1 Liga Hype: Adrian Szczutowski, czyli daj mi piłkę, a będę strzelał

2021-04-14
Przypadek Adriana Szczutowskiego nie jest historią z podwórka na stadion. Jest natomiast pouczającą lekcją dla wielu młodych piłkarzy, że warto czekać na swój moment i być gotowym wykorzystać "pięć minut", bo to może być wstęp do poważnej kariery.

Ale żeby był wstęp, musi być początek. U bohatera tej historii stanowiła go Wisła Płock. Potem była Polonia Warszawa (juniorzy) i znów zespół z Płocka. W każdym zespole w latach młodości Szczutowski należał do czołowych postaci. Charakterystyka gry, cechy fizyczne szybko zrobiły z niego napastnika, bo wysoki, szybki. Grał więc z przodu. I strzelał. Będąc w wieku gimnazjalnym, trenując pod okiem trenera Mirosława Kosowskiego, zdobył 34 bramki. Najwięcej w jednym mecz? Pięć.

 

Natura obdarzyła go także dobrym dryblingiem. - Czasy Polonii, mecz z Ursusem Warszawa. Przegrywaliśmy 1:2, dostałem piłkę na swojej połowie, przebiegłem z nią pod bramkę przeciwnika, po czym zdobyłem bramkę wyrównującą - opisuje młody napastnik.

 

Zawsze chciał wygrywać. Zdaniem Adama Chmielewskiego, który trenował Szczutowskiego w juniorach "Czarnych Koszul", Adrian lubił, kiedy osiągnął swoje. Musiało wyjść na jego. - Nawet jak grał słabiej to i tak kończył z golem. A to wsadził gdzieś głowę, a to dostawił nogę. Ciągle coś udowadniał. Miał nieodpartą wolę strzelenia gola za wszelką cenę. Zawsze dążył do tego, by zaznaczyć jakoś swoją obecność w meczu. Na czym w takiej sytuacji zależy dzieciakowi? Oczywiście na bramce! - mówi Chmielewski.

 

- Mógł być środkowym pomocnikiem, jednak z powodu wzrostu nadawał się na środek obrony lub środek ataku. Jako dzieciak wysyłał sygnały, że chce być napastnikiem. Miał parcie na bycie liderem, typowym strzelcem. Do teraz widzę, że dobrze czuje się na "dziewiątce" - dodaje były trener 20-letniego piłkarza.

 

Kiedyś Szczutowski miał propozycję testów w Unionie Berlin. Wyjazd do stolicy Niemiec nie wyszedł z różnych przyczyn. Testy - niby nic wielkiego, ale mogły uświadomić tego młodego człowieka, że ma coś w sobie. - Skuteczność skutecznością... W piłce trzeba też podejmować odpowiednie decyzje - zauważa Szczutowski. - Coś o tym wszystkim wiem. W kolejnym sezonie po tym, w którym trafiłem 34 razy, zdobyłem 15 bramek. Ot, szczęście. Wtedy bramka przekraczała linię w dość szczęśliwych okolicznościach, potem fortuna się odwróciła - przyznaje zawodnik, który wyznaje zasadę, że piłki, życia, człowiek uczy się cały czas.

 

- Życie, trenerzy, drużyna - cały czas mnie kształtują. Trafiłem na swojej drodze na bardzo dobrych trenerów. W Płocku na Radosława Sobolewskiego, Leszka Ojrzyńskiego, w Stalowej Woli zagrałem kilka meczów u Szymona Szydełki - on zwracał mi uwagę co mam robić. Nie olewałem jego rad, brałem je do siebie i starałem się poprawiać. Wiem, że nie jestem jeszcze w pełni ukształtowany. Do Stomilu przyszedłem z 4 ligi [rezerwy Wisły Płock] bez gry w ekstraklasie - zaznacza.

 

Przeskok trzech klas rozgrywkowych nie okazał się dla niego tak bolesny. W pierwszych dwóch spotkaniach "Dumy Warmii" strzelił dwa gole. Może to nagroda za to, co przeżył w 2019 roku, w którym większość czasu przeleżał w łóżku. Miał pięć różnych kontuzji. Zaczęło się od urazu w trakcie zgrupowanie na Cyprze, gdzie pojechał z pierwszym zespołem. Dalszy scenariusz wyglądał tak: powrót, kontuzja, powrót, kontuzja... I to wszystko w sytuacji, gdy był przygotowywany do debiutu w ekstraklasie. Zimą 2020 przeniósł się do Stali Stalowa Wola. Wrócił do Wisły i został wypożyczony do Stomilu. Być może w Olsztynie rozpoczyna najlepszy etap swojej kariery?

 



Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku