"Górale" ruszyli. Czas działa na korzyść Podbeskidzia

2021-08-30
Ostatnie tygodnie wlały sporo optymizmu w serca stęsknionych za wygranymi w Fortuna 1 Lidze kibiców Podbeskidzia Bielsko-Biała. Zespół Piotra Jawnego jak już się przełamał to poszedł za ciosem, wysoko pokonał Puszczę Niepołomice i ruszył w pogoń za ligową czołówką. Symbolem lepszych tygodni "Górali" jest Kamil Biliński, który regularnie wpisuje się na listę strzelców.

Biliński udowadnia jak cenną wartością dla drużyny jest zawodnik z odpowiednim stażem. Ograny w ekstraklasie napastnik, z bogatym bagażem doświadczeniem wyniesionym z innych lig (mistrzostwo, dwa puchary oraz Superpuchar Litwy z Żalgirisem Wilno, dwukrotny mistrz Łotwy i zdobywca krajowego pucharu z Riga FC, plus kilkadziesiąt występów i 18 goli w barwach Dinama Bukareszt) gwarantuje Podbeskidziu bramki. W ostatnim sezonie ekstraklasy zaliczył 11 trafień, obecnie ma cztery trafienia, z czego trzy w czterech ostatnich spotkaniach bielszczan.

 

- Kamil to nasz najlepszy piłkarz, nie bez przypadek powierzyliśmy mu rolę kapitana. Świetnie się z tej roli wywiązuje. To zawsze był człowiek z pozytywną energią dla drużyny. Piłkarz, który lubi zabrać głos, zmotywować kolegów, który ciągnie zespół za sobą. Byliśmy przekonani, że jeśli pokażemy jemu jak chcemy grać, jaki plan mamy na grę, to Kamil, a za nim reszta zespołu zjednoczą się w jednym celu. Jest liderem nie tylko pod względem umiejętności, chodzi także o mentalne umiejętności. Mam bardzo ambitną drużynę, która chce się rozwijać. Jeśli komuś się chce to jest to absolutna podstawa, na bazie której można coś zbudować. Za Kamilem idzie reszta zespołu - mówi trener Podbeskidzia Piotr Jawny.

 

- Nie chodzi o to, żeby strzelał tylko Kamil Biliński, cieszy mnie to, że z Puszczą przełamali się pod bramką Dawid Polkowski, czy Marko Roginić, każdy dokłada cegiełkę, przez to możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Każdy musi być kapitanem zespołu, nie tylko kapitan odpowiada za drużynę, jest na jej szczycie. Musimy na boisku stanowić jedność - zaznacza z kolei Biliński, który praktykę (słowa) przekłada na boisku w teorię. Przed sezonem podkreślał, że ma w sobie pasji, dużo energii. "Mam nadzieję, że będziemy mocni. Ja w tym wszystkim czuję się dobrze, jako jeden z najstarszych piłkarzy w drużynie muszę ciągnąć zespół do góry". I od początku sezonu ciągnie wózek, który, wydaje się, że ostatnimi czasu obrał odpowiedni kierunek.

 

- Po spadku w Podbeskidziu zmieniła się praktycznie cała drużyna. Ten proces przemiany trwa. Spora liczba piłkarzy dołączyła do nas w trakcie okresu przygotowawczego, nawet przed samym początkiem, przychodzili w różnej formie. W szatni żartujemy, że najlepiej gdyby dla nas sezon zaczął się teraz albo tydzień temu. W końcu wszyscy jesteśmy razem od kilku tygodni i przynosi to pierwsze korzyści. Jesteśmy zadowoleni, bo nasza gra i wyniki idą do przodu. Dobrze wiedzieliśmy z jakiego powodu średnio zaczęliśmy. Cudów w piłce nie ma, to nie jest piekarnia, tutaj musisz poczekać na efekt. Wszystko sprowadza się do tego, że chcemy coraz lepiej grać w piłkę - zaznacza Jawny.

 

Biliński: - Ze względu na spore zmiany w drużynie początek sezonu potraktowaliśmy jak przedłużenie okresu przygotowawczego. Potrzebowaliśmy czasu. Powoli zaskakujemy, ale nie jest to jakiś wielki moment naszej drużyny. Idziemy do przodu, rozwijamy się, lecz bez zbędnej podpałki. Robimy swoje, dążymy do swojego celu.

 

Taki rozsądek bijący od Bilińskiego nie może dziwić. Ma on świadomość, z czym wiąże się spadek, jakie są jego dalsze konsekwencje. Faza zero, czyli budowa od podstaw, by znów stanowić siłę w niższej klasie, wymaga cierpliwości. Nawet jeśli wiąże się to z długim oczekiwaniem na pierwsze zwycięstwo. Podbeskidzie premierową wygraną odniosło w 5. kolejce, ogrywając 1:0 Skrę Bełchatów po golu doświadczonego napastnika. Z Puszczą poszło gładko, łatwo i przyjemnie.

 

W czterech poprzednich kolejkach "Górale" zdobywali średnio dwa punkty na mecz. Najpierw były dwa remisy z rzędu, potem dwie kolejne wygrane. Najbardziej w tym wszystkim trenera Jawnego buduje coraz lepsza gra. Podbeskidzie gra w ustawieniu z trzema środkowymi obrońcami i dwoma wahadłowymi. Obowiązki wahadłowego spoczywają na młodych - 22-letnim Konradzie Gutowskim oraz 23-letnim Kacprze Gachu. Na wahadle wystąpił raz także 19-letni Dominik Frelek.

 

Trener Jawny stawia również na młode postaci w osobach 18-letniego Jakuba Bierońskiego, 22-letniego Daniela Mikołajewskiego, półprawego środkowego. Do tego 23-letni Dawid Polkowski, 24-letni Mathieu Scalet.

 

- Naszym wahadłowym zmodyfikowaliśmy nieco zadania, pokazaliśmy im w jakim sposób mogą grać bardziej ofensywnie. Mam tu na myśli nie tylko głównie szeroką grę, lecz także zachowanie, odpowiednie ustawienie się w wąskich strefach, tak żeby przeciwnik miał jak największy problem. Od kilku spotkań są to nasze kluczowe pozycje. Chcemy być bardziej elastyczni. Od wahadłowych wymagamy, by atakowali pole karne prawie jak napastnicy, żeby się wymieniali pozycjami z innymi ofensywnymi graczami, bo to wprowadzi zamęt w szeregi rywala - podkreśla Jawny.

 

Efekty takiej gry wahadłowych widać było z Puszczą. Gach i Gutowski zaliczyli po asyście. Z bocznych stref boiska Podbeskidzie stwarzało dużo sytuacji. - Nasz plan to Podbeskidzie skuteczne, grające widowiskowo. Z meczu na mecz jest pod tym względem lepiej. Wiem, że będą momenty, kiedy trzeba będzie się namęczyć. Podsumowując, uważam, że mamy odpowiednie osoby do tego, by zrealizować główny cel - zaznacza Biliński.

 

Na tej drodze z pewnością zdarzy się jeszcze niejeden taki mecz jak ze Skrą. - Prowadziliśmy 1:0, powinniśmy za wszelką cenę dążyć do drugiego gola, ale podświadomie tylko myśleliśmy o tym, żeby po raz pierwszy wygrać. Przepchęliśmy zwycięstwo, żeby pierwszy komplet punktów mieć za sobą - puentuje trener bielszczan.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku