Ekstraklasa znowu dla Podbeskidzia. Awans w rytmie "Ona by tak chciała"

2020-07-16
"Awans jest nasz!" - słowa tej przyśpiewki niosły się po Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej jeszcze długo po zakończeniu spotkania Podbeskidzie - Odra Opole. "Górale" mogą świętować, wracają przecież do ekstraklasy. Czekali na to cztery lata. - To nasz wspólny sukces - mówią jednym głosem piłkarzem.

Poczucie wspólnoty to bez wątpienia główny element, spajający szatnię, klub, wszystkich pracowników Podbeskidzia. Tu pojęcie "jeden za wszystkich, wszystkich za jednego" miało odzwierciedlenie także na boisku. Trudne momenty, jak ten, kiedy bielszczanie zremisowali w czerwcu trzy spotkania z rzędu, jeszcze bardziej jednoczyły zespół.

 

- To były zwycięskie remisy, bo odrabialiśmy w nich straty, a nasi przeciwnicy gubili punkty. Realizowaliśmy cel punkt po punkcie. Remisy na wyjeździe, zwycięstwa u siebie, tak to się po prostu musiało skończyć. Każda zdobycz okazała się cenna. Wiem, co mówię. Przegrałem awans z Zagłębiem Sosnowiec na ostatniej prostej. Remis w przedostatniej kolejce dawał nam pozycję wicelidera... do awansu zabrakło punktu - przypomina Tomasz Nowak, który po przerwie pandemicznej wrócił do wyjściowej jedenastki drużyny Krzysztofa Brede.

 

- Dla mnie te rozgrywki to były wzloty i upadki - dobrze rozpocząłem sezon, potem przytrafiła się kontuzja, pandemia pomogła mi wrócić do zdrowia, odbudować formę i wskoczyłem z powrotem do podstawowego składu. Z przekroju całego sezonu można stwierdzić, że awansowaliśmy zasłużenie. Na boisku byliśmy bardzo konsekwentni. W każdym momencie kto inny brał odpowiedzialność na siebie i ciągnął nas do przodu. Nasz sztab też nie panikował, gdy przytrafiła nam się seria dwóch porażek z rzędu. Po meczu żartowaliśmy, że dzięki Warcie mogliśmy świętować na własnym stadionie, gdzie stworzyliśmy twierdzę. Fajnie, że w międzyczasie kibice wrócili na stadiony, byłoby smutno celebrować sukces przy pustych trybunach - dodaje Nowak.

 

Pod jego słowami o "sile całości", a nie poszczególnych jednostek, podpisze się każdy z piłkarzy Podbeskidzia. - Dominowaliśmy praktycznie w każdym spotkaniu, na palcach jednej ręki można wyliczyć momenty, w których oddaliśmy komuś inicjatywę. To były tylko chwile. Nigdy się nie cofaliśmy, napieraliśmy na rywala. Od początku przyświecał nam jasny cel i ku niemu dążyliśmy z pokorą - przyznaje Karol Danielak, najskuteczniejszy piłkarz ekipy spod Klimczoka. Z Odrą skrzydłowy zdobył 13. bramkę w sezonie.

 

- Każdy z nas dołożył mniejszą lub większą cegiełkę do tego awansu. Także Konrad Sieracki, który w tej rundzie nie mógł grać z powodu kontuzji. Jestem świadom, że rozegrałem dobry i równy sezon, co mnie bardzo cieszy, ale na sukces zapracowaliśmy wszyscy - podstawowa jedenastka, rezerwowi - podkreśla.

 

Danielak nie kryje swoich emocji: - One jeszcze długo nie opadną, na pewno nie przez najbliższe dwa tygodnie! Musieliśmy przypieczętować awans z Odrą, im na później byśmy to odkładali, tym tylko większy stres wkradłby się w nasze szeregi. Co tam u nas w szatni nie leciało... Nie skromnie powiem, że to ja jestem głównym DJ-em drużyny. Tak jak i teraz, tak przez cały sezon w szatni królowały kawałki disco-polo, głównie "Ona by tak chciała". Tytuł piosenki adekwatny do sytuacji. Jestem dumny z drużyny, że zrobiliśmy, co powinniśmy. Było wiele artykułów, w których pisano już o nas jak o zespole ekstraklasowym, na szczęście nie ulegliśmy tej presji i wykonaliśmy zadanie jak należy. Wytrzymaliśmy ciśnienie, uporaliśmy się z presją faworyta. W tej rundzie nie przegraliśmy nawet meczu! Bielsko długo nie zaśnie. Po ostatnim meczu rozpocznie się oficjalne świętowanie, zapraszam wszystkich do Bielska!

 

Bielsko-Biała - miasto tyleż urodziwe, co niezbyt gościnne dla drużyn przyjezdnych, o co "zadbali" piłkarze Podbeskidzia, którzy na własnym obiekcie mają bilans: 13-2-1. Na uwagę zwraca aż sześć spotkań, w których zaaplikowali rywalom cztery gole - Stali Mielec, Radomiakowi Radom, Zagłębiu Sosnowiec, GKS-owi Bełchatów, Wigrom Suwałki oraz Odrze. Nie ma drugiej tak skutecznej drużyny w Fortuna 1 Lidze, jeśli chodzi o domowe występy (42 gole).

 

Łukasz Sierpina mógł się przekonać co to znaczy oglądanie popisów "Górali" z perspektywy kibica. - Szkoda, że mnie z gry wyeliminował uraz. Dlatego jestem bardzo wdzięczny chłopaków, że zrobili to beze mnie. Nie lubię siedzieć na trybunach, więc mocno się denerwowałem. Po każdym golu cieszyłem się jakbym był na boisku. A ten sukces to pochodna naszej postawy w całym sezonie. W każdym meczu staraliśmy się grać atakiem pozycyjnym, to my dyktowaliśmy warunki gry. Stworzyliśmy drużynę, która była ze sobą razem od początku do końca. Ta drużyna miała góralski charakter. Nawet jak traciliśmy punkty to na murawie zostawialiśmy zdrowie. Nie odkładaliśmy nogi, kibice zapamiętają nas właśnie z tego powodu. Myślę, że cieszyć się będziemy do końca sezonu, nie zapominając, że zostały nam do rozegrania dwie kolejki - komentuje kapitan bielszczan, strzelec sześciu goli i autor sześciu asyst.

 

Podbeskidzie jest pierwszym zespołem szczebla centralnego, który awans zapewnił sobie po przerwie pandemicznej. Wydarzenie bez precedensu i historyczne. - Możemy żałować tylko, że liczba widzów na trybunach była mocno ograniczona, co nie zmienia faktu, że doping był świetny! - cieszy się Sierpina.

 

Danielak, Nowak, Sierpina i reszta ekipy po końcowym gwiazdku wykonała rundki honorowe, paradując przed kibicami w okolicznościowych koszulkach z napisem: "Ekstraklasa znowu nasza". Bielsko-Biała czekała cztery lata, aby móc ponownie emocjonować się spotkaniami w najwyższej klasie rozgrywkowej. - Gratuluję całemu sztabowi szkoleniowemu, ludziom związanym z klubem i moim piłkarzom za to, że drugi raz w historii klubu wywalczyliśmy awans. Myślę, że zrobiliśmy to w dobrym stylu, unieśliśmy duży ciężar. Co do samego spotkania z Odrą: prowadziliśmy 4:1 i zamiast dobić przeciwnika w końcówce wdarła się niepotrzebna nerwówka. Odra walczy o swoje, podjęła ryzyko, a my się rozluźniliśmy. Ale mamy to, co chcieliśmy. Nasza ciężka praca została wynagrodzona - starał się nie okazywać zbytniej euforii trener Brede, bo dla niego awans nie oznacza końca ciężkiej pracy, tylko początek nowej - przygotowań na wyzwania ekstraklasy.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku