Emile Thiakane, czyli tour de Dakar - Polska - Paryż - Polska

2020-09-09
Kiedy jako nastolatek przyjeżdżał do Polski, miał zostać tu tylko na moment. Sprawy przybrały jednak taki obrót, że zamieszkał na Kujawach - z przerwą na Francję. Historia Emile Thiakane, byłego piłkarza GKS-u Bełchatów, dziś zawodnika Korony Kielce, to opowieść o niezłomnym charakterze, budowaniu wszystkiego na nowo w nieznanym sobie kraju, życiu bez ojca i Afryce.

Polskie wątki w życie Thiakane wplatają się od kilku lat. W sezonie 2010/11 urodzony w Senegalu chłopak przyjechał ze swoim zespołem na turniej piłkarski rozgrywany we Włocławku. - Wpadliśmy tu tylko na chwilę - śmieje się w pełni zadomowiony już w Polsce zawodnik. Z chwili zrobił się niemal rok. - W naszych planach była Francja... tyle że prezes Lidera Włocławek pan Jacek Zawidzki bardzo chciał, abym z nimi został. Skoro tak, to się zgodziłem. Wyjechałem z Senegalu w klasie maturalnej. Wszystkim mówiłem, że to tylko kilka tygodni. Wróciłem... po pięciu latach - opowiada. W Europie zostało też trzech jego kolegów z zespołu. 

  

Pierwsze z dwóch podejść do polskiej piłki zakończyło się dla młodego Senegalczyka niewypałem (drugie nastąpiło po powrocie z Paryża), choć w sezonie 2010/11 występował w drugoligowym wówczas Zawiszy Bydgoszcz. Tak było przez pół roku. Następne miesiące spędził we Włocłavii Włocławek. - Problemy miałem różne. Główną przeszkodę stanowił jednak język. Bariera wtedy nie do przeskoczenia. Mało kto w Zawiszy mówił po angielsku. Psychicznie nie dawałem sobie rady. Nie miałem jeszcze dwudziestu lat. Kłopoty się nawarstwiały. Doszedł do tego jeszcze brak uprawnień do gry wyżej niż w czwartej lidze. Mogłem jedynie kopać piłkę amatorsko. Jak dostałem odpowiedni papiery to byłem w takim dołku psychicznym, że chciałem jak najszybciej uciekać z Polski - mówi Thiakane.

 

- Z moją późniejszą żoną wyjechaliśmy do Francji. Tam się pobraliśmy, ja grałem w piątej lidze (Olympique Saint-Quentinois). Mieliśmy gdzie mieszkać, bo w Paryżu osiedliła się moja rodzina - starszy brat, mama, siostra, która prowadzi własną firmę i sporo w związku z tym odbywa podróży służbowych. Potem wszyscy wyprowadzili się nad morze niedaleko Marsylii. Została tylko siostra z rodziną. Mama jest dziś emerytką, zajmuje się dziećmi siostry. Jako jedyna przebywa w Senegalu. A żona - Polka w pewnym momencie postawiła na swoim. Uparła się. Wróciliśmy więc do Polski. Starałem się ją przekonać, ale nie miałem argumentów - przyznaje.

 

Polską granicę Emile Thiakane ponownie przekroczył w 2014 roku. Gdy dowiedział się o tym Wiesław Borończyk, trener, z którym piłkarz pracował we Włocłavii, a prowadzący w tamtym czasie Pogoń Mogilno, propozycja mogła być tylko jedna. Piłkarz usłyszał: "Ok, jeśli jesteś zainteresowany to możesz dołączyć do naszej drużyny". Był wrzesień, okienko transferowe już się zamknęło, a że Thiakane był wolnym zawodnikiem, związał się kontraktem z Pogonią.

 

- Emil co poniedziałek dojeżdżał pociągiem do Torunia z Włocławka. Odbierałem go z dworca i jeździliśmy samochodem do Mogilna. Zostawał na kilka dni, powrót i wyjazd na mecz w weekend. Podczas tych naszych samochodowych podróży dużo rozmawialiśmy. Bardzo dobrze go poznałem. Można by stworzyć z tego osobną historię - przekonuje Borończyk. - To chłopak niezwykle inteligentny. Od początku był nastawiony na grę w piłkę i naukę języka polskiego. Uczyłem więc Emila polszczyzny. Bardzo szybko wszystko przyswajał. W pewnym momencie miał taki zasób słów, że niejednego Polaka mógłby zawstydzić. Jaki to typ człowieka? Jeśli traktuje się go uczciwie, to jest bardzo wdzięczny. "Kupił" mnie swoim zaangażowaniem w trening. Miał to coś. Jakby to ujął trener Franciszek Smuda, wystarczył jeden rzut oka na niego, by stwierdzić, że robi różnicę. A jeśli coś źle robił to chętnie przyjmował krytyczne uwagi i się poprawiał. I nie miał z tym problemu, że musi się uczyć. Zazwyczaj w czwartej lidze grają piłkarze, którym wydaje się, że wszystko umieją. On taki nie był. Dobrego zawodnika z przeszłością w wyższej lidze w niższej lidze gubi głowa. U Emila głowa jest na pierwszym miejscu. Mógłbym taka podać kilka argumentów na potwierdzenie swoich słów.

 

Jedną z mocnych cech sobowościowych Senegalczyka jest charakter. Przynajmniej tak uważa trener Borończyk. - Nie zawsze miał łatwo, często spotykał się z trudnymi sytuacjami. Mimo to, wszędzie starał się być ponad przeciwności - tłumaczy szkoleniowiec, po czym dodaje: - Może tak mu się będzie wiodło w Koronie, że później chwyci się jeszcze lepszej opcji? Zasłużył na to za wszystkie krzywdy, które spotkał na swojej drodze. Musiał dużo znieść, żeby dojść na poziom 1 ligi. I właśnie zbiera efekty swojej niezłomności. To wszystko poniekąd także zasługa duże inteligencji życiowej Emila. Bo w piłce jak w biznesie najważniejsza jest głowa. Nie można w pierwszej kolejności myśleć o pieniądzach.

 

Po Pogoni Mogilno, Thiakane przez dwa sezony reprezentował barwy Sokoła Kleczew. Stamtąd przeniósł się na trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce. Został graczem GKS-u Bełchatów. - Sprowadził mnie trener Mariusz Pawlak. Nie wiem jakim cudem znalazł mnie w Kleczewie - zastanawia się. Nie potrzebował wiele czasu na zbudowanie sobie mocnej pozycji w bełchatowskiej drużynie. - Początkowo tylko słyszałem głosy: "O, na pewno sobie nie poradzi. Za wysokie progi". I co? Okazało się, że nigdy tak długo nie zostałem w jednym klubie. Spróbowałem, powalczyłem o swoje - zaznacza.

 

Do walki o swoje i siebie Thiakane zdążył już się przyzwyczaić. - Gdy było źle, tylko się uśmiechał, zaciskał zęby i zasuwał. Taki jest. Może dzięki temu w większości klubów tak dobrze wspominają Emila? - głośno myśli Borończyk, który zna odpowiedź na to pytanie.

 

"Polski" Emil wychował się bez ojca. Tata zmarł, gdy miał dwa lata. - Nie pamiętam go. Ale dzięki opowieściom utrwaliłem sobie w pamięci jakiś jego obraz - tłumaczy. Nic dziwnego, że był mocno zżyty z matką, która wiele poświęciła dla swojej rodziny. Dziś może być dumna z osiągnięć potomków. - Przez wgląd na nią nie wyjechałem trenować piłkę poza Dakar. Na miejscu była akademia z internatem, uczyłem się i trenowałem nieopodal domu - zaznacza urodzony w Pikine zawodnik. - U was powiedziałoby się, że to powiat dakarski - mówi nienagannym polskim.

 

- Teraz to czuję się w dużej części Polakiem, choć mam senegalską duszę i korzenie. Smakuje mi polska kuchnia. Akurat szybko uczę się innych kultur, więc wasze potrawy podpasowały mi - znów śmieje się Thiakane. Od tego sezonu występuje w Koronie Kielce. I Kielce może wpisać jako kolejny przystanek własnego tour de Dakar - Europa (Polska). 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku