Damian Sędziak znów w Chrobrym. Teraz jednak w innej roli...

2020-02-06
Życie napisało za Damiana Sędziaka własny scenariusz. Problemy zdrowotne przerwały mu karierę przed czasem, ale z szatnią, z boiskiem nie rozstaje się. Wraca do Chrobrego Głogów, gdzie zastąpi kierownika drużyny Stanisława Kołtowskiego.

- Zostawiam sobie otwartą furtkę na grę w klubach amatorskich. Z profesjonalną piłką na pewno już skończyłem - przekonuje Damian Sędziak. Stop zawodowej grze w piłkę mówi w wieku 31 lat. Przy dobrych wiatrach mógłby jeszcze śmiało pograć kilka kolejnych lat. Ale nie chciał się szarpać z własnym organizmem. To on podjął za niego decyzję.

 

- W niższych ligach dbanie o zawodników nie jest na takim poziomie jak w najwyższej lidze. Szkoda dokładać do interesu. Musiałbym wydawać pół wypłaty, a nawet całą, na leczenie, żeby być w pełnej gotowości na trening. A chyba nie o to w piłce chodzi? - retorycznie pyta Sędziak, który nie opuszcza definitywnie szatni. Nadal będzie blisko kolegów, bo został ich kierownikiem.

 

- Codziennie siedzę w klubie, próbuję poukładać sobie wszystkie sprawy. Aby miało to ręce i nogi. By moja praca była spójna. Zbieram kontakty, numery telefonów. To będzie mi najbardziej potrzebne jako kierownikowi. Muszę wiedzieć, kiedy do kogo dzwonić i w jakiej sprawie - podkreśla.

 

Bycie kierownikiem wiąże się z dobrą organizacją pracy. To najważniejsza kompetencja, jaką powinien posiadać kierownik. - Dlatego muszę dobrze żyć z drużyną. Wiedzieć, czego potrzebują piłkarze. Przez to, że grałem w piłkę, byłem z tymi chłopakami w szatni, jest mi łatwiej. Będą chciał im pomóc. Chcę, żeby wiedzieli, że zawsze mogą na mnie liczyć - wyjaśnia Sędziak. 

 

Łatwiej, ale i trudniej. W nowej roli będzie się bowiem mierzył z legendą pana Stanisława Kołtowskiego. Stanisław Kołtowski pracował w Chrobrym 20 lat. Przez 17 lat sprawował funkcję kierownika. - Kiedy zobaczyłem, że pan Stanisław zrezygnował, zadzwoniłem najpierw do niego, pytając o szczegóły odejścia. Zapytałem, czy nie byłby zły, gdybym ja zgłosił swoją gotowość do pełnienia funkcji po nim. Nie miał nic przeciwko, wykonałem więc telefon do prezesa i dyrektora sportowego. Zapytałem, czy byliby zainteresowani. Skoro odzew był pozytywny to rozwiązałem umowę z Mieszkiem i wróciłem do Głogowa. Żona i dzieci są w Gnieźnie, musimy przez chwilę pożyć na odległość - mówi 31-latek.

 

- Z panem Stasiem zawsze dobrze żyłem. Tak się składa, że mam chorobę lokomocyjną, więc podczas wyjazdów na mecze siedziałem z przodu, często obok niego. Podpatrywałem jak pracuje. Spędzałem tak wiele godzin, bo przecież podróżowaliśmy do Suwałk, Olsztyna. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami. Stwierdziłem, że fajnie byłoby go kiedyś zastąpić. Myślałem jednak, że ktoś taki jest nie do wyjęcia z klubu. Nie wyobrażałem sobie, że kiedyś stanie się to faktem - dodaje.

 

Jako piłkarz występował w Chrobrym od 2012 roku do 2019 roku. W pewien sposób zapisał się w najnowszej historii klubu. 142 spotkania, 19 bramek, awans na pierwszoligowy szczebel. W ostatnim swoim sezonie w barwach tej drużyny wystąpił w dziesięciu spotkaniach, licząc ligę oraz Puchar Polski. W klubie z Dolnego Śląska uważa się go za jednego z bardziej rozpoznawalnych zawodników. - Bez przesady. Są osoby, które były w Chrobrym długo przede mną. Choćby Michał Michalec. W tym roku mija 10 lat jak gra tutaj. I jest wiodącą postacią zespołu, zdarzyło mu się nosić opaskę kapitana - zauważa Sędziak. 

 

- W Chrobrym zawsze dobrze się czułem, stąd decyzja o powrocie. Może nie mam też porównania, bo w innych klubach, w których byłem, bywały większe lub mniejsze zgrzyty. Skoro jednak trafia się w pasujące środowisko to po co coś zmieniać? - zaznacza. 

 

Piłkarska przygoda Damiana Sędziaka trwałby dłużej, gdyby nie przeciwności losu. - Dwie poważne kontuzje i mnóstwo mniejszych urazów stopowały moją karierę. Gdy już myślałem, że łapię pana Boga za nogi, dostanę nie wiadomo jakie kontrakty, stało się inaczej. Ostatecznie nie wybiłem się wyżej niż 1 liga. Wiadomo jak to jest z więzadłami krzyżowymi - pół roku przerwy to absolutne minimum. Całe szczęście, że w tym trudnym momencie, Chrobry, mając na uwadze mój staż w klubie, podjął decyzję o przedłużeniu umowy, żebym mógł w spokoju leczyć kontuzje. Osiem miesięcy później wróciłem na boisko, po trzech kolejnych kontuzja się odnowiła. I był wielki znak zapytania co dalej. Na szczęście miałem ważny kontrakt, bo wcześniej podpisaliśmy umowę na dwa lata. A łącząc obie kontuzje, wyszło półtora roku przerwy... - przypomina. 

 

Obie te kontuzje doznał w trakcie meczu. Pierwsza miała miejsce na Stali Mielec [7. kolejka sezonu 2016/17]. Druga przytrafiła się na Bytovii [ten sam sezon]. - W pierwszej sytuacji słabo wszedłem w mecz. Podostrzyłem, wdałem się w walkę bark w bark z większym od siebie obrońcą. Noga nie wytrzymała obciążenia, nacisku rosłego obrońcy. Od razu to poczułem, bo się zgięła w kolanie. Drugi raz - przy kontakcie z przeciwnikiem przyjąłem piłkę z obrotem. Noga się wykręciła. Ten sam mechanizm, co wcześniej. Poczułem identyczny ból i strzyk. Widocznie przeszczep był za słaby - diagnozuje przyczynę swoich problemów Sędziak. 

 

- Na boisku znów się pojawiłem w sezonie 2018/19. Ówczesny trener Chrobrego Grzegorz Niciński powierzył mi nawet rolę kapitana. Zagrałem super mecz w Chojnicach, gdzie strzeliłem gola. Wszyscy się cieszyli, byłem uradowany. No i po Chojniczance naderwałem mięsień dwugłowy. To był gwóźdź do trumny. Wypadłem na kilka kolejek. Klub stwierdził, że nie może w nieskończoność przedłużać ze mną kontraktu. Wcale się im nie dziwię. Sam z sobą nie przedłużyłbym umowy - deklaruje.

 

- Żal do losu? Pewnie, że tak. Byłby jednak niesprawiedliwy zrzucając całą winę tylko na to. Dziś od małego wbija się do głów piłkarzom, że mają dbać o prawidłową dietę, muszą się mocno kontrolować, rozciągać. To ma potem wpływ na karierę - podsumowuje Sędziak. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku