Janusz Surdykowski znów strzela. 426 dni czekania na bramkę

2020-06-29
Przełamanie Janusza Surdykowskiego. 34-letni napastnik czekał ponad rok, by ponownie wpisać się na listę strzelców. Zrobił to - i to dwukrotnie - w wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Jastrzębie.

Lepszego początku spotkania piłkarze Chojniczanki nie mogli sobie wymarzyć. Nie minęły dwa kwadranse meczu, a oni prowadzili już różnicą dwóch goli w Jastrzębiu. Bramki zdobywali w 15. i 26. minucie pojedynku. W obu przypadkach skutecznym strzałem akcje drużyny wykończył Janusz Surdykowski. Dla Surdykowskiego było to 1. oraz 2. trafienie w obecnym sezonie w dwudziestym występie.

 

Sporo czasu minęło od ostatniego gola 34-latka w Fortuna 1 Lidze. Licznik dni bez bramki zatrzymał się na 426 dniach. - Dla każdego piłkarza najważniejsza jest regularna gra, a już zwłaszcza dla napastnika. A w tym sezonie częściej siedzę na ławce niż gram - mówi Surdykowski, który tylko sześć razy pojawił się w wyjściowym składzie w pierwszoligowych rozgrywkach. - Satysfakcja jest podwójna, tym bardziej, że zdobyłem bramki w takim momencie - to znaczy w ciężkiej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Jesteśmy na "musiku", potrzebne są nam zwycięstwa, szczególnie gole - dodaje.

 

34-letni snajper przyzwyczaił, że strzela kilka goli na sezon. Poprzednie rozgrywki zakończył z pięcioma trafieniami. W tych pierwszy raz poczuł radość z trafienia. - W Chojniczance w ostatnim czasie miało miejsce wiele zmian. Ja się czuję inaczej, kiedy mam gwarancję stabilizacji. Trudno jest napastnikowi mojego pokroju wchodzić w końcówkach meczu i pokonywać bramkarzy. Nie mam wtedy tyle szczęścia pod bramką. O te gole jest łatwiej, jeśli występuję od początku, dlatego cieszę się że dostałem swoją szansę. Jestem takim typem zawodnika, który jak czuje wsparcie trenera, to potrafi odwdzięczyć się za nie w stu procentach. Potrafię odpłacić się pięknym za nadobne, gdy mi ufa. Przy tym wszystkim pamiętajmy, że jestem częścią drużyny i to jest dobro jest najważniejsze. Nie mogę więc myśleć indywidualnie, a koncentrować się na interesie zespołu - jak mu pomóc - podkreśla napastnik Chojniczanki.

 

11.04.2018. To data wcześniejszego dubletu ustrzelonego przez Surdykowskiego w meczu Bytovia Bytów - Górnik Łęczna. - Pierwszego gola strzeliłem głową, drugiego z rzutu karnego - przypomina.

 

- Mimo braku goli cały czas myślałem pozytywnie. Do takiego myślenia motywuje mnie rodzina. Miałem świadomość, że trener we mnie wierzy, a ja lubię też innym udowadniać, że mylą się co do mojej oceny. Prawda jest taka, że słyszałem, że już się nie nadaję. Może kibice zaczęli się zastanawiać, czy wraca stary dobry Janusz Surdykowski, niemniej nie o Surdykowskiego tu chodzi, a o utrzymanie Chojniczanki. Bardzo w to wierzymy. Dzięki wygranej w Jastrzębiu złapaliśmy mały oddech. W naszym położeniu nie możemy patrzeć na nikogo, musimy wygrywać, zdobywać punkty, bo tego tlenu mamy coraz mniej - podkreśla.

 

Starciu z GKS-em towarzyszyły anomalie pogodowe. Po bramce "Surdyka" spotkanie zostało przerwane na 30 minut z powodu intensywnych opadów gradu. - Kiedy zaczął padać grad, pomyśleliśmy, że pogoda jest przeciwko nam. Nawet ona chce nam popsuć plan. Obawialiśmy, że nie dokończymy tego spotkania w tym samym dniu, że zostanie ono odwołane. Różne myśli krążyły. Dobrze, że tak się nie stało, strzeliliśmy gola na 3:0 i mogliśmy kontrolować wynik. Oddaliśmy trzy celne strzały na bramkę i zdobyliśmy z tego trzy bramki. Takiej skuteczności mogą nam tylko inni pozazdrościć, obyśmy w następnych meczach funkcjonowali równie skutecznie jako zespół - sugeruje piłkarz drużyny Zbigniewa Smółki.

 

Przed Chojniczanką kolejne spotkania o życie. - W 1 lidze każdy może wygrać z każdym, to że grasz u siebie, nie ma znaczenia. Chcemy pójść za ciosem, aby złapać serię. Biorę pełną odpowiedzialność za to, co się tutaj dzieje, aczkolwiek chciałbym grać więcej i mieć większy wpływ na drużynę - zaznacza Surdykowski.

 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku