1 Liga Fame: Jewhen Radionow - w poszukiwaniu piłkarskiego spełnienia w Polsce

2020-03-12
Wyjazd z Ukrainy blisko dekadę temu miał mu dać nowe możliwości. Lepsze. Zamiast tego musiał ciężko pracować fizycznie, bo jego ówczesny klub zapewniał pensję adekwatną do poziomu rozgrywkowego. W Ursusie Warszawa mógł skupić się wyłącznie na piłce, a w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki robić to, w czym jest najlepszy - zdobywaniu bramek. Strzeleckie umiejętności pokazał w Łódzkim Klubie Sportowym, w którym spędził kawał życia. Puszcza Niepołomice jest szóstym, polskim klubem Jewhena Radionowa.

Ojczyznę Radionow opuścił w styczniu 2011 roku. Wyjechał spełniać marzenia o zostaniu zawodowym piłkarzem. - To było dla mnie spore przeżycie. Pierwszy raz przekroczyłem naszą zachodnią granicę. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, choćby organizacja życia w Polsce. Autobusy, drogi, piękna Warszawa. Po prostu inny świat - mówi. 

 

W nowym świecie nie od razu było kolorowo. - Zapewniano mnie o czymś innym niż zastałem na miejscu. Miałem trafić do 2 ligi polskiej, zarabiać jakieś pieniądze. Dałem się przekonać. Byłem młody, zaufałem nie tym osobom, co trzeba. Inna sprawa, że sytuacja na Ukrainie była dziwna. Jak grałem w 2 lidze nie mogłem awansować wyżej. Ukraińska ekstraklasa była wtedy bardzo mocna, wspierana wielkimi pieniędzmi. Niższe ligi praktycznie były zapomniane, pozostawione sobie. A w Polsce? Wiedziałem, że u was da się przeskoczyć nawet z 3 ligi do ekstraklasy. Skusiła mnie więc perspektywa szybkiego awansu sportowego. Tymczasem wylądowałem w czwartoligowym klubie - Krysztale Glinojeck. Dostawałem tyle, że nie byłem w stanie za to nawet wrócić do domu - wspomina. 

 

Grę w zespole z Glinojecka łączył z pracą w firmie budowlanej właściciela klubu. - Duża firma, międzynarodowe kontrakty. Poważny gracz. Spaliśmy w kontenerach. Budziliśmy się o 5 rano i zaczynaliśmy pracę. Jednego dnia byłem na bazie, drugiego jechałem w teren. Jechaliśmy 50 km busem, żeby kopać rowy. Robiliśmy prace przydrożne przy kanalizacji. To był ciężki czas, byłem na rozdrożu, w ogóle nie myślałem o piłce. Myślałem, aby z tym wszystkim skończyć. Wróciłem na Ukrainę i zadzwonił znajomy, polecił testy w Polonii Przemyśl. Nie trwały one długo - tydzień. Nie wypadłem dobrze, co sam czułem. Zapytałem, czy nie mogę zostać z nimi jeszcze siedem dni po to, by indywidualnie trenować. Wstawałem rano, biegałem, chciałem poprawić kondycję, która przez prace fizyczną mocno ucierpiała. Potem zagrałem sparing w Ursusie Warszawa i trener mnie zostawił - podkreśla Radionow.

 

- W tym samym czasie na prośbę kolegi pojechałem z nim rozładowywać tiry z odzieżą używaną. Rozładowywaliśmy pół dnia, następnie wracaliśmy na trening. Uznałem, że takie życie na dłuższą metę nie ma sensu, bo odbija się to na mojej formie sportowej. Rzuciłem więc wszystko, włączyłem mega ekonomiczny tryb. Postawiłem mocniej na piłkę. Ćwiczyłem sam z siebie i zaczęło to przynosić efekty - dodaje Ukrainiec. 

 

Z czasem jego kariera piłkarska nabrała rozpędu. We własnym kraju prawdopodobnie przepadłby w tłumie. - Mrija Kupiańsk, w barwach której grałem w juniorach, to zespół z okręgu charkowskiego, sąsiadującego z obwodem ługańskim, z którego ja pochodzę. Dość późno zacząłem trenować i w moim obwodzie akurat nie było klubu tak dobrze szkolącego - opowiada.

 

Ostatni rok w Mriji był jego najlepszym w tej drużynie. - Mieliśmy bardzo utalentowany rocznik. Lepsi i starsi chłopacy odeszli do Szachtara. Dostałem więc prawdziwą szansę, dobrze mi poszło, strzeliłem 30 goli. Dużo ludzi przyjeżdżało na nasze mecze specjalnie dla mnie. Moją osobą zainteresowali się skauci Dnipro Dniepropietrowsk, Metalistu Charków. Przeszedłem sporo testów, i nie obyło się bez kłopotów. Później się okazało, że menedżerowie chcieli za mnie pieniądze, ja nieświadomy siedemnastolatek ze wsi nie wiedziałem, co się dzieje. Pobyt w Dnipro - świetne doświadczenie, motywacja do dalszej pracy. Zobaczyłem wielką piłkę z bliska. Przebywałem z reprezentantami różnych krajów, dla mnie wówczas były to kosmiczne nazwiska. Spędziłem tam dwa miesiące, w pokoju obok mieszkał Jewhen Konoplanka. Wracałem do siebie, zaciskałem zęby, marząc o powtórce tych pięknych chwil, czyli zetknięciu się z piłką w poważnym wydaniu - przyznaje Jewhen Radionow. 

 

Ostatecznie na dłużej zagrzał miejsce w drugim zespole Illicziwecia Mariupol. - Jak to rezerwy: niby sama młodzież, ale nie do końca. Zawodników o takim statusie było dwóch. Tak to sama starszyzna. Ciekawe doświadczenie, aczkolwiek uważam, że słabo wykorzystałem ten czas. Z drugiej strony, nie do końca jest w tym moja wina. Nie było możliwości rozwoju, wtedy pracowali jeszcze trenerzy ze starymi, radzieckimi zasadami - tłumaczy. 

 

Dalej były Stal Dnieprodzierżyński oraz Kremiń, z którego wylądował w Polsce. W przyszłym roku minie dziesięć lat od wyjazdu Radionowa z Ukrainy. - Życie w Polsce co chwilę dostarcza mi jakieś niespodzianki. Zobaczcie w jakich czas żyjemy - możemy swobodnie podróżować, zwiedzić to i owo, poznawać nowych ludzi. Nowi ludzie to znowu nowe miejsca. Polska cały czas ma dla mnie jakieś tajemnice. Wychodzę z założenia, że trzeba być gotowym na wszystko. Umieć się odnajdywać w różnych okolicznościach. Przed przyjazdem do Polski byłem kompletnie innym człowiekiem. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Polska odmieniła mnie życiowo. Yewhen sprzed lat i Yewhen z dziś to dwie różne osoby. Tutaj się zmieniałem, dojrzewałem, uczyłem się świadomości. Polska to bardzo dobre miejsce do życia. Wszystkiego macie pod dostatkiem, tylko trzeba umieć z tego korzystać i cieszyć się z możliwości, jakie daje wam kraj - zaznacza.

 

W ostatniej kolejce Fortuna 1 Ligi ustrzelił swój pierwszy dublet w drugim spotkaniu w barwach Puszczy Niepołomice. W lutym rozstał się z Łódzkim Klubem Sportowym, z którym przeszedł drogę z 3 ligi do ekstraklasy.  W sezonie 2016/17 zdobył 19 bramek w 3 lidze, walnie przyczyniając się do awansu łodzian na wyższy szczebel. W następnych rozgrywkach zaliczył dwanaście trafień. 

 

- ŁKS-u nie byłoby bez Świtu. Praca w Świcie z trenerem Markiem Papszunem rozwinęła mnie. Wiele się od tego szkoleniowca nauczyłem. Miałem bardzo dobry sezon [13 goli w 24 meczach], który otworzył mi drzwi do ŁKS-u. Byłem bardziej ukształtowany pod względem piłkarskim. Nabierałem apetytu na profesjonalizm. Teraz wiem na czym stoję i gdzie zmierzam, wcześniej brakowało mi tej świadomości. Wiem już, że w piłce detale mają bardzo duże znaczenie. Pracuję z trenerem personalnym. Mam odpowiednią dietę. Te wszystkie doświadczenia, o których wspomniałem, ukształtowały mnie. Nie spodziewałem się, że tak to się potoczy. Idę dalej, pracuję. Wiem, że przywiązanie do klubów w kontekście późniejszego odejścia niekiedy bardzo boli. Ale trzeba się skupić na swojej robocie. Mam cel, aby jeszcze bardziej dbać o siebie, grać jak najdłużej, czerpać z piłki wiele radości i dzielić się nią z kibicami - kończy Radionow. 

Zobacz również



1 liga na Facebooku