1 Liga Hype: Marcin Grabowski - najzwinniejsza lewa noga w regionie

2020-10-14
- Udowodniłem, że nawet ktoś taki jak ja, z małej miejscowości, może się wybić i zadebiutować w ekstraklasie - mówi Marcin Grabowski, pomocnik Bruk-Bet Termaliki Nieciecza, który ruszył w futbolową Polskę z Jastrowia w województwie wielkopolskim. Tam uznawany jest za największy talent, jaki kiedykolwiek pojawił się na złotowskiej scenie piłkarskiej.

Trzymając się faktów: Jastrowie leży w powiecie złotowskim. I nie Sparta Złotów go wychowała (taka informacja widnieje w papierach piłkarza), a Polonia Jastrowie. - Do mojej grupy trampkarzy dołączył, będąc trzy lata młodszym od kolegów, którym sięgał do pasa. Ale na lewym skrzydle brykał niesamowicie - mówi Radosław Chiliński.

 

- Znak charakterystyczny? Bardzo dobra lewa noga i szybkość. Był tak dynamiczny, przepraszam... jest dalej, że świetnie hulał na lewej stronie obrony lub pomocy. Chłopaki byli wyżsi o dwie głowy, a on ich przewyższał umiejętnościami. Myślę, że urodził się z talentem do gry na skrzydle. Jest lewonożny, dynamiczny, dziś ciężko znaleźć zawodnika o takim profilu. Może nie ma najmocniejszej lewej nogi w regionie, ale na pewno najzwinniejszą. Różnicę na boisku robił ogromną. Dwoma, trzema zwodami przechodził połowę boiska. Jak dołożył do tego szybkość: potrafił rozpędzić się z obrony i skończyć rajd ze strzelonym golem - dodaje Chiliński.

 

Swoje początki Grabowski dobrze pamięta. - Od dziecka mnie ciągnęło do piłki za sprawą taty i wujka. Tata mnie zabierał na boisko. Z nim rzecz jasna miałem pierwsze treningi, trenowałem pierwsze strzały. Choć sam pasjonowałem się piłką, to jeszcze mocniej zaszczepił we mnie miłość do futbolu - przekonuje.

 

Ojciec Marcina w piłkę grał amatorsko, bratu ojca poszło lepiej. - Wujek miał swój dobry czas. Grywał w pobliskich klubach - Chodzieży, Złotowie - podkreśla młody jastrowianin. - Nie wiem, czemu się nie wybił, bo miał talent na pierwszą, drugą ligę - dorzuca na temat wujka trener Chiliński.

 

Rodzina Grabowskich ma swoją tradycję. Kiedy wszyscy się spotykają, idą grać na pobliskiego orlika. Towarzyszy im Marcin. Młody zawodnik chętnie, kiedy tylko pozwala na to czas, przyjeżdża w rodzinne strony. - Gramy sześciu na sześciu. Nasz skład jest rodzinny i częściej to my wygrywamy. Dwóch wujków, ojciec, kuzyni - grający piłkarze - i ja. Drugi skład to znajomi taty i wujka oraz trener Chiliński - wyjaśnia Marcin Grabowski, który jako nastolatek wyjechał ze Złotowa do Akademii Lecha Poznań we Wronkach.

 

- To był trudny moment dla mnie. Miałem kilkanaście lat, gdy trafiłem do internatu. Moja przygoda z Lechem skończyła się na rezerwach, nie udało się mi się przebić do pierwszej drużyny. Ogólnie uważam ten czas w Lechu za bardzo udany - zaznacza.

 

Na poziomie ekstraklasy grał w Wiśle Kraków. - Może ten etap nie był taki, jakbym oczekiwał, ale teraz to jestem zadowolony, że znalazłem się w Termalice. Zacząłem grać regularnie, nabrałem pewności siebie. Czuję się dobrze. Dostałem zaufanie od sztabu i pani prezes. Debiut w barwach Wisły był spełnieniem moich marzeń. Ja chłopak z małej miejscowości kiedyś nie sądziłbym, że dane mi będzie grać w Wiśle. Udowodniłem, że nawet ktoś taki jak ja z małej miejscowości może się wybić i zadebiutować w ekstraklasie - mówi.

 

W Niecieczy ma duże pole do popisu, jeśli chodzi o pokazanie swoich atutów piłkarskich. - Zaczynałem jako boczny pomocnik, co pomaga mi dziś. Mimo że jestem obrońcą to włączam się do akcji ofensywnych, tego wymaga ode mnie styl Termaliki - tłumaczy.

 

Grał we wszystkich młodzieżowych reprezentacjach Polski, począwszy od U-15, a kończąc na U-20. - Nigdy nie zapomnę eliminacji do EURO U-17 i meczu z Portugalią. Przed tym pojedynkiem przegraliśmy 1:3 z Hiszpanią. Portugalczycy sugerując się wynikiem, nie traktowali nas poważnie. W szatni obiecaliśmy więc sobie, że im udowodnimy, że nie warto nas lekceważyć. Zremisowaliśmy 3:3. Trzy razy odrabialiśmy straty. To był najlepszy mecz tamtej kadry. Zbudował nas. Potem ograliśmy 3:0 Grecję, gdybyśmy wygrali 4:0 awansowalibyśmy na EURO. Zabrakło jednej bramki - wspomina. I od razu zaznacza: - Liczę po cichu, że załapię się do kadry U-21, a to jest jeden z moich celów. Będę o to mocno walczył!

 

Damian Kądzior, piłkarz pierwszej reprezentacji swoje cele zapisuje na karteczkach, które później wiesza na lodówce. Dzięki temu ma zadania w zasięgu wzroku. - Ja cele - mniejsze: na sezon, czy większe: drużynowe - gromadzę w głowie. Jak się pojawiają słabsze momenty to wtedy liczę na niezawodność pamięci. Nie mogę zapomnieć po co to wszystko robię - kończy Marcin Grabowski.

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku