Blisko rok bez futbolu. Daniel Tanżyna wraca do gry

2023-01-18
Z pewnością ubiegły rok w życiu Daniela Tanżyny mógłby posłużyć jako scenariusz na niezły film. Problemy zdrowotne, operacja, zmiana barw klubowych, a co za tym idzie nowe nadzieje. Potem kolejne pasmo niekończących się wizyt u lekarzy. W końcu jednak 33-letni Daniel Tanżyna wraca do sił, rozgrywa pierwsze sparingi w barwach katowickiej GieKSy i liczy na oficjalny debiut w drużynie Rafała Góraka.

Tanżyna do Katowic przychodził z wielkimi nadziejami. Wiosnę ubiegłego sezonu w Widzewie miał nieudaną. Zagrał tylko w dwóch ligowych spotkaniach, a na początku marca przeszedł operację pleców. Zmiana klubu miała być dla niego nowym otwarciem, a dla zespołu z Bukowej solidnym wzmocnieniem defensywy. – Szkoleniowcy i działacze w rozmowach byli bardzo konkretni. Trener Rafał Górak pokazał mi cały plan na nowy sezon. Usłyszałem, że będzie budowana mocna kadra. Trener namówił mnie bardzo szybko, chcę pomóc klubowi. Zawsze dobrze mi się grało przy Bukowej, teraz mam nadzieję, że będzie podobnie. GieKSa jest mi dobrze znana, bardzo wielu chłopaków z szatni kojarzę, bo nieraz rywalizowaliśmy – mówił latem, tuż po podpisaniu dwuletniej umowy.

 

Doświadczony defensor miał wówczas za sobą operację, która wykluczyła go niemal całkowicie z gry i z treningów w rundzie wiosennej. W momencie zmiany klubu był jednak gotowy do gry i nowych wyzwań. Świadczy o tym chociażby fakt, że w barwach katowickiego klubu zaliczył dwa sparingi. Rozpoczął również okres przygotowawczy z kolegami i z dużymi nadziejami czekał na start sezonu. – Jestem 3,5 miesiąca po operacji, z moim zdrowiem jest coraz lepiej. Normalnie trenuję, mam nadzieję, że będę gotowy na pierwszy mecz ligowy – mówił po przyjeździe do Katowic.

 

Na dwóch meczach sparingowych się jednak skończyło. Problemy ze zdrowiem wróciły ze zdwojoną siłą. Ból pleców dawał się we znaki nie tylko w trakcie jakiegokolwiek wysiłku, ale także podczas zwykłych, codziennych zajęć. – W sierpniu przeszły mi przez głowę czarne myśli, że może już nic z tego nie będzie. Trafiłem do nowego klubu, byłem nakręcony, chciałem grać, a tu znowu ten sam uraz. Zastanawiałem się, czy jeszcze wrócę do gry. Mnie ten ból właściwie towarzyszył bardzo długo, z dwutygodniową letnią przerwą, gdy wróciłem do treningów, sparingów – opowiadał w ostatnich dniach na łamach katowickiego „Sportu”.

Jak przyznaje sam zawodnik, najgorszy w całej sytuacji był brak jednoznacznej diagnozy. W pewnym momencie powrót do zdrowia, do normalnego życia stał się priorytetem. Profesjonalna piłka odeszła zdecydowanie na bok. Wielu lekarzy jednak w tej sytuacji było bezsilnych. Wcześniej doświadczony obrońca przeszedł jedną operację, teraz istniało ryzyko drugiej. Lekarze nalegali na ponowne wycięcie wypukliny, diagnozując właśnie ją jako główny problem. – To był skutek, a nie przyczyna – przyznaje teraz zawodnik.

 

O powrocie Tanżyny do pełni zdrowia zadecydował w pewnym stopniu... Fortuna Puchar Polski, a właściwie ślepy los. To on sprawił, że katowiczanie w pierwszej rundzie PP zmierzyli się z rezerwami Pogoni Szczecin. Przy tej okazji doświadczony defensor skontaktował się z dawnym kolegą z boiska Bartoszem Ławą. Właśnie tak Tanżyna trafił do Michała Żółkiewicza, osteopaty ze Szczecina. – W Katowicach dostałem zgodę na konsultację w Szczecinie, tak trafiłem na lekarza, który ostatecznie postawił mnie na nogi. Gdyby nie to losowanie w Pucharze Polski, to nie wiem, co by było – przyznaje defensor na łamach „Sportu”.

 

Wizyty w Szczecinie odwróciły właściwie niemal wszystko. Problemem – jak się okazało – nie był cały dysk, a tylko jeden krąg. Z tego powstawała wypuklina. W Szczecinie postawiono również na zupełnie inne metody. Już nie było mowy o operacji. Przede wszystkim terapia, z czasem siłownia, salka rehabilitacyjna, później jeszcze bieganie. – Najpierw pół godziny, potem 45 minut, godzina. Był mocny reżim, ale nie było innej drogi – dodaje piłkarz, który ma za sobą bardzo trudny okres. Jesienią, gdy drużyna z Bukowej walczyła o ligowe punkty, Tanżyna mógł się jedynie przyglądać rywalizacji z boku. Nie było nawet najmniejszych szans na to, by uczestniczyć w treningach. – Dla mojej psychiki, mentalności, to był zdecydowanie najtrudniejszy okres w życiu. Poradziłem sobie jednak z tymi trudnymi chwilami. Wiem również, że takie problemy i chwile zwątpienia człowieka hartują. Dzisiaj jestem jeszcze mocniejszy po tych wszystkich trudnych miesiącach – przyznaje defensor, który po raz ostatni w meczu o punkty zagrał na początku marca.

 

Tanżyna do treningów wrócił w listopadzie. Początkowo były to delikatne zajęcia, teraz jednak jest już w pełnym treningu, wraz z pozostałymi kolegami. – Od połowy listopada jest już lepiej. Zacząłem trenować z zespołem. Cały grudzień przetrenowałem, teraz jest podobnie. Z dnia na dzień czuję się coraz lepiej, czas działa na moją korzyść. Mam nadzieję, że nadal tak będzie – mówi pochodzący z Wodzisławia Śląskiego obrońca.

 

W zimowych sparingach jest również stopniowo wdrażany do gry. Z Koroną Kielce zagrał kwadrans, ze Skrą Częstochowa – pół godziny, z Odrą Opole – 45 minut. To jeszcze nie jest ten sam zawodnik, którego pamiętają kibice sprzed kilkunastu miesięcy, ale z każdym spotkaniem wracają boiskowe nawyki oraz pewność siebie. – Skupiam się na tym, by jak najlepiej się przygotować fizycznie do gry na wiosnę. Piłkarsko sobie poradzę. Wierzę, że będę gotowy już na pierwszy mecz – dodaje środkowy obrońca GKS Katowice.

 

Tanżyna w ustawieniu z trójką środkowych obrońców, a taki system preferuje w Katowicach trener Górak, ostatnio najczęściej grywał jako półlewy stoper. Równie dobrze sobie jednak radzi po przeciwnej stronie defensywy czy też jako centralny stoper. Uniwersalność nie sprawia jednak, że o grę w podstawowym składzie katowiczan będzie miał łatwiej. Arkadiusz Jędrych, Bartosz Jaroszek, Grzegorz Janiszewski czy też Michał Kołodziejski jesienią spisywali się co najmniej poprawnie. Podopieczni trenera Góraka stracili w pierwszej rundzie zaledwie osiemnaście goli, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze, a trzeba pamiętać, że aż pięć bramek z tego dorobku zaaplikował katowiczanom lider z Łodzi. – Cała drużyna spisywała się jesienią dobrze w defensywie. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo o grę w podstawowym składzie, ale podejmuję rękawicę. Chcę udowodnić, że jestem w stanie wywalczyć sobie miejsce w wyjściowej jedenastce – mówi najstarszy piłkarz w obecnej kadrze GKS Katowice.

 

Tanżyna nie stawia jednak wszystkiego na jedną kartę. Ustalił nawet z władzami klubu, że jeśli uraz pleców wróci, to po sezonie nie będzie robił problemów z rozwiązaniem kontraktu ważnego do 30 czerwca 2024. Dzisiaj jednak takiego scenariusza na poważnie nie bierze pod uwagę. Otwiera nowy rozdział. Ponad pół roku po transferze do Katowic myśli o debiucie w barwach GieKSy.

 

 

 



Autor: Tadeusz Danisz / PZPN, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku