Fabian Piasecki w wersji jak dawniej. Znów regularnie strzela gole

2019-11-01
Transfer do Zagłębia wyszedł Fabianowi Piaseckiemu na dobre. W Sosnowcu prezentuje wysoką skuteczność, jego gole stanowią niemal 1/3 dorobku zespołu. Przypominają się czasy, kiedy 24-latek rozliczany był głównie z bramek (Olimpia Zambrów), a nie innych zadań w ofensywie jak poprzednio w Miedzi Legnica.

Wciąż świeżo w pamięci mamy sezon 2017/18, kiedy Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec zajęły 1. i 2. miejsce na finiszu rozgrywek 1 ligi. O ofensywnej sile legniczan stanowił wówczas Fabian Piasecki, autor dziewięciu trafień. Piasecki strzelił najwięcej goli w drużynie, choć napastnikami byli Jakub Vojtus oraz Mateusz Piątkowski. Po awansie został na skrzydle, co nie przełożyło się na kolejne bramki. W 28 spotkaniach tej klasy rozgrywkowej 24-latek tylko raz wpisał się na listę strzelców. Miedź razem z Zagłębiem spadły, a piłkarz był bohaterem transferu między klubami.

 

- Dla mnie najważniejsze było przejście do drużyny, w której będę potrzebny i gdzie będę grał na swojej nominalnej pozycji, czyli dziewiątce. Decydując się na Zagłębie, miałem lekkie obawy czy dobrze robię, bo idę do całkowicie nowej drużyny. Wiele nowych twarzy, nowy trener. Przeanalizowałem jednak skład, a tu: Szymon Pawłowski, Patryk Małecki, Piotr Polczak, Płamen Kraczunow, więc uznałem, że będzie dobrze. Personalnie wyglądało to bardzo obiecująco, a przecież doszedł jeszcze Tomek Hołota. Jedynym problemem była duża ilość nowych twarzy, wymagało czasu, gdy to wszystko zatrybi - mówi Piasecki.

 

Nowy sezon dla nowego zawodnika nowego Zagłębia zaczął się obiecująco. W debiucie, już w 1. kolejce strzelił gol Podbeskidziu Bielsko-Biała. W następnych tygodniach dorzucał kolejne trafienia. - Tamten sezon zakończony awansem Miedzi sporo mi dał. Rozegrałem dużo minut, zdobywałem bramki, miałem asysty. Nie wiadomo co by było gdybym występował w środku ataku. Ale skoro trener widział mnie na takiej pozycji, to robiłem, co mogłem, aby spisać się jak należy. Teraz jestem napastnikiem, zaliczyłem siedem trafień, czuję się pewnie. Mam nadzieję, że już nie będę musiał grać na boku pomocy... - przekonuje zawodnik sosnowieckiej drużyny.

 

Nieudany poprzedni sezon, jeśli chodzi o zdobycz bramkową, sprawił, że poczuł ogromny głód bramek. - Dlatego teraz mam podwójną motywację, aby zdobyć ich jak najwięcej. Chcę udowodnić sobie, ale też innym, że jednak mogę być klasowym napastnikiem, jeśli chodzi o pierwszoligowy poziom, a w przyszłości - daj Boże - także w ekstraklasie. Obecny sezon traktuję jak przełomowy, zamierzam pokazać tym wszystkim, którzy mnie tak krytykowali, że ich krytyka była niesłuszna. Miałem już dwa nieudane podejścia do ekstraklasy, bo z Górnikiem Zabrze i Miedzią. Czuję z tego powodu duży niedosyt. Sobie mam sporo do zarzucenia, bo nawet grając na skrzydle, miałem sytuacje. Co tu dużo mówić: chcę jak najszybciej wrócić do ekstraklasy. Spróbować w niej swoich sił jeszcze raz. Oby trzecie podejście było już udane - zaznacza Piasecki, któremu w Zagłębiu poza wysoką skutecznością dopisuje też szczęście.

 

- Nie mam zbyt wielu sytuacji. Jedną, maksymalnie dwie na mecz. To wynika z tego, że jeszcze się nie zgraliśmy na tyle, aby zdominować każdego przeciwnika. Co do szczęścia - nie ma co ukrywać, że z Chojniczanką fatalnie wykonałem karnego, piłka jednak wróciła mi pod nogi, dobiłem i gol. A to był ważny moment, doprowadziliśmy do wyrównania w ciężkim meczu - dodaje.

 

Ciężkim i specyficznym. Końcowy wynik bowiem brzmiał 3:3. - Jako gospodarz nie powinniśmy stracić trzech goli. A jeśli strzelamy trzy to powinniśmy wygrać. Z drugiej strony, tak naprawdę cały czas goniliśmy wynik, więc z remisu możemy być zadowoleni. Z tej gonitwy wyciągnęliśmy ostatecznie punkt. Piłkarze Chojniczanki mają prawo czuć niedosyt. Teoretycznie zdobycie trzech bramek na wyjeździe równoznaczne jest ze zdobyciem trzech punktów, w tym przypadku było inaczej. My na Warcie strzeliliśmy trzy gole i choć Warta złapała kontakt, to jednak wywieźliśmy pełną pulę - zauważa Piasecki.  

 

W nowej drużynie jest mu o tyle łatwej trafiać do bramki, że ma kreatywnych pomocników. - Pawłowski i Małecki potrafią rzucić piłkę na nos. Czysta przyjemność dostawać piłki od takich pomocników. Moją już rolą jest wykorzystanie tak dobrych zagrań i zamienienie tego na bramki - jasno stawia sprawę 24-letni napastnik Zagłębia. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku