1 Liga Stats: Podsumowanie jesieni

2021-12-13
Zakończyliśmy jesień w Fortuna 1 Lidze. Za nami ponad połowa sezonu, bo łącznie rozegranych zostało 178 spotkań, czyli 58% wszystkich zaplanowanych meczów.

Sprawdźmy zatem, jak pierwsza część sezonu 2021/2022 prezentuje się w liczbach. Zaczynając od statystyk najbardziej powierzchownych – 442 zdobyte tej jesieni bramki przekładają się na średnią 2.48 gola co mecz ligowy. Zdecydowaną większość bramek, bo niemalże 56%, zdobywały drużyny grające w roli gospodarzy. Najwięcej bramek na własnym obiekcie zdobył Widzew Łódź, który w dziesięciu spotkaniach zanotował 27 trafień. Łodzianie nie byli jednak najbardziej bramkostrzelną drużyną jesieni. Tytuł ten przypadł legnickiej Miedzi, która w dwudziestu spotkaniach zdobyła 36 goli, w tym aż 17 w meczach wyjazdowych, co również jest najlepszym wynikiem w całej lidze.

 

A skoro mowa o legniczanach, to warto również wspomnieć o tym, jak zespół ten zaprezentował się w defensywie. 15 straconych bramek w dwudziestu spotkaniach to najlepszy wynik w lidze. Jeśli jednak rozdzielić mecze na te rozegrane u siebie oraz na wyjeździe, na pierwsze miejsce wysuwają się inne zespoły. Najmniej goli w starciach domowych stracił Chrobry Głogów, którego defensywa została pokonana tylko jeden raz w dziewięciu meczach. Jedyną drużyną, która strzelała gola w Głogowie, była… częstochowska Skra, która wywiozła z Dolnego Śląska zwycięstwo. Jeśli zaś spojrzeć na mecze wyjazdowe, Miedź – obok ŁKS-u – faktycznie straciła najmniej bramek w całej rundzie. Jako lidera tej klasyfikacji trzeba jednak uznać Sandecję Nowy Sącz. Nowosądeczanie dali sobie strzelić o jednego gola więcej, kończąc rundę z dziewięcioma straconymi bramkami w spotkaniach wyjazdowych, jednak rozegrali oni dwa takie mecze więcej od rywali. Średnio Sandecja traciła 0.75 bramki na mecz, podczas, gdy średnia ta w przypadku łodzian i legniczan wynosi 0.8 gola co pojedynek wyjazdowy.

 

Jak statystyki trafień mają się do poprzednich sezonów? Średnia 2.48 bramki zdobytej na spotkanie jest o wiele lepsza od sytuacji z poprzedniego sezonu (2.32 gola na mecz), z drugiej strony daleko jej do rekordowej. W kampanii 2019/2020 strzelonych zostało aż 817 bramek, co przełożyło się na średnią 2.64 trafienia co mecz w pierwszej lidze. Liczymy zatem na to, że wiosną pierwszoligowcy uraczą nas gradem wspaniałych goli.

 

Pozostając w temacie zdobywanych bramek, 54.5% wszystkich meczów (czyli 97 spotkań) nie obfitowało w więcej niż dwie bramki. Najmniej goli padało w spotkaniach z udziałem Skry Częstochowa. 32 gole w dwudziestu starciach dały średnią zaledwie 1.6 bramki na mecz. W 75% pojedynkach, w których jedną ze stron był zespół z Częstochowy, nie padały więcej, niż 2 gole. Na drugim biegunie znajduje się drużyna Podbeskidzia Bielsko-Biała, ze średnią 2.95 gola na mecz z udziałem bielszczan. Łącznie w 60% meczów z udziałem Podbeskidzia oglądaliśmy co najmniej 3 bramki. Takim samym współczynnikiem mogą pochwalić się także Odra Opole oraz GKS Katowice, choć w meczach tych drużyn padało mniej goli, niż w przypadku starć z udziałem bielszczan.

 

Jesień należała do gospodarzy – 40.5% wszystkich meczów zakończyło się zwycięstwem drużyny, która grała na własnym stadionie (lub w niektórych przypadkach grała jako formalny gospodarz spotkania). Zwycięstwa gości składają się na 32.5% wszystkich rezultatów, zaś remisy stanowiły 27% rozstrzygnięć. Jeśli jednak podzielić wszystkie mecze na połowy, tak okazuje się, że najczęstszym rezultatem tak przed przerwą, jak i po niej, były remisy. Mówiąc prościej – w 43% spotkań drużyny schodziły na przerwę remisując, a w prawie 38% wszystkich meczów w drugiej części gry utrzymywał się rezultat z pierwszej połowy, nawet wówczas, gdy do siatki trafiały obie drużyny.

 

Pora zagłębić się w szczegóły, a także statystyki poszczególnych drużyn. Kto najlepiej główkował, która drużyna najlepiej wykonuje rzuty karne, gdzie znajdziemy najlepszych lewonożnych strzelców, piłkarze którego zespołu są najgroźniejsi ze stałych fragmentów gry?

 

Ogólnie jesienią oddanych zostały łącznie 4582 uderzenia, w tym 33% z nich okazało się strzałami celnymi. Ponad połowa, bo 56% z nich, padło z obrębu pola karnego, pozostałe to próby zaskoczenia golkiperów zza szesnastego metra. 78 razy pierwszoligowcy byli bardzo blisko szczęścia, jednak piłka w sytuacjach tych tylko obijała obramowanie bramki.

 

Pierwszoligowcy w większości nie ryzykowali, bo aż 71% wszystkich bramek padło po uderzeniach w dolną część bramki. Uderzenia w górne narożniki stanowią 24% wszystkich trafień. Najwięcej goli po strzale w „okienko” zdobyli gracze Podbeskidzia, łącznie 11. Bielszczanie nie przewodzą jednak, jeśli spojrzeć na współczynnik trafień, do bramek zdobytych po strzałach w górny narożnik. Tutaj liderami pozostają dwie drużyny – GKS Tychy oraz Stomil Olsztyn 34% swoich bramek zdobyły po strzałach ściągających pajęczynę. Natomiast najgorzej na tym polu wypada Puszcza Niepołomice. Piłkarze tego zespołu zdobyli tylko 2 gole po uderzeniu w lewy górny narożnik i ani jednej po strzałach w prawy górny narożnik bramki, co składa się na dokładnie 10% całego dorobku niepołomiczan.

 

54% wszystkich uderzeń to strzały z prawej nogi. Padły po nich 242 gole, a zatem.. 55% wszystkich goli, jakie mogliśmy ujrzeć jesienią. Proporcje idealne. Najwięcej bramek tym sposobem zdobyli piłkarze Podbeskidzia, w sumie 26, co składa się na 74% wszystkich goli bielszczan. Najmniej, bo tylko dwie takie bramki, zdobyli gracze Skry Częstochowa, w tym jedną po rzucie karnym.

 

119 bramek zdobytych lewą nogą to 27% wszystkich trafień minionej jesieni. Najlepiej na tym polu wypadają gracze Miedzi Legnica, a także… Stomilu Olsztyn. Obie te drużyny zapisały na swój konta po 12 bramek po strzałach z lewej nogi. Na drugim biegunie znalazła się Sandecja Nowa Sącz, której zawodnicy tylko raz trafiali do siatki po uderzeniu tym sposobem.

 

Pozostałe 17% wszystkich trafień to gole zdobyte głową. Najlepiej w powietrzu radzą sobie zawodnicy z Opola, którzy zaliczyli 10 takich trafień. Jeśli odjąć bramki zdobyte po rzutach karnych okazuje się, że opolanie częściej, niż nogą, gole zdobywali właśnie głową. Kilka zespołów Fortuna 1 Ligi nieszczególnie radziło sobie w pojedynkach powietrznych, zdobywając w ten sposób tylko dwie lub jedną bramkę. Zdecydowanie najsłabszą drużyną pod tym względem jest jednak Podbeskidzie Bielsko-Biała. Piłkarze tego zespołu oddali łącznie 25 strzałów głową (2. najgorszy wynik), nie strzelając dzięki nim żadnej bramki. Nawet gracze z Olsztyna, którzy tylko 19 razy próbowali swoich sił w powietrzu i zaledwie ośmiokrotnie udało im się oddać celny strzał z główki, trafiali w ten sposób do siatki rywali.

 

8 goli samobójczych składa się na 1% wszystkich trafień. Na błędach rywali najbardziej skorzystały drużyny Chrobrego Głogów oraz Puszczy Niepołomice. Zespoły te jesienią dwukrotnie zdobywały bramkę po niefortunnych interwencjach rywali. W poprzednim sezonie odnotowano 18 trafień samobójczych, które złożyły się na 2.5% wszystkich bramek, zatem obecny sezon jak na razie jest pod tym względem nieco uboższy.

 

Jesienią zobaczyliśmy także sporo bramek po stałych fragmentach gry. 120 goli, czyli 27% całości, to bramki zdobyte po: rzutach karnych (45, 10%), rzutach rożnych (63, 14%) oraz rzutach wolnych (12,3%). 

 

Rzuty karne w obecnym sezonie do tej pory najlepiej wykonywał Szymon Sobczak, który zdobył dla Zagłębia Sosnowiec 4 gole z jedenastego metra. Sosnowiczanie nie zachowali stuprocentowej skuteczności, jednak w całej rundzie zdobyli aż 6 bramek po rzucie karnym (na 7 prób). W całej lidze tylko dwóm drużynom ta sztuka jeszcze się nie udała. Pierwsza z nich, GKS Katowice, zwyczajnie nie miała jeszcze okazji podejść do rzutu karnego. Zdecydowanie gorzej wygląda postawa Stomilu Olsztyn, którego zawodnicy cztery razy wykonywali jedenastkę i za każdym razem, choć trafiali w światło bramki, dawali się pokonać bramkarzom rywali.

 

Sobczak, dzięki między innymi trafieniom z jedenastego metra, jako jeden z dwóch zawodników przebił jesienią barierę dziesięciu zdobytych bramek. Napastnik Zagłębia zgromadził na swoim koncie 11 goli. Lepszy od niego okazał się tylko Kamil Biliński z Podbeskidzia Bielsko-Biała, który do siatki rywala trafiał 14 razy. Warto dodać, że piłkarz Podbeskidzia zagrał w osiemnastu spotkaniach, a piłkarz Zagłębia wystąpił we wszystkich dwudziestu meczach swojego zespołu. Biliński oddał również najwięcej celnych strzałów w całej rundzie (26). W statystyce oddanych uderzeń musiał jednak ustąpić Patrykowi Makuchowi, który 61 razy podjął próbę zdobycia bramki.

 

W rankingu najlepszych golkiperów, przynajmniej statystycznie, na pierwszym miejscu plasuje się Branislav Pindroch, gracz Resovii Rzeszów. 30-letni bramkarz obronił jesienią największą ilość strzałów, łącznie 74. Jakub Wrąbel z Widzewa Łódź zaliczył 72 interwencje, jednak zagrał o jedno spotkanie mniej od swojego rywala. Podium uzupełnia Konrad Jałocha z GKS-u Tychy, który na swoim koncie ma 70 udanych interwnecji.

 

Wśród najbardziej brutalnych zawodników prym wiedzie dwóch graczy. Bruno Żołądź, zawodnik Górnika Polkowice oraz Maissa Fall z Sandecji Nowy Sącz to para piłkarzy, którzy jesienią zgromadzili łącznie 9 kartek – 8 żółtych oraz jedną czerwoną. Podium zamyka Josip Soljić, zawodnik Resovii Rzeszów, z ośmioma żółtymi kartonikami na koncie. Rafał Kobryń z Sandecji oraz Karol Żwir ze Stomilu Olsztyn są za to jedynymi piłkarzami, którzy jesienią otrzymali dwie czerwone kartki. Wśród bramkarzy najwięcej kartoników (3 żółte) uzbierał Dawid Pietrzkiewicz z Sandecji Nowy Sącz. Jesienią żaden golkiper nie pożegnał się z boiskiem.

 

Łącznie we wszystkich meczach arbitrzy pokazywali dokładnie 840 kartek, w tym 801 żółtych i 39 czerwonych. Patrząc na statystyki indywidualne nietrudno się domyślić, że najczęściej karani byli piłkarze z Nowego Sącza. Na ich konto wpadło łącznie 80 kartek, a więc niemalże 10% wszystkich kar indywidualnych. 74 żółte kartki oraz 6 czerwonych to największy wynik w całej lidze. Z kolei drużyną, która najrzadziej otrzymywała kartki, została Arka Gdynia. Sędziowie pokazali graczom Arki 28 żółtych i jedną czerwoną kartkę.

 

Jesienią byliśmy świadkami kilku ciekawej passy. Górnik Polkowice zaliczył serię piętnastu spotkań bez zwycięstwa. Polkowiczanie zgromadzili również aż 10 remisów co oznacza, że podziałem puntków zakończyła się dokładnie połowa meczów tego zespołu. Jeśli Górnik utrzyma ten trend, może pobić rekordowy wynik Chojniczanki Chojnice. W formacie 18-drużynowej pierwszej ligi zespół ten zremisował 17 meczów. Polkowiczanie będą zatem musieli osiągnąć 8 remisów w czternastu pojedynkach wiosennych, aby pobić rekord chojniczan z sezonu 2016/2017. Wiceliderem w tej klasyfikacji pozostają drużyny ROW-u Rybnik oraz Bytovii Bytów, które zremisowały 15 spotkań, natomiast w całej historii rozgrywek na zapleczu ekstraklasy najwięcej remisów zgromadziła Arka Gdynia. W sezonie 2000/2001 zakończyła rozgrywki z osiemnastoma remisami, jednak wówczas liga liczyła sobie 20 zespołów. Gdynianie rozegrali zatem o cztery pojedynki więcej, niż wyżej wspomniane drużyny.

Autor: Antoni Majewski /

, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku