1 Liga Hype: Kamil Ogorzały - pasjonat gór, oddany piłce (Sandecji). "Jestem odpowiedzialnym piechurem"

2019-10-04
Swoje pięć minut przeżywa właśnie Kamil Ogorzały. 19-letni pomocnik, który niedawno zdobył debiutancką bramkę w Sandecji Nowy Sącz, jest fanem górskich wycieczek. Góry są dla niego odskocznią od piłki, bez której z kolei nie wyobraża sobie życia.

"Zdobywcą bramki jest: K-a-m-i-l O-o-go-rzaaa-ły!" Na dźwięk swojego nazwiska wykrzykiwanego przez spikera meczu Sandecji, młody pomocnik musiał poczuć ciarki na plecach. Właśnie stało się coś, czego pragnął, odkąd gra w piłkę. Zaistniał w protokole meczowym jako autor trafienia dla "Bianconerich" z Nowego Sącza w lidze. Stało się to w pojedynku z Chrobrym Głogów, kilka dni po debiutanckim trafieniu w pierwszej drużynie przeciwko KSZO Ostrowiec Świętokrzyski w Pucharze Polski. 

 

- Marzyłem o takiej chwili od dziecka, od chwili, kiedy pierwszy przyszedłem na stadion w Nowym Sączu w roli kibica. Udało mi się trafić u siebie, na moim stadionie! Dziecięce marzenie ziściło się... - mówi Ogorzały.

 

Gola numer jeden w Fortuna 1 Lidze oraz PP uzyskał w premierowym występie w wyjściowym składzie w tym sezonie. - Starałem się w pełni wykorzystać szansę. We wcześniejszych kolejkach dwa razy wszedłem z ławki, chciałem więc pokazać na co mnie stać. Bramka z Chrobrym? Wyszedłem do prostopadłej piłki, zauważyłem, że bramkarz rozstawił nogi, uderzyłem między jego nogami - opisuje 19-latek.

 

Jego krótkie piłkarskie życie kręci się wokół Sandecji, tym większą miał satysfakcję z pierwszych bramek. - Jakoś po pierwszej komunii świętej wybrałem się na trening juniorów Sandecji do trenera Zagórskiego. Spodobało mi się, zostałem na dłużej i poszło. Sukcesy? Gdy byłem w wieku trampkarza wygraliśmy turniej halowy rozgrywany w ramach mistrzostw Małopolski. W juniorach zdarzały mi się mecze, w których strzelałem dwa, trzy gole. Jednak jakiegoś spektakularnego występu sobie nie przypominam. Na pewno do końca życia zachowam w pamięci debiut w Sandecji przeciwko Termalice - opowiada młodzieżowiec drużyny Tomasza Kafarskiego. 

 

Debiut nastąpił w 22. kolejce poprzedniego sezonu. Tamta rudna była dla młodego zawodnika jak rollercoaster. Zaczęło się od obozu z pierwszą Sandecją. Następnie został włączony do kadry pierwszoligowca, by później podpisać profesjonalny kontrakt. - Jak tylko zauważyłem swoje nazwisko w osiemnastce meczowej na Termalikę, nie kryłem swojej radości. Czekałem co będzie dalej, tymczasem trener dał mi okazję zadebiutować w pierwszym spotkaniu rundy wiosennej. To było kilka minut, a jaka radość. Czułem emocje, tym bardziej, że na meczu były pełne trybuny. Po wejściu cały stres zszedł i starałem się robić swoje - podkreśla Ogorzały. 

 

Trener Kafarski ustawił piłkarza z przodu, choć w kadrze ma innych nominalnych napastników. - W przeszłości w zdecydowanej większości przypadków grałem na skrzydle, czasami w ataku, ale to sporadycznie. Dlaczego akurat skrzydłowy? Ze względu na dynamikę i szybkość. Już w podstawówce dobrze mi szło w biegach. W zawodach międzyszkolnych nie brałem udziału, lecz wewnątrz szkoły byłem w czołówce, jeśli chodzi o sprint - bieg na 60 metrów. Nigdy jednak nie miałem żadnych wątpliwości, co chcę w życiu robić - widziałem siebie z piłką przy nodze. Tylko to mi sprawiało frajdę. Czuję wielką radość, że robię w życiu coś, co uwielbiam - tłumaczy 19-letni piłkarz, prywatnie kibic znanego angielskiego zespołu. 

 

- W finale Ligi Mistrzów w 2005 roku, w którym Liverpool grał z Milanem trzymałem kciuki za Włochów. Po meczu zmieniłem swoje klubowe preferencje i zacząłem kibicować "The Reds". Do dziś to moja ulubiona zagraniczna drużyna. Rok temu cieszyłem się razem z nimi po zwycięstwie z Tottenhamem. Szkoda tej porażki z Napoli na początek fazy grupowej nowej edycji Ligi Mistrzów. Dobrze, że dali radę z Salzburgiem, choć było bardzo ciężko. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś uczestniczył w tak spektakularnym meczu - podkreśla Ogorzały, który ma także inną pasję. 

 

- Lubię pójść w góry lub pojeździć na rowerze. Jest coś szczególnego w pieszych wycieczkach po górach. Moje główne szlaki to te w Beskidzie Śląskim. Najwyższy szczyt na jaki wszedłem - w Tatrach, ok. dwa tysiące metrów. Staram się często ruszać na górski spacer, najczęściej kiedy znajomi mają ochotę. Idziemy całą paczką, maszerujemy z przerwami nawet cały dzień. Ja oczywiście narzucam tempo, bo z kondycją nie mam problemu (śmiech). Byłem w Bieszczadach, bardziej rekreacyjnie, pojechałem tam odpocząć. Góry są moją odskocznią, rozładowują stres, taka oaza spokoju. Książek o górach nie czytam, preferuję aktywną formę spędzania czasu wolnego. Nie miałem żadnej nieprzyjemnej sytuacji na szlaku, takiej mrożącej krew w żyłach. Raz dopadła nas mgła w Tatrach. Musieliśmy dwie godziny przeczekać w schronisku, bo dalszy marsz był niemożliwy. Nie zamierzaliśmy ryzykować. Jestem odpowiedzialnym piechurem. Nie idę na szlak, kiedy zapowiada się niepogoda - przyznaje młody piłkarz Sandecji. 

 

W Nowym Sączu mają nadzieję, że wyrośnie na równie odpowiedzialnego piłkarza, co piechura. To mu pomoże popełniać mniej błędów i ustabilizować formę na równym poziomie. A może w przyszłości wspiąć się na futbolowy szczyt w Polsce.  

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku