Jakub Wrąbel i jego droga od Widzewa do Widzewa

2021-02-19
Przechodząc na wypożyczenie do Widzewa Łódź, Jakub Wrąbel mógłby stwierdzić, że gra w tym łódzkim klubie była mu pisana. Przecież to w meczu przeciwko Widzewowi (Puchar Polski) debiutował w futbolu seniorskim jako nastolatek. Wtedy dopiero wchodził w świat poważnej piłki, teraz w beniaminku Fortuna 1 Liga chce się odbudować. I przypomnieć wszystkim, że "polski Neuer" ma się dobrze.

No właśnie: polski Neuer. Ta ksywka przylgnęła do Wrąbla, kiedy był zawodnikiem Śląska Wrocław. Józef Młynarczyk, legenda polskiej bramki, będący obecnie w sztabie reprezentacji U-21, który z Wrąblem pracował w kadrze do lat 21 w latach 2015-17, przyznał, że to reprezentacyjni koledzy pierwszy raz tak powiedzieli o wychowanku Parasola Wrocław. Raz, że cechami fizycznymi bardzo przypominał słynnego golkipera Bayernu Monachium, dwa zachowywał się między słupkami jak on. 15 listopada Wrąbel rozegrał świetny mecz z Niemcami w spotkaniu towarzyskim i łatka Neuera przylgnęła do niego na dobre. W późniejszych latach miało to swoje dobre i złe strony.

 

 

A wówczas dopiero co wyrabiający sobie pozycję w polskiej piłce, Jakub miał za sobą bardzo dobry czas w Olimpii Grudziądz, do której został wypożyczony ze Śląska. W 28 meczach wpuścił 32 bramki, w dziesięciu spotkaniach zdołał zagrać na zero z tyłu. Był czołowym piłkarzem drużyny z Grudziądza i jednym z najlepszych młodzieżowców ligi. Znaczył sporo w młodzieżowej reprezentacji. W perspektywie miał grę w ekstraklasie i młodzieżowe mistrzostwa Europy w Polsce w 2017 roku. Na EURO był numerem jeden w polskiej bramce. Po mistrzostwach bronił niemal całą rundę w Śląsku. W sezonie 2018/19 dostał raptem dwie szanse. Przed sezonem 2019/20 zgłosiła się po niego Wisła Płock. Tam był jeden występ na poziomie ekstraklasy i wypożyczenie do pierwszoligowej Stali Mielec (9 gier w lidze). W trwającym sezonie ani razu nie zakładał bluzy z numerem jeden Wisły, rundę wiosenną spędzi w Widzewie.

 

 

- Fajny chłopak, jeśli chodzi o pracę. Bezproblemowy. Daliśmy mu szansę, bronił dość długo, ale zdecydowaliśmy się na kogoś innego. W Śląsku miał problem z tym, żeby nie potrafił szybko zapomnieć o błędzie. Za długo analizował swoje pomyłki. To naturalne, że bramkarze robią błędy, nawet najlepszym przytrafia się jeden babol w roku, tyle że tego nie rozpamiętują. A Kuba właśnie mentalnie nie mógł sobie z tym poradzić. Myślenie o tym błędzie prowokuje kolejny, to nie pomaga w przezwyciężeniu trudnej sytuacji - mówi Jan Urban, eks-szkoleniowiec Śląska.

 

Jacek Paszulewicz, trener Olimpii z czasów gry tam Wrąbla, był entuzjastą ściągnięcia bramkarza do swojej drużyny. - Wiedzieliśmy, że dysponuje ogromnym potencjałem. Bardzo pozytywny człowiek. Sportowo się obronił, bardzo nam pomógł, do awansu zabrakło nam jednego punktu. Być może gdyby Kuba na początku spotkania Górnikiem w Zabrzu w 25. kolejce nie doznał kontuzji, to awansowalibyśmy. Wszedł za niego Patryk Królczyk, który poziomem nie odstawał, ale to Kuba dawał nam spokój - podkreśla Paszulewicz.

 

Były szkoleniowiec biało-zielonych z Grudziądza dopowiada, że czasami musieli strofować Wrąbla, że jest wręcz za spokojny. Że nie było widać po nim sportowej złości po udanej czy nieudanej interwencji. Tłumił w sobie emocje. Z drugiej strony, nie wprowadzał nerwowej atmosfery do drużyny, co pomagało zespołowi na boisku. - To pewnie też kwestia wieku, nie czuł się na tyle pewnie, aby podpowiadać bardziej doświadczonym zawodnikiem, których u nas nie brakowało. W trudnych sytuacjach nerwy mu się nie udzielały, co było kluczem do tego, że w ciężkim i wymagającym sezonie, kiedy atakowaliśmy ekstraklasę, do samego końca byliśmy w grze - dodaje Paszulewicz.

 

Urbanowi także obecny golkiper Widzewa zapadł w pamięci jako oaza spokoju. - Bramkarze zazwyczaj dysponują bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, Kuba ma je znakomite. Zawodnik na tej pozycji musi umieć rządzić drużyną, dyrygować obroną. Takimi zachowaniami zdobywasz szacunek, zyskujesz respekt w zespole. Kuba tymczasem jest skryty w sobie. Nikt nie mówi, że ma rugać kolegów, ale ustawianie, dyrygowanie jest w tym przypadku mile widziane - zaznacza.

 

Paszulewicz: - Wielu piłkarzy nie lubi wyjść poza strefę komfortu. Kuba nigdy nie był roszczeniowy, skromny facet, poważnie podchodził do obowiązków piłkarza. To człowiek o otwartej głowie. Z trenerem bramkarzy Andrzejem Bledzewskim analizował każdy swój występ. Pokornie przyjmował sugestie i wskazówki trenerów, co skutkowało jego pozytywnym odzewem na boisku, to znaczy czystym kontem czy dobrymi interwencjami. Kiedy odchodził z Olimpii, powinien trafić do klubu, w którym będzie grał. Dlatego przejście do słabszej drużyny, kosztem wyniku, za to z regularną grą, być może sprawiłoby, że dziś byłby w innym miejscu. Czy Widzew będzie dla niego trampoliną, która wybije go na wyższy poziom? Nie mam pojęcia. Ale wtedy w Olimpii byliśmy bardzo z niego zadowoleni, uważaliśmy, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

 

Wspomniany otwarty umysł to poniekąd efekt tego, że Jakub Wrąbel-młody bardzo dobrze się uczył. W gimnazjum czerwony pasek na jego świadectwie był standardem. W liceum średnia spadła do 4,0, co i tak nie jest złym wynikiem. Lubił matematykę, dopóki nie musiał się uczyć o ciągach, prawdopodobieństwie etc. Przepadał za historią. Ulubiona epoka? Średniowiecze i starożytność. Opowiadał kiedyś, że potrafił ciągiem przeczytać 150 stron interesującej go książki. Dzięki historii polubił filmy "Gladiator" i "Troja". Na komputerze grał głównie w gry strategiczne. To akurat w przypadku bramkarza się przydaje. W końcu bramkarz musi być jak strateg.

 

- Kuba swojego potencjału jeszcze nie w pełni wykorzystał. Ale u bramkarzy już tak jest, że ich forma eksloduje dużo późnej i z czasem nabierają pewności siebie. Oby Kuba był takim przypadkiem - sugeruje Urban.

Autor: 1liga.org, Fot. Widzew Łódź

Zobacz również



1 liga na Facebooku