Bramka i asysta Bartosza Szeligi o wyjątkowym znaczeniu

2020-09-18
Bartosz Szeliga nie zaczynał sezonu jako podstawowy piłkarz GKS-u Tychy. Swoją szansę dostał przeciwko Sandecji Nowy Sącz i poprowadził drużynę do wygranej. Poprowadził, gdyż miał udział przy obu bramkach. A wszystko to obserwował z trybun mały synek zawodnika.

Jak pojawić się w wyjściowej jedenastce zespołu to w takim stylu, jak Szeliga. 27-latek mecz przeciwko "Sączersom" niewątpliwie długo będzie pamiętał. - Cieszę się szczególnie, że akurat z Sandecją udało mi się strzelić gola i zaliczyć asystę. To był szczególny rywal dla mnie. W Sandecji stawiałem pierwsze kroki w piłce, w niej wszystko się zaczęło. Radość była więc podwójna. Tak się składa, że na to spotkanie wybrała się żona z naszym dziewięciomiesięcznym synkiem. Miałem więc dodatkową motywację, czułem jeszcze większe spełnienie z tego, co robię. Jego obecność na trybunach to dla mnie duża sprawa. Siedzi, obserwuje, wie, że jest na stadionie. Byli już wcześniej na stadionie. Powoli się oswaja z atmosferą meczu. Ja rzecz jasna nic mu narzucać nie będę, o swoim życiu zadecyduje sam - zaznacza Szeliga.

 

Starcie z byłym klubem, wsparcie rodziny - to główne przyczyny, dla których 27-letni zawodnik GKS-u zapisze na trwale w pamięci datę 12. września 2020 roku. Jest też aspekt zdrowotny. W ostatnich miesiącach więcej nie grał niż grał.

 

- W grudniu tamtego roku doznałem urazu kolana. Poddałem się operacji w klinice w Łodzi. Operacja przebiegła bez większych komplikacji, jednak potrzebowałem kilku miesięcy, żeby dojść do siebie. Akurat wtedy wybuchła pandemia, miałem dzięki temu więcej czasu na odbudowanie formy. W ferworze tych przygotowań i walki o powrót, kiedy zacząłem trenować z drużyną, nabawiłem się kolejnej kontuzji, tym razem mięśniowej. To efekt przeciążenia. Chcąc przyśpieszyć czas powrotu, wkładamy w treningi duże zaangażowanie, przez co wychodzą różne urazy. Na szczęście mam to już za sobą. Ostatnio dużo pracuję nad swoim ciałem, żeby unikać kontuzji, których dość sporo już mi się przytrafiło. Oby to był koniec - mówi Szeliga.

 

M.in. z powodu problemów ze zdrowiem wystąpił w minionym sezonie w 19 spotkaniach. - Po pandemii zagrałem ze Stalą Mielec, przegraliśmy 2:4. Trenerzy postawili na inne rozwiązanie, drużyna zaskoczyła, spokojnie czekałem więc na swoją szansę. Od pierwszych minut wystąpiłem z GKS-em Bełchatów i sezon się skończył - podkreśla.

 

Ze względu na urazy także w poprzednim zespole, Bruk-Bet Termalice Nieciecza grywał nieregularnie. Teraz ma 27 lat, a to najlepszy moment, bo i optymalny wiek dla zawodnika, żeby ustabilizować formę na równym, wysokim poziomie.

 

- Jeśli będę zdrowy i będę grał regularnie, to jestem spokojny o swoją dyspozycję. Wiem jakim piłkarzem jestem, mam świadomość swoich umiejętności. Jedyne, czego potrzebuję to stabilizacji. Nie ma nic lepszego niż gra co tydzień i cieszenie się każdym meczem - sugeruje.

 

Szeliga to ofensywnie usposobiony boczny obrońca. Ma ciąg na bramkę, co nie wzięło się znikąd. - W Piaście [sezony 2012/13 - 2016/17] długo byłem bocznym pomocnikiem, tak tam zaczynałem. Potem pełniłem rolę wahadłowego. Jeszcze później trener Latal ustawiał mnie jako fałszywą "dziewiątkę". Miałem dzięki temu bliżej do bramki, choć paradoksalnie więcej goli strzelałem, gdy występowałem na skrzydle. Dziś pozycje skrzydłowy i boczny obrońca są do siebie podobne. Reasumując, jak na obrońcę jestem skuteczny - śmieje się piłkarz GKS-u Tychy.

 

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku