Idzie nowe w F1L - coraz więcej śladów taktyki z trzema obrońcami

2021-07-06
Futbol wkroczył w nową erę taktyki. W nowoczesnym modelu gry kluczową rolę zaczynają odgrywać wahadłowi, którzy świetnie sprawdzają się w systemie z trójką środkowych obrońców. W światowej piłce ów trend funkcjonuje już od jakiegoś czasu. Także w Polsce znaleźli się jego naśladowcy. I w Fortuna 1 Lidze znajdziemy przykłady takich szkoleniowców.

Najwierniejszy koncepcji z trzema defensorami ustawionymi w linii był opiekun żółto-niebieskich Dariusz Marzec. Już w pierwszym meczu, kiedy przejął Arkę (w przerwie między rundami) w 1/8 Pucharu Polski z Górnikiem Łęczna ustawił zespół właśnie w taki sposób. Potem w lidze trzymał się tej koncepcji, chociaż w wielu meczach stosował klasyczne ustawienie z czwórką obrońców. Rolę wahadłowych, o których mówi się "fałszywi pomocnicy" lub hybryda bocznego pomocnika i obrońcy, w zależności od sytuacji kadrowej, potrzeb trenera, taktyce pod konkretnego rywala, pełnili w Arce najczęściej Fabian Hiszpański oraz Luis Valcarce na zmianę z Kamilem Mazkiem, Arturem Siemaszką. Na wahadle Marzec ustawiał także Arkadiusza Kasperkiewicza, Kacpra Skórę. W tej roli przeciwko Bruk-Bet Termalice Nieciecza wystąpił ponadto młody Mateusz Stępień.

 

- Przychodząc do Arki spojrzałem na to, jakich zawodników mam do dyspozycji. Widząc, że jest sporo dobrych, ofensywnych piłkarzy szkoda by mi było zostawiać ich poza składem. Natomiast musimy być przygotowani na każdy możliwy wariant, na trójkę i czwórkę obrońców. Cały czas zmagaliśmy się z problemami zdrowotnymi, skład naszej drużyny się zmieniał, ale udawało nam się dostosowywać. Umiejętność przestawienia zespołu to bardzo ważny atut - tłumaczył Marzec.

 

Patrząc na to jakim potencjałem kadrowym dysponuje na konkretnych pozycjach, do podobnego wniosku, co wyżej cytowany, doszedł Dariusz Banasik. Już w końcówce jesieni szkoleniowiec Radomiaka w kilku spotkaniach zastosował wariant 1-3-5-2. W zimowym okresie przygotowawczym tej taktyce poświęcił sporo godzin treningowych. I na otwarcie wiosny z Lechem Poznań w pucharze oraz później z Widzewem w pierwszej kolejce rundy rewanżowej postawił na strategię z wahadłowymi. Jego zespół płynnie przechodził z 1-3-5-2 w 1-5-3-2.

 

 Ostatniej zimy aspirujący do ekstraklasy zespół prezentował w sparingach ofensywne oblicze, co mogło utwierdzić trenera w przeświadczeniu, że gra z trzema obrońcami ma sens. Później jednak Banasik wrócił do bazowego 1-4-2-3-1. Ale nie zmieniło się nastawienie drużyny: gra do przodu. Tego 47-letni szkoleniowiec wymagał od drużyny w taktyce z trzema obrońcami, jaki z czterema.

 

W planie Banasika bardzo duże znaczenie mieli boczni obrońcy. Damian Jakubik, Dawid Abramowicz, czy Adam Banasik w praktyce grali na boku defensywy, w teorii zakres ich obowiązków obejmował sporą przestrzeń przed nimi. Idealni kandydaci na wahadłowych. - Nasza wizja futbolu jest taka, że ci z boków obrony muszą grać ofensywnie - mawia Banasik i tłumaczył dlaczego uznał, że to w taktyce bez wahadłowych drużyna lepiej się odnajdzie: - Zostaliśmy przy tym stylu, bo mamy wielu obrońców, dlatego gramy czwórką z tyłu.

 

Swój pomysł na Stomil miał Adam Majewski. W zdecydowanej większości meczów (34, licząc rozgrywki Pucharu Polski), w jakich prowadził "Dumę Warmii, olsztynianie stosowali wariant 1-3-4-3 lub 1-3-4-2-1. Oczywiście w trakcie spotkania jedna z tych taktyk płynnie przechodziła w drugą i na odwrót, niemniej to były pomocnik, związany w przeszłości z Lechem Poznań, Legią Warszawa, ale i z Wisłą Płock, wprowadził coś innego do ligi. Coś innego to znaczy wiedział, że ma w kadrze piłkarzy nadających się na wahadłowych. Przy tym musiał znaleźć tego, który spełnia zadanie głównodowodzącego w trzyosobowym bloku obronnym. W takim systemie dobrze czuli się Wiktor Biedrzycki (do czasu transferu do Termaliki główny, środkowy obrońca), Janusz Bucholc, Jurich Carolina.

 

Majewski ze Stomilu odszedł, ale zostawił po sobie trwały ślad. Pokazał, że w dzisiejszej piłce wahadłowi są wartością dodaną dla drużyny. Trzeba tylko wydobyć z nich potencjał.

 

Z kolei Maciej Bartoszek prowadzący do marca Koronę Kielce, w taktyce z trzema obrońcami widział sposób na poprawę wyników. Z trójką z tyłu Korona zaczynała pierwsze mecze rundy wiosennej. Plan nie wypalił, Bartoszka nie ma już w Kielcach. Ale teraz w Kielcach wiedzą, że Grzegorz Szymusik, czy Dawid Lisowski mają predyspozycje by grać jako wahadłowi. Nie mówiąc rzecz jasna o Jacku Podgórskim. Ten akurat odnajduje się w każdej konfiguracji na boisku.

 

W ostatnim meczu sezonu z Apklan Resovią, jak się później okazało także ostatnim w roli trenera jastrzębian Łukasza Włodarka, GKS zagrał w systemie 1-3-4-2-1.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku