1 Liga Fame: Ghana, Polska, Polska - Ameyaw

2021-03-16
Jego tata jest Ghanijczykiem, stąd nazwisko Ameyaw, a matka Polką. Michael, dziś zawodnik Widzewa Łódź, uważa, że z Ghanijczyka ma boiskową spontaniczność, pozostałe cechy wykształcił w Polsce, kraju, w którym się urodził. - Obecne atuty zawdzięczam licznym godzinom spędzonym na podwórku - zaznacza.

- Michał, czy Michael?

 

- Michael. Michael Ameyaw - odpowiada 20-letni piłkarz. On, w przeciwieństwie do ojca, na świat przyszedł w Łodzi. Pan Ameyaw do Polski przyjechał w latach 90-tych. Próbował swoich sił w piłce - i w Ghanie i w Polsce. Marzenia o zostaniu piłkarzem przerwała poważna kontuzja. Postawił więc na edukację. Zrobił doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim. Potem stał się maklerem. Obecnie pomaga też ludziom związanym z futbolem w sprawnej komunikacji w języku angielskim, jeśli chodzi o piłkę. Jest korepetytorem Michała Karbownika. Pomagał w Legii Aleksandarowi Vukoviciowi, w akademii stołecznego klubu Robertowi Picule (pracuje w Chojniczance Chojnice). Doskonalił umiejętności lingwistyczne innych piłkarzy z ekstraklasy.

 

Syn Michael poszedł w ślady ojca. W zasadzie to ojciec go zabrał na pierwszy trening do szkółki AP Żmuda Warszawa. Wtedy całe przedsięwzięcie nadzorował Władysław Żmuda, były wybitny reprezentant Polski, członek "Orłów Górskiego", zdobywca 3. miejsca na MŚ w 1974 i 1982 roku, srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich Montreal 1976. Żmuda zgodził się, aby Michael chodził do ich szkółki. A ten z czasem przeszedł do Polonii Warszawa. Przejście było możliwe dzięki Michałowi Maliszewskiemu. Ów trener po jednym z turniejów zadzwonił do mamy Michaela z propozycję gry w juniorach "Czarnych Koszul".

 

W tym samym czasie w juniorskich zespołach Polonii występował Przemysław Płacheta, późniejszy reprezentant Polski. Obaj "ruszyli w świat" spod ręki Maliszewskiego. - Chłopak, który jest odwrotnością Przemka - może biegać bardzo długo, ale w dużo mniejszym tempie niż Płacheta. Michael jest długodystansowcem, a Przemek typowym sprinterem - tłumaczy Maliszewski.

 

Tak jak Przemysław Płacheta w pewnym momencie wystrzelił w górę, wyprzedził rówieśników o klasę i nawet w starszych rocznikach się wyróżniał, tak Ameyaw rozwijał się płynnie. Nie rzucał się tak mocno w oczy. - Chłopaki z rocznika 1999 weszli w okres dorastania, on został w tyle, dlatego podjęliśmy decyzję, iż przejdzie do swojej kategorii wiekowej. Wśród równych sobie wiekiem może gwiazdą nie był, ale w CLJ-tce zaczął być postacią wiodącą. Stanowił o sile drużyny. To przykład harmonijnego rozwoju, bez nagłych skoków i zahamowań. Tacy zawodnicy są w stanie osiągnąć poziom mistrzowski - zaznacza były trener Michaela Ameyawa.

 

Ameyaw nie był wirtuozem, kimś kto wygra pojedynek biegowy dzięki szybkości. Piłkarska charakterystyka definiuje go jako "szóstkę", "ósemkę", a nawet "dziesiątkę". Wszechstronny, lecz nie kreator ze świetnymi liczbami. Najbliżej mu od "ósemki". - Ale "ósemki" muszą idealnie pasować do modelu gry danego trenera. Jeśli ktoś potrzebuje zawodnika do gry między formacjami to Michael do tego się nadaje. On będzie regulował tempo gry. Trzymał stabilnie środek - zaznacza Maliszewski.

 

20-latek trzyma formę w Widzewie. Dobrze prezentuje się w rundzie wiosennej. W derbach Łodzi z ŁKS-em strzelił gola. Z miesiąca na miesiąc coraz lepiej dostosowuje się do wymagań trenera Enkeleida Dobiego. W łódzkiej drużynie przekroczył pół "setki" występów (wcześniej grał tutaj w sezonach 2018/19 i 2019/20 - wiosną tego ostatniego był wypożyczony do Bytovii Bytów). U Dobiego operuje na jednym ze skrzydeł. 

 

Obecnie podróżuje w celach piłkarskich po Polsce. Kiedyś chciałby zawitać do ojczyzny ojca, jednak nie w celu zawodowym. Był tam tylko raz, jako dziecko, ale nie pamięta z tej wizyty zbyt wiele. Wie, że w Ghanie ludzie wiodą w miarę spokojne życie. Nie ma tam żadnej wojny domowej etc. Jak w każdym afrykańskim kraju są za to strefy ludzi biednych i bogatych, niemniej na tle całego kontynentu Ghana jawi się jako spokojne miejsce, dobre do życia.

 

Spokojne miejsce, które może pochwalić się kilkoma wielkimi postaciami świata piłkarskiego. Chyba wszyscy z rozrzewnieniem wspominamy mundial w 2010 roku, kiedy Ghana była jedną z rewelacji. Piękna przygoda zakończyła się w ćwierćfinale i to przez występek pewnego piłkarza. - Gdyby nie incydent Luisa Suareza osiągnęliby dużo więcej. Mogli być pierwszą drużyną z Afryki, która dotarła do półfinału. Powoli odbudowują swoją siłę. Mają zawodników w Ajaxie i w innych europejskich klubach. Oni dają nadzieję, że piłka reprezentacyjna zbliży się kiedyś do poziomu sprzed lat - mówi Ameyaw.

 

Zapewne nie tylko Michael mógłby jednym tchem wymienić tamten skład Ghanijczyków. Andre Ayew, John Pantsil, Kwadmo Asamoah, Asamoah Gyan, Stephen Appiah, Kevin Prince Boateng...

Autor: 1liga.org

Zobacz również



1 liga na Facebooku