1 Liga Fame: Robert Ziętarski, czyli powolny, ale regularny skok w górę

2020-07-14
On arkowiec, pochodzi z rodziny lechistów. To Arka ukształtowała go piłkarsko, przez co czuje do niej sentyment. Żółto-niebieskie czasy w swojej futbolowej przygodzie zamknął definitywnie w sezonie 2012/13, kiedy był na początku budowania siebie jako zawodowego gracza. Ta droga, z wieloma przystankami w międzyczasie, zaprowadziła Roberta Ziętarskiego do Chojnic.

Dla Chojniczanki w 31. kolejce Robert Ziętarski strzelił dwa gole. Nawet jego dublet - pierwszy w 1 lidze - nie pomógł w zdobyciu choćby punktu w starciu z Chrobrym Głogów (3:4). W ogóle ten mecz przejdzie do historii Fortuna 1 Ligi ze względu na dramaturgię. Ziętarski za jednym razem strzelił pierwszego i drugiego gola na pierwszoligowym poziomie, którego to doświadczył w barwach Warty (trzy mecze lata temu), Puszczy (dziewięć występów), Olimpii Grudziądz i kontynuuje w Chojniczance.

  

Choć jest zawodnikiem odpowiedzialnym za kreowanie gry, bierze udział w ofensywnych akcjach, to statystyk w F1L nie ma zbyt okazałych. - Wtedy w Puszczy chyba nie byłem jeszcze gotowy na wyzwania pierwszej ligi. Wcześniej w Olimpii - na początku obecnego sezonu - teraz w chojnickim zespole, miałem okazję, żeby dużo szybciej strzelić pierwszego gola na tym szczeblu rozgrywkowym aniżeli czekać do końcówki rozgrywek. Mam nadzieję, że rozwiązałem właśnie swój worek z bramkami - mówi 27-letni zawodnik.

 

Ziętarski jesienią występował w Olimpii. Przed rundą wiosenną przeniósł się do konkurenta w walce o utrzymanie. Podjął pewne ryzyko. - Jestem przerażony perspektywą spadku z dwoma zespołami, bo przecież Olimpia cały czas musi się bić o swoje. Mogę niechlubnie zapisać się w historii tej ligi, a tego bym nie chciał... Doświadczyłem już spadku z Gwardią, kiedy musieliśmy odrabiać podobną stratę, jaką miała Chojniczanka. Jeszcze w Warcie Poznań jako osiemnastolatek poznałem, co to znaczy spadek - przyznaje.

 

Mając w głowie, że sytuacja Chojniczanki jest trudna, zdecydował się jednak na odważny krok. - Przekonał mnie chojnicki projekt, który zaprezentowali mi trener oraz dyrektor sportowy. Trzeba oddać Chojniczance, że jeśli chodzi o infrastrukturę sportową to mamy tutaj zapewnione wszystko - od boisk po nową płytę, siłownię, salę do odnowy biologicznej. Te warunki nazwałbym ekstraklasowymi. Druga sprawa: spodobała mi się wizja budowy zespołu na dłużej. Poczułem, że mogę się w Chojniczance rozwinąć. Trener Smółka stawia na grę w piłkę. To mnie ostatecznie przekonało - wyjaśnia pomocnik.

 

Było o spadkach, wypada także wspomnieć o tych przyjemniejszych momentach w karierze Ziętarskiego. - Przełomowy był sezon, kiedy z Gwardią zrobiliśmy awans z trzeciej ligi do drugiej. Miałem dobre statystyki, dostałem kilka wyróżnień dla młodzieżowca. Pojawiła się oferta z Puszczy Niepołomice, mogłem zaliczyć pierwsze poważne przetarcie z pierwszą ligą. Później wróciłem z powrotem do Gwardii, gdzie znów pokazałem się z dobrej strony. Te dwa sezony (2016/17 i 2017/18) pomogły mi nabrać więcej pewności siebie i porządnie się ograć - wyznaje.

 

W Gwardii w 46 meczach ligowych (trzecia liga oraz druga liga) strzelił 21 goli. I rozpoczął się jego marsz w górę. - Wszyscy się śmieją, że koszalińskie powietrze bardzo dobrze mi służyło. Fakt, to udany etap mojego życia, ale nie była to liga, która mnie sportowo satysfakcjonowała. Mam nadzieję, że jeszcze zadebiutuję w ekstraklasie - snuje marzenia Ziętarski. Patrząc przez pryzmat tego, jaki notuje w ostatnich latach postęp, nie jest to nierealny plan.

 

Odkąd opuścił Arkę (juniorzy, Młoda Ekstraklasa) i przeniósł się do Kotwicy Kołobrzeg, po chwili wracając do ekipy znad morza, szukał dla siebie miejsca na piłkarskiej mapie. Zawędrował do Poznania, przeniósł się do Bałtyku Koszalin. Wylądował w Nadwiślanie Góra, znów był w Koszalinie, tyle że w Gwardii. Następne kroki stawiał w Puszczy i Olimpii z Grudziądza. - Rzeczywiście, bardzo dużo tych zmian. Nie ukrywam, że moment zaraz po odejściu z Arki nie był dla mnie dobry. Długo mi zajęło, zanim ograłem się w 3 lidze i w niższych ligach. Z czasem piąłem się w hierarchii ligowej, aż doszedłem do pierwszej - zaznacza.

 

W sezonie, w którym Olimpia Grudziądz wywalczyła awans z 2 ligi był jednym z kluczowych piłkarzy Mariusza Pawlaka. - Dostałem pełną swobodę w grze. Mieliśmy dobry zespół z dużymi aspiracjami. Fajnie było to zwieńczyć awansem. Szkoda tylko, że moja przygoda z Olimpią skończyła się tak szybko - tłumaczy Ziętarski, który zawsze był odbierany jako zawodnik dobrze czujący się z piłką przy nodze. - Ostatnio jednak zmieniły się moje zadania. Zaczęło się już u trenera Pawlaka. U obecnego szkoleniowca coraz częściej gram na pozycji numer osiem, jestem więc odpowiedzialny także za defensywę. To o tyle ciekawe, bo zawsze zwracano mi uwagę, abym poprawił się w obronie - stwierdza.

 

Ziętarski pochodzi z małej wsi pod Malborkiem - Brzózek, więc po sąsiedzku grał w juniorach Pomezanii, choć zaczynał w Żuławach Nowy Dwór Gdański. Po czasie wylądował w Arce. - Co zdolniejszych zawodników w okresie gimnazjum przechwytywano do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. W tamtym momencie Arka bardziej dbała o wsparcie młodzieży. Zapewnili mi dobre warunki - internat, dojazdy w całości opłacane przez klub. Perspektywy były dobre. Arka to klub, w którym się wychowałem. Chciałbym jeszcze kiedyś zagrać w Arce. Do Arki mam większy sentyment niż Lechii. W Gdyni mieszkałem, byłem z związany z żółto-niebieskimi. Z Lechią łączy mnie tyle, że cała rodzina jej kibicuje. Mamy trochę z tego powodu konflikt w rodzinie, ale wszystkie utarczki są w miarę na poziomie, nieprzekraczającym granice dobrego smaku - przekonuje pomocnik Chojniczanki.

 

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku