Grzegorz Mokry oraz Dominik Nowak - duet nierozłączny: razem na ławce i na trasie biegowej

2020-04-29
Grzegorz Mokry to w Miedzi prawa ręka trenera Dominika Nowaka. Jednak relacje pierwszego i drugiego trenera legniczan nie sprowadzają się tylko do spraw zawodowych. Mają wspólną pasję: bieganie.

Już w Suwałkach współpraca Mokrego z Nowakiem układa się na tyle dobrze, że miało to przełożenie na wyniki Wigier, którym w sezonie 2016/17 zabrakło kilku punktów do awansu i które to odpadły w półfinale Pucharu Polski, będąc o włos od wyeliminowania Arki Gdynia. 

 

- Współpracujemy razem pięć lat, jak na ten zawód to sporo czasu. Znamy się także na stopie prywatnej. Łączą nas nie tylko obowiązki zawodowe. Jak jest okazja, to spotykamy się rodzinami. Tajemnice mają to do siebie, że są tajemnicami, więc zapewne trener Nowak ma przede mną jeszcze jakieś tajemnice, niemniej wiemy o sobie bardzo dużo. Dominik Nowak jest bardzo wesołym człowiekiem. Urodzony optymista, zawsze mierzy wysoko. Do tego pracowity, rozmowny, wręcz gaduła, lubi z każdym zamienić "choćby" kilka zdań - charakteryzuje swojego przełożonego drugi trener "Miedzianki".

 

Pierwszy raz Mokry znalazł się w sztabie Dominika Nowaka właśnie w Wigrach. - Gdzie trafiłem za sprawą ówczesnego dyrektora sportowego Wigier Jacka Zielińskiego, pracującego dziś w Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa. Na początku byłem członkiem sztabu Donatasa Venceviciusa. W rundzie rewanżowej trener Venceviucius został zwolniony, ze mną jednak klub nie chciał się rozstać, zatrudniono trenera Nowaka. Mogliśmy w końcu lepiej się poznać, wcześniejsza nasza znajomość to czasy, gdy trener prowadził Górnika Polkowice, a ja byłem w Ruchu Radzionków - podkreśla.

 

To, że tak dobrze się rozumieją może wynikać z faktu, że mają trochę odmienne charaktery. Dzięki temu uzupełniają się. - Raczej wskazałbym na ogień w osobie trenera Nowaka. W niektórych sytuacjach to się zmienia, chociaż mimo wszystko to ja jestem bardziej wodą. Większy żartowniś? Fifty, fity, zależy, kto w jakiej formie się obudzi. W szatni trenerów także się żartuje. U nas jest bardzo  dobra atmosfera, więc uszczypliwości nie brakuje. Wystarczy, że jeden dowie się coś o drugim, to cały sztab ma powód do żartów. Akurat trener Nowak nie dystansuje się, nie jest szefem, o którym nie można nic powiedzieć, wręcz pozwala na żarty. Sam też lubi żartować i z siebie i z innych - przyznaje Mokry.

 

Asystent i pierwszy trener Miedzi nie prowadzą tylko wspólnych treningów, odpraw, przygotowań do meczów. To kompanii na trasie biegowej. - To nie tak, że zaraziłem trenera do biegania, bardziej go namówiłem do startu w półmaratonie, a potem maratonie, bo on już wcześniej biegał z obecnym trenerem bramkarzy Śląska Krzysztofem Osińskim. Robił to dla dobrej kondycji, żeby być zdrowym. Po przenosinach do Legnicy dał się za to nakłonić na start w maratonie wrocławskim - wyjaśnia drugi szkoleniowiec legniczan.

 

- Wyniki? Nie ma czym się chwalić. Ścigamy się z samym sobą, a nie dla konkretnego rezultatu. Do profesjonalistów nie mamy podjazdu. Ja w maratonie zmieściłem się w czasie trzy i pół godziny, trener zszedł poniżej czterech godzin. Limit jest sześć godzin, czyli wykonaliśmy zadanie z nawiązką. Ale jak przybiegałem na metę, to ci pierwsi byli już wykąpani i po obiedzie - śmieje się Mokry, po czym dodaje: - Chętnie bym po raz kolejny pokonał dystans królewski we Wrocławiu. Udało się raz. Za drugim razem termin biegu pokrył się z porą naszego meczu, który przełożono nam ze względu na transmisję w telewizji. W tym roku wszystkie biegi uliczne zapewne będą odwołane jako imprezy masowe. A jeśli chodzi o moje ulubione zawody - lubię Silesia Maraton, półmaraton bytomski, gdzie często można wygrać samochód, stąd duża liczba uczestników nawet z zagranicy. Fajnym przeżyciem jest Orlen Warsaw Marathon z metą na Stadionie Narodowym. Zawsze lubiłem sport, rywalizację w biegach ulicznych. Od dziecka miałem predyspozycje bardziej wytrzymałościowe niż szybkościowe. Najpierw biegałem po kilka kilometrów, stopniowo zwiększając dystanse, aż doszedłem do maratonu. 

 

Mokry, choć skończył 35 lat ma spore doświadczenie w roli asystenta. - Zaczynałem u boku trenera Artura Skowronka w Ruchu Radzionków w sezonie 2010/11, wcześniej w tym zespole pracowałem jeszcze z Rafałem Górakiem. Szybko przestałem grać w piłkę i przeszedłem w "trenerkę". Występowałem na poziomie 4 ligi - Ruch Radzionków, Gwarek Tarnowskie Góry, Rozbark Bytom: generalnie kluby Górnego Śląska - łącząc studia z graniem. Po studiach zacząłem już pracować z seniorami. Uznałem, że nie ma sensu być  jednocześnie piłkarzem i działać w "trenerce". Wiedziałem, że jeśli chcę się rozwijać pod kątem trenera, to muszę dać sobie spokój z piłką - przyznaje wieloletni asystent Dominika Nowaka. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku