Filip Danielak - wierny kibic... Karola Danielaka. "Do Głogowa jeździłem za nim regularnie"

2020-05-01
Więzi krwi zobowiązują. Z takiego założenia wychodzi Filip Danielak, starszy i jedyny brat Karola Danielaka, zawodnika Podbeskidzia Bielsko-Biała, który niezależnie od okoliczności nigdy nie zwątpił w potencjał swojego brata.

- Od samego początku śledzę przebieg kariery Karola. Czytam co o nim piszą, obserwuję jego mecze. Mimo że miał słabsze momenty, to tak naprawdę nigdy w niego nie zwątpiłem! Zawsze był w moim topie ulubionych piłkarzy - śmieje się Filip Danielak.

 

Karol Danielak rozgrywa świetny sezon w Podbeskidziu. Wystąpił w 22 meczach bielszczan, zdobył dziesięć bramek. Jest czołowym strzelcem Fortuna 1 Ligi. - Po tym hat-tricku ze Stalą Mielec wszyscy sąsiedzi wokół mnie wiedzieli co się święci. Wyskoczyłem w górę jak bomba. Super sprawa. Ten hat-trick to bodajże najlepszy moment w karierze brata. To także jedyny hat-trick w jego przygodzie z piłką - podkreśla Filip. 

 

- W ekstraklasie nikt nie dał mu poważnej szansy. W Arce szybko został odesłany na boczny tor. Tymczasem w Podbeskidziu ma wsparcie trenera, gra i może pokazywać, co potrafi. A jest ambitny jak mało kto. Gdy był dzieciakiem zawziął się, że będzie robił salta. Tak długo skakał i odbijał się od drzewa w parku aż w końcu osiągnął swoje. Ja nie mam w sobie tyle zawzięcia, co Karol. On jak się na coś uprze to musi to zrobić. Mój zapał jest słomiany. Dlatego wierzę w niego, bo jest dobry w tym co robi - kontynuuje starszy brat pomocnika lidera pierwszoligowych rozgrywek. Starszy od brata o trzy lata.

 

- Karol technicznie zawsze był dobry. Gdy kopaliśmy w piłkę pod blokiem, każdy chciał mieć go w drużynie. Przypomnę tylko, że w latach naszej młodości obaj mieliśmy styczność z tenisem stołowym. Tata cisnął Daniela właśnie pod kątem tenisa stołowego, bo zobaczył, że ten jak już wziął „paletkę” do ręki, to bardzo dobrze mu szło. Uważał, że coś może z Daniela być. Karol jednak jęczał tacie, aby zabrał go na trening piłkarski, wówczas do klubu Świętego Marcina w Jarocinie. I tak po treningu pingpongowym chodził na trening piłkarski. Bo zainteresowanie do piłki przejawiał, odkąd pamiętam - przyznaje Filip Danielak. 

 

Odkąd pamięta trzymał kciuki za swojego brata. Był z nim w gorszych i słabszych momentach. - Wiadomo jak to w piłce - dziś ci idzie, jutro może nie iść. Ja mu więc życzę, aby miał cały czas z górki. Chociaż teraz to w ogóle nie wiadomo jak będzie wyglądała nowa piłkarska rzeczywistość. Tak, obserwuję co piszą media na temat Karola. Mam zasadę, że podsyłam mu linki do materiałów, w których jest przedstawiany w pozytywnym świetle. Te z negatywnym wydźwiękiem zachowuję dla siebie. Dopiero po tygodniu, dwóch, kiedy opadną emocje, pokazuje mu je i razem się śmiejemy. W naszej rodzinie jestem więc tym, który w imieniu Karola zajmuje się monitoringiem mediów - opisuje swoją rolę Filip, po czym dodaje: - Karol nie może zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami. Nauczyłem się już co i kiedy mu wysyłać. Ostatnio są o nim same pozytywne artykuły, więc nie muszę robić selekcji na dobre i złe treści. 

 

W rodzinie Danielaków jest także inny wielki fani Karola. - Nasza mama mocno wciągnęła się w klimaty piłkarskie. Bardzo interesuje się ekstraklasą i 1 ligą. Kiedy Karol zaczął grać w Chrobrym, to "złapała" taką zajawkę, że teraz lepiej się orientuje w składach od nas wszystkich. Ja z kolei najbardziej byłem na czasie, gdy występował w Głogowie. Aktualnie ze względu na swoje obowiązki prywatne i służbowe, nie jeżdżę tak często na mecze brata. Wcześniej z racji tego, że jestem handlowcem, sporo podróżowałem za Karolem. W Głogowie to chyba byłem na każdym spotkaniu. W Szczecinie też bywałem. Podbeskidzie? Mam dwójkę dzieci, trudno o czas. Mamy jednak w planach pojechać do Bielska-Białej jak się zrobi cieplej. To będzie nasza rodzinna wyprawa - sugeruje Filip. 

Zobacz również



1 liga na Facebooku