńskiego i z nim ma walczyć o miejsce w jedenastce zarezerwowane dla młodzieżowca. Jednak po przyjściu Kamila, "Młynek" doznał kontuzji i Antonik musiał bardzo szybko debiutować w ekstraklasie - w pierwszej kolejce - chociaż nie do końca był na na to gotowy, szczególnie mentalnie. Jeśli chodzi o parametry fizyczne - szybkość, dynamika - to wyglądał super, natomiast głowa szybko tego poziomu nie osiągnęła. W drugim meczu w Szczecinie z Pogonią przy stanie 0:0 w 70. minucie zmarnował idealną okazję. Od połowy boiska biegł sam na sam ze Stipicą i przegrał ten pojedynek. Później z Lechem Poznań w doliczonym czasie jechał z piłką kilkadziesiąt metrów, by także nie strzelić gola. Pojawiły się nieprzychylne komentarze kibiców pod jego adresem, to samo w prasie. Z tego powodu zamknął się w sobie. Można powiedzieć, że odbił się w ekstraklasie od ściany - mówi Jacek Zieliński.

 

- Przede wszystkim nie udźwignął ciężaru psychicznego związanego z grą w ekstraklasie. Arka była w trudnej sytuacji, każdy mecz to bitwa o życie, jedna, druga sytuacja zmarnowana odcisnęła na nim piętno. Widać było, że to przeżywa, chociaż nikt w zespole nie miał do niego pretensji. I nie wrócił do normalnej formy. Po moim odejściu Kamil grał coraz mniej - dodaje 59-letni szkoleniowiec.

  

Antonik zanotował w najwyższej klasie rozgrywkowej 18 meczów, 8 w pierwszym składzie. To był czas naznaczony trudnościami. Następny sezon, ten po spadku gdynian, zaczynał jako piłkarz żółto-niebieskich, w październiku związał się z Zagłębiem Sosnowiec. Tam zaliczył tylko cztery gry. Teraz między rundami przeniósł się do Rzeszowa.

 

- Dobrze, że jest w Resovii, w której wypłynął na szersze wody. Atmosfera Podkarpacia może Kamilowi posłużyć. Znów jest w środowisku, w którym się wychował, co może mu pomóc odzyskać równowagę. To chłopak bardzo skryty, nawet mam wrażenie, że aż za bardzo. Musi się mocniej otworzyć na szatnię, mocniej zżyć z drużyną, bo w Arce chodził własnymi ścieżkami, co mu z pewnością nie pomogło. Potrzeba mu spokoju, trener musi na niego postawić, obdarzyć go zaufaniem, ciepłem, poparciem, wtedy Kamil odpali. Wiem, że on jeszcze Resovii pomoże - zaznacza były opiekun Arki.

 

Antonik w świat piłki wchodził w Starcie Lisie Jamy. Następnym krokiem byli juniorzy Resovii. Tutaj rozwinął swój talent. Na początku wystawiano go na pozycji napastnika. W Centralnej Lidze Juniorów został przemianowany na skrzydłowego, bo świetnie do tej roli pasował.

 

- Szybkość, dynamika, bardzo dobre uderzenie z prawej nogi - wymienia Zieliński. - Potrafi na pełnej szybkości zrobić użytek z piłki. Ma dobry balans, ciekawe zagranie, tylko, że potrzebuje czasu. Aż utwierdzi się w przekonaniu, że jednak potrafi grać w piłkę. Bez tego będzie mu ciężko. Pamiętajmy też, że Kamil skończył wiek młodzieżowca. Jest seniorem, musi wziąć na siebie ciężar gry i pokazać, że to piłkarz pierwszoligowy.

 

Kiedyś na jednym z treningów juniorów rzeszowskiego klubu, Antonik mocno zalazł za skórę legendzie CWKS-u byłemu bramkarzowi drużyny Marcinowi Pietryce. W tychże zajęciach Pietryka (trener bramkarzy) stanął na bramce, czekając na to, co zrobi Kamil. Ten zabawił się z Pietryką, przerzucił nad nim piłkę. Pietryka nie dowierzał, że się dał ograć jak junior juniorowi.

 

Od tego zdarzenia minęło wiele lat, ale Antonik swoich atutów się nie wyzbył. Postara się to udowodnić w Rzeszowie. - Moim zdaniem ten transfer się obroni. Jak miałem Kamila w Arce i widziałem, że zamykał się w sobie, to dużo z nim rozmawiałem, tłumaczyłem pewne sprawy. Uważam, że ligę niżej sprawdzi się - zaznacza Zieliński.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku