1 Liga Hype: Mateusz Skrzypczak - z trybun na boisko

2020-12-10
Miłość Mateusza Skrzypczaka, który pierwszy raz w swojej krótkiej jeszcze przygodzie z piłką, opuścił rodzinny Poznań i gra w innym klubie niż Lech, do futbolu narodziła się na trybunach stadionu przy ul. Bułgarskiej. W tej rodzinie mocne więzi z "Kolejorzem" przekazane zostały z ojca na synów.

Starszy z braci Skrzypczaków - Maciej i młodszy Mateusz to lechici z krwi i kości. Wychowali się w "kotle" (trybuna dla najbardziej zagorzałych fanów), jeździli na wyjazdy. Obaj próbowali swoich sił w piłce. Maciej występował m.in. w juniorach "Kolejorza", obecnie gra w drużynie "Wiara Lecha", założonej przez kibiców poznańskiego klubu. Mateusz miał więcej szczęścia, przebił się aż do pierwszego zespołu Lecha, zadebiutował w ekstraklasie. Obecnie ogrywa się w Puszczy Niepołomice.

  

Kiedy 20-letni pomocnik został włączony do seniorskiego zespołu, za wyniki poznaniaków odpowiadał Adam Nawałka. Pierwszy występ w najwyższej klasie rozgrywkowej zaliczył jednak już za kadencji trenera Dariusza Żurawia - 20 kwietnia 2019 roku w wyjazdowym meczu 31. kolejki z Jagiellonią Białystok. Na boisko wprowadzał go wówczas... Mariusz Skrzypczak. Jego ojciec od 2015 roku jest kierownikiem "Kolejorza".

  

Stadion na ulicy Bułgarskiej, gdzie swoje mecze rozgrywają lechici, był Mateuszowi Skrzypczakowi pisany. - Jako mały chłopak chodziłem na mecze z bratem. Tata też regularnie odwiedzał Bułgarską. To on dowiedział się, że Lech prowadzi nabór do grup młodzieżowych. A że miałem na stadion pięć minut, to długo się nie zastanawiałem. Mieszkaliśmy ulicę obok. Pójście do Lecha było więc naturalną konsekwencją tego, gdzie mieszkałem - mówi młody piłkarz.

 

Treningi w juniorach, następnie występy w rezerwach, łączył z aktywnym kibicowaniem Lechowi. - Myślę, że ok. 30 wyjazdów zaliczyłem, licząc ekstraklasę i europejskie puchary. Najmilej wspominam wyjazd do Turynu na Juventus - wynik 3:3 i hat-tricka Rudniewa. Inne pamiętne spotkania wyjazdowe to te, kiedy ja kibicowałem Lechowi z trybun, a na boisku grali moi przyjaciele - Kamil Jóźwiak, Paweł Tomczyk. Później dzieliliśmy się swoim spostrzeżenniami - ja na temat ich gry z perspektywy kibica, oni oceniali doping. W kibicowaniu najbardziej lubiłem dopingować. Nie lubiłem gwizdać na piłkarzy, krzyczeć na nich. Kibicowanie to fajna sprawa. Jest stylem życia, z tego się nie wyrośnie. Nawet teraz jak gram w piłkę zawodowo, to mocno kibicuję "Kolejorzowi" - tłumaczy rodowity poznaniak w szatni Puszczy.

 

Mateusz Skrzypczak kibicowsko i sportowo wychowywał się na mocnym "Kolejorzu". To były czasy Roberta Lewandowskiego. - W trakcie słynnego już meczu z Austrią Wiedeń, który wygraliśmy 4:2 po dogrywce w eliminacjach Pucharu UEFA [dziś to Liga Europy - przyp. red.], podawałem piłki. Duże przeżycie. Stoisz obok znanych zawodników, możesz przybić z nimi piątkę i marzysz, aby być na ich miejscu - tłumaczy.

 

Marzenie zrealizował, choć, by dojść do takiego momentu, dostał kilka gorzkich lekcji od życia. - Ta moja droga do pierwszego Lecha była długa i ciężka. Cały szkopuł w tym, że nie byłem wcale najlepszy w swoich rocznikach. O swoje musiałem mocno walczyć. Jednak nigdy się nie poddawałem. W 2018 roku zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów starszych. Następnie awansowaliśmy rezerwami z trzeciej ligi do drugiej. Pojechałem na obóz pierwszej drużyny. Pokazałem się z dobrej strony w sparingach i włączono mnie do kadry - przypomina.

 

Pamięta do teraz co czuł, kiedy zespół U-17 przechodził do U-19. Jednym z nielicznych, który wtedy został w młodszej drużynie był on. - To nie było łatwe dla mnie, zacisnąłem jednak zęby i dalej pracowałem - zaznacza.

 

- Może nie był to dla niego policzek, ale niemiłe zaskoczenie. Z perspektywy takiego młodego chłopaka to niefajna sytuacja. Dzięki charakterowi, a powiem, że nie mówimy o talencie w najczystszej postaci, tylko talencie do pracy, i rzetelnemu podejściu do obowiązków osiągnął to, do czego dążył. Bo charakter to znak szczególny Mateusza w szerokim znaczeniu. Nieustępliwy, pełen profesjonalizm, całe życie podporządkowane piłce. Jest piłkarzem kiedy się obudzi, jest nim, kiedy kładzie się spać. Często był wybierany na kapitana, szybko został sprofilowany jako zawodnik środka pola lub środkowy obrońca - opisuje trener Karol Bartkowiak, którego Skrzypczak spotkał w Lechu na początku swojej przygody z poznańskim klubem.

 

Niepowodzenia wyrobiły w nim pozytywne nawyki. Nabrał umiejętności przywódczych. Nosił opaskę w juniorach "Kolejorza", taką funkcję pełnił także w młodzieżowych reprezentacjach Polski. - W pierwszym moim meczu w kadrze U-15 trener zdjął mnie w przerwie i powiedział, że wypadłem słabo. Możliwe, że więcej mnie nie powoła. Przez pół roku nie jeździłem na kadrę, do której jednak wróciłem. Jeździłem później wszystkie roczniki reprezentacyjne. W reprezentacji do lat 16 już jako kapitan z Serbią strzeliłem gola w przegranym meczu 1:2 - wspomina.

 

Liczy, że w Puszczy to jego będą dobrze wspominać dzięki dobrej grze na wypożyczeniu.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku