Arka - Chrobry, czyli sentymentalna podróż Ireneusza Mamrota

2020-12-11
179 meczów, 72 zwycięstwa, 47 remisów i 60 porażek - to bilans w Chrobrym trenera Ireneusza Mamrota. W najbliższej kolejce pierwszy raz po odejściu z Głogowa zmierzy się ze swoim byłym klubem. W sobotę jego Arka zagra przeciwko drużynie, w której 49-letni szkoleniowiec spędził blisko siedem lat.

Mamrot chętnie wraca do chwil, kiedy pracował jako trener Chrobrego. - Nie będę owijał w bawełnę, mówiąc że to mecz nieszczególny dla mnie, skoro spędziłem w Chrobrym sześć i pół roku. To była moja pierwsza praca trenera na poziomie profesjonalnym. Tam wszystko się zaczęło. Z drugiej strony, trochę czasu już minęło, odkąd stamtąd odszedłem. Co by jednak nie mówić, wielki szacunek do tego klubu zawsze będę miał duży. Na myśl o Chrobrym czuję sentyment - mówi.

 

Pracujący obecnie w Arce Gdynia szkoleniowiec zrobił wiele dobrego dla klubu z Głogowa. Zapracował tam na uznanie. Ze względu na staż pracy w Chrobrym nazywano go nawet głogowskim Alexem Fergusonem. - Były trudne momenty, ale więcej doświadczyłem dobrych momentów. Zrobiliśmy razem dwa awanse. Chrobry po wielu latach wrócił na poziom 1 ligi. Dziś są tam dużo większe możliwości finansowe. W porównaniu z moimi czasami, skala nie do porównania. Cieszę się, że Chrobry tak się rozwinął - dodaje.

 

Z trenerem Mamrotem u sterów głogowianie zajęli 6. miejsce w 1 lidze w sezonie 2015/16, co jest najlepszym wynikiem klubu w historii jego występów na tym poziomie rozgrywkowym. Nic dziwnego, że kiedy później odchodził z Głogowa (przejęła go Jagiellonia Białystok), zostawił po sobie świetne wrażenie. - Duży szacunek dla trenera, że potrafił tak długo wysiedzieć na tym stanowisku w Chrobrym. Wiem, że byłby witany tutaj z otwartymi ramionami. Do Chrobrego przychodziłem już za kadencji trenera Grzegorza Nicińskiego. Minęliśmy się. Nie wiem, czy kiedyś nasze drogi się skrzyżują. Wiem natomiast, że chciałbym z kimś takim współpracować w przyszłości - przekonuje obrońca ekipy z Głogowa Przemysław Stolc.

 

Zanim o Stolcu, który także jest łącznikiem w najnowszej historii Arki i Chrobrego, warto zwrócić uwagę na to, że następcy Ireneusza Mamrota mogli liczyć na komfort pracy w Głogowie. Niciński prowadził głogowian dwa lata. Ivan Djurdjević odpowiada za wyniki tej drużyny drugi sezon. Przetrwał sztorm w poprzednich rozgrywkach, teraz może nadawać odpowiednie DNA Chrobremu. Mamrot zgadza się z tym, że w Chrobrym panuje dobry klimat dla trenerów.

 

- I widać, że Chrobry jako klub źle na tym nie wychodzi. Stali się solidnym pierwszoligowcem, być może kiedyś będą jeszcze lepsi. Do tej pory każdy z zatrudnianych w Chrobrym trenerów realizował cele. Grzesiu Niciński kontynuował dobrą passę, obecnie robi to Ivan Djurdjević. To pokazuje, że wystarczy zachować spokój, nie trzeba robić ciągłych zmian, by klub się rozwijał. Kluczem jest danie trenerowi szansy i możliwości przetrwania trudnego okresu, czego doświadczył w poprzednim sezonie i na początku tego trener Djurdjević. Mimo że zmieniali się zarządcy Chrobrego, to nie zmieniła się ich cierpliwość do trenerów - zaznacza szkoleniowiec Arki.

 

W obecnej kadrze głogowskiego zespołu ostało się czterech zawodników, których 49-latek miał w swoim Chrobrym. To Damian Kowalczyk, Mateusz Machaj, Michał Ilków-Gołąb oraz Michał Michalec. - Machaj potrzebował stabilizacji, dostał u nas wsparcie, chwaliłem sobie współpracę z nim. Był w Lechu w młodym wieku, mało grał, wrócił do Głogowa. Pomógł nam w awansie do 2 ligi, był naszym najlepszym strzelcem [16 goli], po czym odszedł do Lechii Gdańsk. Po Lechii był Śląsk. A po Śląsku ponownie Chrobry, w którym miał dobry okres, co poskutkowało transferem do Jagiellonii - przypomina Mamrot.

 

W sezonie 2017/18 Machaj został królem strzelców 1 ligi. W następnym sezonie wylądował w Białymstoku, gdzie sprowadził piłkarza sam Mamrot. Pomocnik w stolicy Podlasia nie potrafił rozwinąć skrzydeł. Wiosną 2019 roku kolejny raz grał w Chrobrym. Dzięki temu Machaj i Mamrot spotkają się w sobotę w Gdyni.

 

Teraz Stolc. 26-letni obrońca urodził się w Gdyni, piłkarsko dojrzewał w Arce. Właśnie rozgrywa czwarty sezon jako zawodnik Chrobrego. W przeszłości reprezentował żółto-niebieskich na poziomie ekstraklasy i 1 ligi. Przeszłość w Arce mieli także jego koledzy z drużyny - Maksymilian Banaszewski (rozgrywki 2018/19) oraz Paweł Oleksy (2013/14).

 

- Jak podchodzę do sobotniego meczu? Na spokojnie, choć oczywiście serce mocniej zabije. Nasze, czyli Maksa, Pawła i moje losy w Arce różnie się układały. Nie chcemy jednak nakładać sobie dodatkowej presji przed sobotą. Już raz grałem przeciwko Arce w Gdyni - w Pucharze Polski - i szatni nie pomyliłem. Znam każdy pokój na tym stadionie, każdy kąt. Szkoda, że mecz odbędzie się bez kibiców. Miło byłoby zobaczyć fanów Arki na trybunach. Oni zawsze są za z zespołem od początku do końca - zaznacza Stolc.

 

W przeciwną stroną niż Przemysław Stolc powędrował przed obecnymi rozgrywkami Szymon Drewniak. - Dla Szymona sobotni mecz na pewno będzie większym przeżyciem. Banaszewski? Myślę, że nie do końca jest zadowolony ze swojej gry w Arce. Ale też przypuszczam, że nie będzie demonizował tego pojedynku. W dzisiejszych czasach zmiany klubów są na porządku dziennym. Takich meczów z podtekstem nikt nie uniknie - zaznacza trener Arki.

 

Wspólnym mianownikiem, jeśli chodzi o Arkę i Chrobrego jest również osoba Grzegorza Nicińskiego. Niciński to piłkarska legenda gdynian. W latach 2017-19 prowadził zespół z Głogowa. - Rzeczywiście, w ostatnich latach na linii Arka - Chrobry sporo się dzieje - zwraca uwagę Stolc. Dla niego, Ireneusza Mamrota, Szymona Drewniaka, Maksymiliana Banaszewskiego, Pawła Oleksego, rywalizacja Arki z Chrobrym to zatem coś więcej niż zwykłe ligowe granie, choć punktów do zdobycia maksymalnie trzy. 

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku