Gracjan Jaroch - lider ofensywy Warty czuje ulgę, bo jest skuteczniejszy od kuzyna

2019-11-15
Zmiana ról w rodzinie Jarochów. W poprzednim sezonie to Bartosz, obrońca, był skuteczniejszy od swojego kuzyna, z kolei jego zespół zajął wyższe miejsce w tabeli. Teraz to Gracjan jest górą - w klasyfikacji strzeleckiej i ogólnym zestawieniu.

Na początku fakty i statystyki: w sezonie 2018/19 Bartosz Jaroch strzelał gole jak na zawołanie. Poprzestał na ośmiu trafieniach. Podbeskidzie Bielsko-Biała uplasowało się na 6. pozycji. Gracjan Jaroch występujący w Bytovii Bytów musiał zadowolić się dwoma trafieniami. Co gorsze, Bytovia spadła z Fortuna 1 Ligi. 

 

Obecny sezon: defensor Podbeskidzia już tak skuteczny nie jest (jeden gol), za to "Górale" są wiceliderem tabeli. Znajdują się tuż za plecami Warty Poznań, w której bardzo dobrze z kolei radzi sobie Gracjan. W rodzinie Jarochów zmieniła się więc sytuacja na korzyść młodszego z duetu kuzynów. - Nie ma co ukrywać, że taka jest naturalna kolej rzeczy - w końcu to napastnik ma strzelać gole, a nie obrońca. Na pewno nie będę teraz dumnie nosił głowę do góry. Nie rywalizujemy ze sobą o bramki. Mamy zbyt dobre relacje, żebym wbijał mu szpilki. Bardziej się wspieramy, pozytywnie nakręcamy niż dogryzamy. Lepiej się czuję sam z sobą, że idzie mi coraz lepiej, a idą za tym wyniki drużyny. Czuję ulgę, że zaczynam regularniej strzelać. A co do Bartka: mało który defensor jest w stanie zdobyć tyle bramek w sezonie - podkreśla piłkarz "Zielonych".

 

"Zieloni" świetnie spisali się w rundzie jesiennej, w czym duża zasługa Gracjana Jarocha. - Pięć goli, trzy asysty, mocne piętno? - zastanawia się. - Jestem zawodnikiem ofensywnym, a cała nasza ofensywa ma dobre liczby. I to jest nasz klucz do dobrych wyników. Nie można polegać tylko na stałych fragmentach gry. Żeby zespół punktował to zawodnicy ofensywni muszą mieć odpowiednie statystyki i tak jest w naszym przypadku. Jesteśmy zadowoleni z sytuacji w lidze, ale - może zabrzmi to dziwnie - w szatni nie ma zbyt wielkiej euforii. Mamy świadomość, że gramy równo. Nie wystrzeliliśmy nagle, tylko konsekwentnie gromadziliśmy punkty. To że jesteśmy mistrzem jesieni nie zmieniło nic w naszych przygotowaniach do następnego meczu. Tak jakbyśmy nie myśleli o tabeli, tylko koncentrowali się na najbliższym rywalu. Może brzmi to błaho, ale takie mamy podejście - mówi Jaroch. 

 

W zgodnej opinii wielu osób, pozycja lidera "Warciarzy" nie jest dziełem przypadku. - My nie mieliśmy serii porażek. Po pierwszym potknięciu potrafiliśmy się podnieść. Szybko wyciągamy wnioski po wpadkach. To była nasza siła - przekonuje napastnik. 

 

Gdyby ktoś nie przekonał się jeszcze do gry Warty to akcja z meczu ze Stomilem, która skończyła się trzecim golem dla "Zielonych", mogła przekonać największych niedowiarków, że ten zespół jest w stanie dużo. - Ostatnio na odprawie analizowaliśmy tę sytuację z Olsztyna. I powiem szczerze zrobiłem szeroko oczy. Kurczę, to było coś, takie akcje w 1 Lidze to nie jest przypadek. Wyprowadziliśmy piłkę od stopera, skończyliśmy strzałem na pustą bramkę. O wartości naszej drużyny niech świadczy to, że po golu na 1:1 to nie Stomil rozwinął skrzydła, a my zdobyliśmy bramkę na 2:1, a potem na 3:1 - dodaje 21-letni piłkarz.

 

Wracając jeszcze do tego sezonu w wykonaniu Jarocha: 21-latek zdobył więcej bramek niż w dwóch poprzednich rozgrywkach łącznie. - Kiedy mam w meczu sytuację, z której finalizacji jestem niezadowolony, to później w treningu odtwarzam tę nieudaną akcję, tyle że już wykonuję całość poprawnie. Ostatnio tak było, że do skutku ćwiczyłem strzały z ciężkich pozycji aż uznałem, że już w tym elemencie się poprawiłem. Czyli trening oraz praca nad sobą. Ale to nie tak, że dopiero teraz zacząłem mocniej pracować. Już wcześniej zostawałem po treningach, czekałem aż przyjdzie skuteczność. Wierzyłem w to mocno - przyznaje jeden z liderów Warty. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku