1 Liga Hype: Marek Mróz - urodzony drybler, co przeszedł drogę z betonu na stadion

2020-03-20
W warunkach, w których trenował w dzieciństwie Marek Mróz, trudno było o piękną grę, ale on wyrabiał w sobie naturalną zdolność dryblingu. Teraz wśród seniorów ma atut, który być może sprawi, że nie wtopi się w tłum niezauważony.

Marka Mroza nie dało się nie zauważyć na boisku. - Technika była moim dużym atutem. Zawsze dysponowałem dobrym dryblingiem. Temu elementowi zawsze poświęcałem mnóstwo uwagi. Na boisku wręcz nadużywałem "kiwek". Trenerzy często za to mnie karcili, no ale swoich przyzwyczajeń nie oszukasz. Lubiłem mieć piłkę przy nodze, nie lubiłem jej oddawać. W dzisiejszych czasach drybling jest mało stosowany. Tymczasem ja dryblowałem, ile się dało. Dostawałem piłkę i mijałem kilku kolegów, którzy jednak nie faulowali mnie za karę. Może też dlatego, że nie graliśmy na trawiastym boisku, a na betonie między domami, gdzie łatwiej o kontuzję? Bramki robiliśmy z kamieni, kredą rysowaliśmy linie. Moje szczęście polegało na tym, że na mojej ulicy mieszkali koledzy wiekiem zbliżeni do mnie. Graliśmy do późnych godzin, ciemno za oknem, a my nadal z piłką. Rodzice musieli nas wołać i prosić, abyśmy przyszli do domu - opowiada Marek Mróz. 

 

Piłkarskich umiejętności nie odziedziczył po nikim z rodziny. Za to sprawność miał w genach. - Mama grała w piłkę ręczną w Beskidzie Nowy Sącz, tata uprawiał siatkówkę. Porzucili sport na rzecz własnej działalności. Nikogo z mojej rodziny nie łączyło kompletnie nic z piłką nożną. Ja zacząłem grać z kolegami na ulicy, gdy byłem bardzo mały. Rodzice widząc moją pasję, zapisali mnie na trening. Na początku nie bardzo mi wychodziło. Miałem jednak duży zapał, więc mama i tata wspierali mnie w kontynuowaniu piłkarskiej drogi. Z biegiem czasu szło mi coraz lepiej, na tyle, że zacząłem się wyróżniać. Wracałem z klubu, wychodziłem na dwór i znów grałem. Cały czas miałem styczność z piłką - mówi 21-latek.

 

Piłka tu, piłka tam, nie było więc możliwości, żeby Mróz wyrósł na kogoś innego niż piłkarz. Piłkarsko dojrzewał w Sandecji Nowy Sącz. - W wieku 11 lat wygraliśmy turniej "Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku”. W nagrodę pojechaliśmy do Madrytu i graliśmy z naszymi rówieśnikami z Realu. Oprócz tego, z Sandecją byłem mistrzem Małopolski - wyjaśnia.

 

Kolejny etap w jego przygoda z futbolem to Lech Poznań. I tutaj zaczęły się duże sukcesy w piłce młodzieżowej. - Graliśmy turniej wojewódzki z kadrą Małopolski w Zielonej Górze. To był etap przed wyborem kadry U-15. Było tam wielu skautów z największych klubów w Polsce. Po turnieju dostałem telefon z Lecha. Zaprosili mnie na testy. Zdałem je, ale dołączyłem do nich pół roku później, a nie latem. Z Lechem wywalczyłem mistrzostwo juniorów U-17 oraz U-19. W tym drugim przypadku moja rola była epizodyczna. Występowałem wówczas w rezerwach, na niektóre mecze schodziłem do juniorów. W tamtym czasie borykałem się z kontuzją śródstopia. Dochodziłem do siebie po urazie, wszedłem na 30 minut meczu z Cracovią, musiałem szybko zejść, bo uraz się odezwał. W U-17 mieliśmy mocny skład. Wielu znanych dziś piłkarzy: Robert Gumny, Paweł  Tomczyk, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Puchacz, Jakub Moder - wylicza.

 

Skoro był w rezerwach Kolejorza to tylko krok dzielił go od ekstraklasy. Zapowiadało się na to w sezonie 2017/18. Ostatecznie w pierwszym zespole Lecha nigdy nie zagrał. - Miałem naprawdę dobry okres w Lechu II. Niestety, na jednym z meczów doznałem kontuzji. Później razem z menedżerami uznaliśmy, że powinien odejść na wypożyczenie, by nie stracić regularności. Padło na Termalikę. Wiosną 2019 roku wybrałem GKS Jastrzębie. Dostałem tutaj nie tylko zaufanie, ile nowe życie. Zacząłem grać regularnie. Licznik minut się powiększał. Czuję się bardzo dobrze w Jastrzębiu - przekonuje. 

 

Jeszcze zanim odszedł z Lecha, rozegrał najlepszy w sezon (2016/17) w rozgrywkach juniorskich. Strzelił szesnaście goli. - Grałem jako dziesiątka podwieszona pod napastnikiem. Teraz gram niżej, na ósemce, bardziej kreuję. Tamten sezon? Jakoś mi ta piłka siedziała na nodze. Przychodziło samo z siebie, ale też sporo trenowałem z trenerem indywidualnym. Pracowaliśmy nad finalizacją akcji. Mimo, że byli to juniorzy, to mogę sobie wpisać te bramki w CV. Tego się nie zapomina i mam nadzieję, że i w seniorach zaczną się pojawiać moje lepsze statystyki - stwierdza. 

 

W tym sezonie rozkręcał się z tygodnia na tydzień. Z Puszczą zdobył bramkę, powtórzył to w meczu z Radomiakiem Radom. - Ta bramka dała sygnał drużynie. Przegrywaliśmy 0:2, zaczęliśmy gonić wynik. Poderwaliśmy się do ataku. Wywalczyliśmy bardzo cenne punkty, które umocniły nas w czołówce. Szkoda tej przerwy, zaczęliśmy dobrze grać, na boisku fajnie wyglądaliśmy. Wiadomo, że są rzeczy ważniejsze, dlatego trzeba przeczekać ten trudny czas - mówi Marek Mróz.

 

- Wyjechałem z domu w wieku 15 lat, więc każde możliwe wolne spędzam z rodziną. Na tę przymusową pauzę dostaliśmy rozpiski, których musimy przestrzegać. Mamy być gotowi i nie spuszczać z tonu, tym bardziej, że byliśmy bardzo dobrze przygotowani do rundy - dodaje. 

 

Chociaż Mróz wywodzi się z pokolenia internetowego i wszechobecnych nowych mediów, to nie jest typem człowieka non stop wpatrzonym w ekran z niebieskim światłem. - Roczniki 1999/2000 były ostatnimi, które czas wolny spędzały na dworze. Potem nastało pokolenie smartfonów. Mnie życiowo ukształtowało miejsce urodzenia. Nie pochodzę z Nowego Sączu, tylko ze wsi nieopodal. Rodzice sami nas wyganiali z domów. A dla nas spotkanie się z kolegami, aktywne spędzanie czasu było wielką przyjemnością, w dodatku mogliśmy jeszcze razem pograć. Lato, zima, ubranie brudne. Nic tam. Mama jednak nie robiła z tego powodu problemów. W ogóle rodzice przeze mnie pokochali piłkę. Mama stała się małym ekspertem, trenerem. Tak mama, nie tata. Czyta artykuły sportowe, ogląda "Cafe Futbol", analizuje. Nie chciała mi przeszkadzać w realizacji pasji. Z zawodu jest nauczycielką, więc pilnowała mnie jedynie z lekcjami. Dzięki temu miałem niezłe oceny. Przyszedł ten moment, kiedy trzeba było wybrać - nauka albo piłka. Wybrałem piłkę i miałem w tym pełne wsparcie mamy - tłumaczy. 

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku