1 Liga View: Patryk Rachwał - bełchatowski "Rambo" w nowej roli. Jaki piłkarz, taki trener?

2020-05-14
Jeszcze w 2 lidze, kiedy GKS Bełchatów walczył o awans, Patryka Rachwała można było od czasu do czasu zobaczyć na boisku. Teraz jest to niemożliwe. Można za to zobaczyć go w bliskim otoczeniu trenera Artura Derbina, bo jest drugim trenerem w zespole "Brunatnych".

- Już się przyzwyczaiłem do nowej roli. Największą barierą stanowiło dla mnie zwracanie uwagi, wydawanie poleceń kolegom, z którymi niedawno dzieliłem szatnię jako piłkarz. Może nie był to problem, ale pewien rodzaj dyskomfortu - mówi Patryk Rachwał, który w czerwcu 2019 roku po awansie bełchatowian do Fortuna 1 Ligi został włączony do sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny.

 

- Gdy grałem w GKS-ie w ekstraklasie ruszał kurs łączony UEFA B plus UEFA A dla obecnych lub byłych zawodników z określoną liczbą spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej lub w reprezentacji. Postanowiłem skorzystać z tej opcji, ponieważ chciałem w przyszłości zostać w piłce, która jest całym moim życiem. W ostatnim sezonie nie grałem za wiele, za to trener Artur Derbin bardzo chciał mnie w swoim sztabie, a że nie było przeciwwskazań, bo miałem stosowne uprawnienia, to zostałem drugim trenerem GKS-u - dodaje. 

 

- Stojąc po drugiej stronie szatni, inaczej widzisz tę pracę niż jak patrzyłeś na nią przez pryzmat piłkarza. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dostrzegasz inne aspekty, masz inne spojrzenie na kwestie piłkarskie. Podoba mi się gra wysokim pressingiem i granie w piłkę. Trzeba jednak pamiętać, że taktykę i style trzeba dopasowywać do zawodników jakich masz w kadrze. Barcelona nie grałaby tak bez odpowiednich wykonawców - przyznaje Rachwał. 

 

Były już zawodnik jest na początku trenerskiej drogi. I zauważa, że ta praca wymaga wielu zdolności. - Piłka bardzo się zmienia. Bardzo dużą rolę w piłce zaczyna odgrywać psychologia, mentalność. Większość młodych zawodników, nawet tych z akademii, jest świadomych co zrobić, żeby osiągnąć cel. Kiedyś nie mówiło się, że ktoś nie radzi sobie z presją, aby skorzystał z porad psychologa, czy dietetyka. Dziś sztaby są rozbudowane. Liverpool zatrudnił trenerów od stałych fragmentów gry, od wyrzutów z autów. Futbol stał się tak dynamiczny, że zaczynają liczyć się tu detale, drobne szczegóły, co dotyczy najwyższego poziomie, gdzie różnice między drużynami są niewielkie. Ja wszystkiego się dopiero uczę - tłumaczy drugi trener beniaminka Fortuna 1 Ligi.

 

Pierwszy raz z seniorami Rachwał zagrał, mając 17 lat. W meczu 29. kolejki ekstraklasy sezonu 1997/98 pomiędzy Górnikiem Zabrze, a Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski zmienił na boisku Arkadiusza Kampkę. Szybko wyjechał z Polski do Niemiec. Kiedy wrócił, przywdział barwy Widzewa Łódź. Następne przystanki w jego karierze to Wisła Płock, GKS Bełchatów, Polonia Warszawa, Zagłębie Lubin i znów GKS z Bełchatowa.

 

- Z racji tego, że większość czasu i kariery spędziłem w Bełchatowie, ludzie kojarzą mnie z GKS-em. Ale to z Wisłą Płock osiągnąłem największe sukcesy. Mieliśmy bardzo ciekawy zespół z aktualnymi i przyszłymi reprezentantami Polski. W pierwszym moim roku tam graliśmy w pucharach, bo Wisła zajęła na koniec sezonu 4. miejsce. Potem zdobyliśmy Puchar Polski, Superpuchar. To była naprawdę mocna ekipa. Do Bełchatowa wróciłem po wicemistrzowie Polski. Miałem okazję zagrać z GKS-em w europejskich pucharach. Trafiłem na mega zespół. Wiem na czym polega świetna atmosfera w szatni. To były fantastyczne czasy! - przyznaje Rachwał.

 

W Wiśle jego kolegami byli m.in. Sławomir Peszko, czy Ireneusz Jeleń. W GKS-ie spotkał choćby Łukasza Gargułę. - Mało tego Darek Pietrasiak, Tomek Jarzębowski, Paweł Strąk, Dawid Nowak - wylicza. - Nie chcę nikogo pominąć, bo ekipa była super. 

 

- Czy czuję się spełniony w roli piłkarza? - zastanawia się. - W życiu niczego nie żałuję. Zawsze starałem się grać na sto procent i poświęcać się na treningach. Udało mi się zadebiutować w kadrze. Brakuje jedynie mistrzostwa Polski - odpowiada. 

 

Z boiska został zapamiętany jako solidny piłkarz, prezentujący równy poziom. Taki walczak. Ale nie z tego powodu dostał ksywkę "Rambo". - W szatni GKS-u siedzący obok mnie Janek Dziedzic patrzy na mnie i wypala: "Patryk, ty wyglądasz jak John Rambo!" Miałem wtedy długie włosy, nosiłem opaskę na głowie, skojarzenie więc nasuwało się naturalnie. Szatnia zaczęła krzyczeć: "Johny, Johny". Śmiechu co nie miara. Fakt, lubiłem grać w kontakcie, jednak przez całą karierę dostałem tylko jedną czerwoną kartkę. Może nie byłem kulturalnym defensywnym pomocnikiem, bo należałem do zwolenników ostrej gry, tyle że nie brutalnej. To były inne czasy, szanowałem swoich przeciwników. Uwielbiałem walczyć naprzeciwko Radka Sobolewskiego, Łukasza Surmy. Nawet jak ktoś przyostrzył, to zaraz przybijaliśmy piątkę. Nie było płaczu, grało się dalej - opowiada. 

Zobacz również



1 liga na Facebooku