1 Liga Hype: Przemysław Sajdak - oto historia pewnego trzepaka

2020-12-17
- Trzepak rozpoczął moją karierę - śmieje się Przemysław Sajdak. To przed domem w podkarpackim Zręcinie narodził się talent przyszłego zawodnika Łódzkiego Klubu Sportowego, w którym zadebiutował w ekstraklasie. Kolejną część swojej historii dopisuje w Fortuna 1 Lidze.

W rodzinie Sajdaków piłka zawsze była na 1. miejscu. Szlaki Przemysławowi przetarł brat Patryk, który swego czasu grał w SMS-ie Łódź. Ojciec Bogdan wprawdzie nie grał, ale chętnie trenował ze swoimi synami. Za bramkę Przemkowi i Patrykowi służył stojący obok domu trzepak.

 

- Przeważnie to ja musiałem bronić strzały brata, bo byłem młodszy. I tak stałem w tej "bramce", zdarzało się, że dostałem po głowie, bo coś źle zrobiłem, równie często dostawałem pochwałę za skuteczną interwencję. Później zaczęliśmy się zmieniać - raz on strzelał mi, innym razem ja strzelałem mu. I taka perspektywa zaczęła mi się coraz bardziej podobać. Aż w końcu postanowiliśmy, że zapiszę się do szkółki piłkarskiej - mówi Sajdak.

 

Pierwsze kroki w piłce Przemysław Sajdak stawiał w Jedliczu, gdzieś mieścił się jeden z dwóch oddziałów Akademii Piłkarskiej PROFBUD Krosno. Jako nastolatek przeniósł się do Karpat Krosno, gdzie trenował i uczył się w gimnazjum pod okiem Marka Adamiaka. Adamiak prowadził go i w Karpatach i w kadrze województwa podkarpackiego. W tejże reprezentacji 20-letni dziś zawodnik pełnił rolę kapitana. I jest to o tyle ciekawe, że w przeszłości Przemek nie wychylał się z szeregu.

 

- Początki były dla mnie trudne, a to dlatego, że należałem do skromnych osób. Miałem przez to problem, żeby pokazać się na boisku z lepszej strony. Bardzo bałem się jeździć na turnieje, mocno się stresowałem na samą myśl gry w czymś takim. Zawsze wymyślałem jakąś wymówkę w postaci choroby. Co mnie deprymowało? Rywalizacja z chłopakami z lepszych szkółek. Po czasie zdałem sobie sprawę, że nie ma co się bać, trzeba zaryzykować. Stres minął, chociaż nigdy nie zapomnę jakie emocje udzielały mi się, kiedy zbliżał się jakiś turniej - opowiada 20-letni pomocnik Łódzkiego Klubu Sportowego.

 

- Nieśmiały? - zastanawia się Adamiak. - Raczej stonowany. Mądry, inteligentny. Bardzo dobrze współpracował z grupą. Niestraszne mu były deszcz, słońce, czy minusowa temperatura. Sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Miał posłuch w zespole. W tamtym momencie mieliśmy fajną drużynę, w której o miejsce w środku pola rywalizował z Kamilem Piątkowskim. Z tej grupy sporo chłopaków dobija się do seniorskiej piłki - dodaje były trener Przemysława Sajdaka.

 

By lepiej scharakteryzować swojego podopiecznego, Adamiak przywołuje pewne zdarzenie, które miało miejsce w trakcie jednej z gierek na boisku ze sztuczną nawierzchnią w Krośnie. - Rodzice mieli swobodny dostęp na teren obiektu. Jeden z naszych zawodników popełniał błąd za błędem. Utrudniał nam grę. Po którymś tam błędzie tego chłopaka, pan Bogdan krzyknął coś w jego kierunku. Nic wulgarnego, po prostu zwrócił mu uwagę. Nagle do ojca podbiega Przemek. Szybko "wyjaśnił tatę". "Tato, siedź cicho. Ten chłopak jest słabszy, ma prawo się pomylić". Od tej pory pan Bogdan nie udzielał głośnych rad piłkarzom (śmiech). Przemek stanął w obronie kolegi. Bo taki był. Nie miał wyskoków. Nie bujał w obłokach, tylko ciężka praca - podkreśla trener.

 

W poprzednim sezonie Sajdak rozegrał siedem meczów w ekstraklasie. Jego debiut przypadł na starcie z Legią w Warszawie. Data 9 lutego 2019 roku zapisała się także w historii Beniaminka Krosno. Sajdak został bowiem pierwszym wychowankiem akademii z debiutem w najwyższej klasie rozgrywkowej. - Miałem w głowie to, że trwa między nami byłymi zawodnikami Beniaminka, wyścig o to, który jako pierwszy zadebiutuje w ekstraklasie. Presja ciążyła na mnie większa, bo dawni koledzy - Bartosz Prętnik, Kacper Cichoń, Kacper Bieszczad już trenowali z pierwszymi zespołami. I tu taka sytuacja: ja debiutuję na Legii. Potem zadebiutował Bieszczad w Zagłębiu. Jest nas więc dwóch, za chwilę pewnie będą kolejni - przyznaje Sajdak, który w wieku 17 lat rozegrał pierwsze spotkanie na poziomie seniorskim.

  

- Pojedynek derbowy Karpaty - Resovia. Przegraliśmy 0:2, wszedłem w samej końcówce. Raz udało mi się dotknąć piłkę. Pierwszy raz mogłem pokazać się przed tak liczną publiką. Teraz ten stres bardziej mnie motywuje niż demotywuje - zaznacza.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku