1 Liga View: Fedor Nazarov - w ciągłej drodze za Wigrami Suwałki

2020-04-08
Piłkarska Polska usłyszała o nim, gdy w maju 2019 roku samotnie pokonał trasę Suwałki - Częstochowa, by wspierać Wigry w walce o utrzymanie. Dostał nagrodę, bo suwalczanie wygrali 2:1, zachowując status pierwszoligowca. Dla Fedora Nazarova wyjazdy kibicowskie to sens życia.

Nazarov nie kibicowałby Wigrom, gdyby nie pewien fakt z przeszłości. - Pięć lat temu wyemigrowałem z Rosji do Polski. Pochodzę z Dubny, oddalonej 120 kilometrów od Moskwy. Przyjechałem do Suwałk do żony. Interesują mnie wyłącznie lokalne kluby. Nie było więc powodu, dlaczego miałbym szukać swojego klubu gdzie indziej niż w Suwałkach - tłumaczy.

 

Więź z Wigrami przerodziła się w chęć ciągłego podróżowania. To jego zdjęcie obiegło internet, kiedy rok temu wspierał swoją drużynę w Częstochowie. - Część trasy jechałem pociągiem, część BlaBlaCarem. Staram się, żeby podróże nie były takie same, zawsze coś wykombinuję - wyjaśnia.

 

W najciekawszą logistycznie wyprawę wybrał się na północ Polski. - Bytów. Pierwsze 60 kilometrów pokonałem samochodem. W Ełku wsiadłem w pociąg do Tczewa, stamtąd już blisko do Gdańska. Na ostatni odcinek, liczący 120 kilometrów, miałem cztery godziny czasu. Wyszło 10 kursów stopem. Najkrótszy dystans to 300 metrów. Kierowca zorientował się, że zapomniał kogoś zabrać po drodze i musiałem się przesiąść. Cała podróż trwała około ośmiu godzin. W Częstochowie byłem sześć, siedem godzin po opuszczeniu Suwałk. Nie wracałem tego samego dnia, zostałem tam u znajomych - opowiada kibic Wigier. 

 

Z wyliczeń Fedora Nazarova wynika, że Wigry strzelają średnio jednego gola na tysiąc przejechanych przez niego kilometrów. - Wyjazdów mam już na koncie 20. Ciekawe, bo nigdy nie byłem w Olsztynie, a to przecież nasz najbliższy mecz wyjazdowy. W tym sezonie częściej widziałem Wigry grające poza Suwałkami. Nie wybrałem się tylko do Legnicy. Żadnej ekstremalnej sytuacji na trasie nie przeżyłem. W kilku klubach zostałem naprawdę ciepło przyjęty, choćby w Bełchatowie, czy w Mielcu. Te wyprawy są moim sposobem na odpoczynek. Jeśli jestem w domu, a tym czasie Wigry grają na wyjeździe, nie czuję się z tym komfortowo - dodaje. 

 

Marzy mu się kiedyś rowerowa eskapada na mecz. - Tyle, że musiałbym przed tym poprawić swoją kondycję. Może kiedyś pójdę za przykładem kolegi, też kibica Wigier, który jazdę rowerem łączy ze szczytnym celem - zbiórką pieniędzy. Łukasz Jutkiewicz niedawno zorganizował charytatywną przejażdżkę do Łodzi, aby pomóc małej Lenie. Dystanse, które muszę pokonać za Wigrami są niczym w porównaniu z trasami, jakie przemierzałem w Rosji, kibicując Zenitowi St. Petersburg. Byłem w Sarańsku i Kazaniu. Kiedyś przejechałem 1500 kilometrów, żeby odwiedzić babcię. Tylko raz w życiu leciałem samolotem, tak to pociąg - przyznaje Nazarov. 

 

Tym, że często jeździ samotnie, byle tylko pojawić się na trybunie gości, ma swoją wymowę. - Zdarza się, że na mieście ktoś podchodzi, wyciąga rękę, wita się. Potem uświadamiam sobie, że to piłkarz Wigier. Znamy się, ale nie przyjaźnimy się. Żona często mnie wspiera w mojej pasji. Owszem, są dni, że jest zła, bo kolejny weekend jestem w podróży, ale bywa, że się cieszy, bo trochę od siebie odpoczniemy - mówi niespełna 30-letni fan. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku