1 Liga Hype: Michał Król - fan motoryzacji, który "zaraził" rodziców bakcylem do piłki

2019-11-08
Michał Król dopiero co pracuje na swoje nazwisko. Kibice mogą go kojarzyć z występami w Legii Warszawa U-19, tej samej, w której występował Sebastian Szymański i która to ograła Ajax na wyjeździe oraz w trzecioligowej Wiśle Puławy, gdzie spędził poprzedni sezon. Ale to gra w Wigrach Suwałki stanowi dla niego przepustkę na więcej. 19-letni piłkarz poważnie podchodzi do swoich obowiązków, o czym świadczy zainteresowanie rozwojem osobistym. Z kolei wielka miłość Króla to motoryzacja.

O Michale Królu można powiedzieć, że jest "świeżakiem" w Fortuna 1 Lidze. Do ligi trafił w lipcu, ale swoją obecność w niej zaakcentował dopiero w 12. kolejce, debiutując na pierwszoligowym froncie. Aktualnie ma na koncie kilka ligowych gier w barwach Wigier. 

 

- Dziękuję trenerom za szansę, którą mi dali - mówi na wstępie. Debiutował u trenera Adama Fedoruka. Po przyjściu Pawła Crettiego regularniej pojawia się na boisku. - Mam sobie za złe, że zdarzają mi się wahania formy. Po dobrym meczu rozgrywam słabsze spotkanie - bije się w pierś, choć nie powinien, skoro zalicza się do nowicjuszy Fortuna 1 Ligi. Po prostu jest świadomy, że w piłce nożnej nie ma miejsce na półśrodki. Bez takiego myślenia nie wybiłby się z Bychawy.

 

- Granit był jedynym klubem w okolicy. Miałem 11 lat, kiedy mój starszy kolega zaprowadził mnie na trening starszego rocznika. Nikt z mojej rodziny nie był nigdy sportowcem. Rodzice z początku nie podzielali mojego entuzjazmu związanego z piłką. Jednak kiedy zacząłem odnosić małe sukcesy, to tata złapał bakcyla i do tej pory mocno mnie wspierają - opowiada Michał Król.

 

To właśnie ojciec nadał "karierze" syna odpowiedni tor. - Przyprowadził go do mnie, zwrócił się z prośbą, czy Michał może grać i trenować w Motorze. Patrząc na jego zapał, predyspozycje, umiejętności, droga do Motoru stała otworem - wspomina Bartłomiej Janiszewski. 

 

- Michał imponował cechami wolicjonalnymi. A te miał na wysokim poziomie. Z treningu na trening robił postęp. Zawziął się, że spełni swoje marzenie - dodaje Janiszewski. Jako główny atut swojego byłego podopiecznego wymienia on pracowitość. Dalej już opisuje piłkarską charakterystykę zawodnika Wigier: - Potrafił wzrokiem ogarnąć całe boisko, przez co mógł szybko podjąć decyzję. Zanim dostał piłkę, wiedział, co chcę z nią zrobić. I tym przewyższał rówieśników. U mnie występował na boku pomocy, czasami z przodu. Na prawą obronę został przesunięty w Legii. Ma sporo walorów ofensywnych, co pomaga mu grać na prawej obronie. Bardzo szybko się aklimatyzuje. Przychodząc ze Bychawy do Lublina, można było mieć obawy jak odnajdzie się w miejskim środowisku. To były błędne obawy, bo nowe środowisko nie stanowiło dla niego niego problemu. To wynika też z tego, że jest kontaktowy, szybko nawiązuje kontakt z otoczeniem - przyznaje były opiekun Króla. 

 

Nic dziwnego, że z czasem wylądował w Warszawie, przedtem grając w reprezentacji województwa lubelskiego. - Powołanie do kadry to zasługa mojego ówczesnego trenera w Granicie Waldemara Kota, który skontaktował się z prowadzącym kadrę szkoleniowcem Dzięki niemu spełniłem pierwsze ze swoich marzeń. Udało mi się dostać do reprezentacji województwa mimo że pochodzę z małej miejscowości - nie kryje satysfakcji Król. 

 

Po Motorze, a w zasadzie Piłkarskich Nadziejach Motoru, bo taka nazwa funkcjonuje w młodzieżowym odpowiedniku drużyn tego klubu, przez trzy lata grał w Legii. Był  kapitanem drużyny CLJ, występował w eliminacjach Młodzieżowej Ligi Mistrzów. Warszawianie mierzyli się z islandzkim Breidablikiem. W kolejnej rundzie los skojarzył ich z Ajaxem Amsterdam. Odpadli. Pierwsze spotkanie przegrali 1:4, drugie wygrali 2:0. 

 

- Czym innym charakteryzują się mecze w rówieśnikami z innych krajów, niż te, kiedy rywalizujesz z polskimi przeciwnikami. Choćby cała otoczka temu towarzysząca - wokół emblematy Ligi Mistrzów. Od razu pobudza się wyobraźnia. Widząc to logo, oczyma wyobraźni przenosisz się w czasie do przyszłości, gdy grasz już w tej prawdziwej Lidze Mistrzów - nie kryje swoich ambicji zawodnik Wigier.

 

Skoro o przeszłości mowa, to ów dwumecz z Ajaxem mógł potoczyć się inaczej. W rewanżu Legia powinna wygrać wyżej. - Mieliśmy duże szanse, żeby awansować dalej. Mimo wszystko, pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. Nikt z tej drużyny nie przepadł w piłce. Każdy z nas funkcjonuje na różnym poziomie. To nie byli przypadkowi ludzie [Michał Żyro, Mateusz Bondarenko, Sebastian Szymański, Mateusz Praszelik, Miłosz Szczepański, Michał Karbownik, Maciej Rosołek - by wymienić tych bardziej znanych - przyp. aut.]. Najmocniej trzymałem się z Mateuszem Kochalskim, ponieważ pochodzimy z tego samego województwa, przyszliśmy do Legii w tym samym czasie, razem mieszkaliśmy w bursie. Do teraz mamy bardzo dobry kontakt - opowiada Król.

 

Tak się składa, że na Kochalskiego trafił przy okazji swojego debiutu w Fortuna 1 Lidze. - To był taki sentymentalny powrót do przeszłości. Gdy grałem jeszcze w Motorze, Mateusz występował w BKS-ie, więc toczyliśmy bój w derbach Lubelszczyzny. Rywalizowaliśmy przeciwko sobie, potem byliśmy razem w jednym zespole i znów znaleźliśmy się po przeciwnych stronach. Szkoda tej porażki 1:4 z Radomiakiem, bo my potrzebujemy punktów jak ryba wody... - przyznaje 19-letni zawodnik drużyny z Suwałki.

 

Piłka to nie jedyna ważna rzecz w jego życiu. - Interesuję się rozwojem osobistym. Lubię czytać książki w tym temacie. Interesuję się też motoryzacją, a zwłaszcza Formułą 1. Oglądam TVN Turbo i programy poświęcona majsterkowaniu. Sam nie majsterkuję, ale lubię wiedzieć jak działają poszczególne podzespoły w sportowych samochodach. Ulubionej marki jedna nie mam - zaznacza Król.  

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku