Marek Bartoszek: czasem trudno walczyć z emocjami, no ale taka praca!

2018-05-11 15:46:00
Słyszymy ich na każdym stadionie podczas spotkań Nice 1 Ligi. To oni są łącznikiem na linii klub-kibice w trakcie meczu. Jak wygląda praca stadionowego spikera? O tym porozmawialiśmy z Markiem Bartoszkiem, spikerem Puszczy Niepołomice i Cracovii. Jak trafił na kurs, dlaczego na swój debiut wchodził przez okno i czym różni się praca w Nice 1 Lidze od Lotto Ekstraklasy.

Przede wszystkim pytanie, jak to się stało, że zostałeś spikerem? Wiem, że tego nie planowałeś.

 

Zaczęło się przypadkowo. Bo chociaż z jednej strony doświadczenie przy mikrofonie zdobywałem pracując w internetowym serwisie radia RMF, ale do klubu na przełomie 2012/13 roku przychodziłem z zupełnie innymi obowiązkami. Miałem zająć się stworzeniem tak naprawdę od podstaw klubowego serwisu internetowego. Puszcza w tamtym czasie grała o awans do pierwszej ligi, ale jeszcze na starym stadionie. Efekt był taki, że ówczesnego spikera nie słyszeli chyba nawet dziennikarze siedzący obok niego. Stare, buczące nagłośnienie kompletnie nie nadawało się do pracy. Kiedy jednak awans do pierwszej ligi stawał się faktem, a dotychczasowy spiker zrezygnował, zrobiliśmy casting na nowego. Kilka tygodni późnej okazało się, że w klubie potrzebny jest nowy kierownik drużyny. Dostałem propozycje, ale charakter mojej głównej pracy spowodował, że musiałem odrzucić tę  propozycję bo wyjazdy kolidowałyby z moimi obowiązkami. Nasz spiker został więc kierownikiem drużyny, a ja pojechałem na kurs spikerski organizowany przez MZPN na Stadionie Cracovii. Kurs prowadził jej ówczesny spiker Piotr Szefer, którego już wtedy znałem, bo też kiedyś zaczynał na Puszczy.

 

Pierwsze wrażenia?

 

Pamiętam moment, kiedy dał mi mikrofon i pozwolił podać testowy komunikat na stadionie Pasów. Wówczas nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś zajmę jego miejsce! Po kursie otrzymałem uprawnienia do prowadzenia meczów, ale jeśli dobrze pamiętam do maksymalnie II ligi. Na szczęście dla beniaminków, a Puszcza wówczas na 90-lecie klubu sensacyjnie awansowała do I ligi, otrzymałem zaproszenie na ogólnopolski kurs organizowany przez Śląski ZPN. Wtedy to było najważniejsze miejsce dla spikerów. Kurs organizował Krzysztof Smulski, a zajęcia prowadził redaktor Jerzy Góra, który przez wiele lat pracował na meczach reprezentacji. Po trzech dniach intensywnej nauki nie tylko poznałem część środowiska, ale i zobaczyłem jak może wyglądać „spikerka” na dużych imprezach. I tak zacząłem być spikerem Puszczy.

 

Początkowo bardziej niż kibice Puszczy, ćwiczyli Cię przyjezdni.

 

Zacząłem dopiero po przebudowie stadionu, dlatego moje wspomnienia z Niepołomicami wiążą się tylko z nowym kameralnym obiektem który mamy teraz. Jest specyficzny, ale przy okazji idealny do nauki tego fachu. Nasi kibice są raczej spokojni, więc to prawda przede wszystkim „ćwiczyli” mnie przyjezdni. Miałem sporo okazji próbować różnych sposobów ich uspokajania. O tym, że chcę się dalej rozwijać i to robić zadecydował dwumecz towarzyski reprezentacji Polski do lat 16 z Czechami w marcu 2016. Nie ma większej frajdy niż zapowiadanie polskiego hymnu! W międzyczasie PZPN zorganizował pierwszy oficjalny, pilotażowy kurs dla spikerów szczebla centralnego, na którym poznałem najlepszych w Polsce i w rezultacie otrzymał uprawnienia do prowadzenia meczów na wszystkich szczeblach rozgrywkowych.

 

 

Wtedy pojawiła się Cracovia.

 

Kilka miesięcy później Piotr Szefer zrezygnował z funkcji spikera Cracovii, wysłałem swoje zgłoszenie i jak się okazało nabyte doświadczenia pozwoliły mi na debiut w Ekstraklasie 2 października 2016 roku. Mecz był niesamowity. Pasy wygrały wówczas z Koroną 6-0. Nie można sobie wymarzyć lepszego debiutu, co chyba ułatwiło mi kontakt z kibicami Pasów. Na stadionie było ponad 8 tysięcy ludzi, ale wydarzenia boiskowe ułatwiły pracę i o stresie nie było mowy.

 

Praca w Cracovii doprowadziła Cię do prowadzenia Euro do lat 21 w Polsce.

 

Kilka miesięcy później otrzymałem propozycję poprowadzenia w Krakowie meczu towarzyskiego Polska–Włochy, który okazał się również dla mnie testem przed Euro do lat 21 w Polsce. Kilka tygodni później okazało się, że będę pracował na tym turnieju i poprowadzę najwięcej meczów włącznie z finałem. To pokazuje, że z małych, ale ambitnych ośrodków piłkarskich można się wybić. Duża w tym zasługa zarządu i kierownictwa Puszczy, które pozwoliło mi zacząć pracę na Cracovii i nigdy nie robi mi problemów, kiedy mecze obu moich drużyn są tego samego dnia.

 

Wróćmy jednak do początku, czyli debiutu w roli spikera. Podobno musiałeś wchodzić do spikerki przez uchylone okno...

 

W Cracovii był pamiętny z powodu wyniku z Koroną i kapitalnej gry Pasów. Taki mecz zdarza się naprawdę raz na kilka lat, a ja go miałem na tak zwane „wejście”. Mimo to najciekawszy był debiut w roli spikera Puszczy. Dlaczego? Bo miał miejsce w … Brzesku. Sytuacja była taka, że po spadku z pierwszej ligi w Niepołomicach trwała przebudowa głównej trybuny, a drużyna mecze jesienne grała głównie na wyjazdach. Jak to często bywa w przypadku prac budowlanych, remont nieco się przedłużył i mecz w roli gospodarza musieliśmy zagrać na stadionie zapasowym. Zgłosiliśmy stadion Okocimskiego. Kto tam był na meczu „Piwoszy” to wie, że spikerka jest w takim małym domku obok trybuny głównej. Pech chciał, że kiedy cały sprzęt podłączyłem i poszedłem na odprawę z delegatem popsuł się zamek w drzwiach i nie mogłem wrócić do spikerki. Na całe szczęście zostawiłem uchylone okienko, a na stadionie była drabina. Udało mi się dostać tam z powrotem jakieś 10 min przed meczem. Tak się zdenerwowałem tą sytuacją, że kiedy już tam wszedłem, kompletnie nie czułem stresu związanego z meczem!

 

 

 

Co jest najtrudniejsze w pracy spikera?

 

Nasza praca obwarowana jest wieloma nakazami i zakazami. Jesteśmy członkami służby informacyjnej zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych. Dodatkowo PZPN wprowadził regulamin pracy spikera. To oznacza, że musimy działać w granicach prawa i przede wszystkim musimy dbać o bezpieczeństwo i kulturę na stadionie, a dopiero później „panować nad meczem” i wydarzeniami na boisku, starając się przy tym by być jak najbardziej bezstronnym obserwatorem. Myślę, że pewnym problemem jest to, że mimo wszystko nie jesteśmy doceniani. To nie jest tak, że bierzemy kartkę ze składami, i mówimy, że ten strzelił, a tamten został napomniany żółtą kartką. Każde spotkanie to naprawdę kilka godzin przygotowań i to nie tylko w dniu meczowym. Do tego odpowiedzialność. Musimy znać przepisy gry w piłkę nożną, ustawy i orientować się chociażby w psychologii tłumu. Czasem nawet jedno niewinne wydawałoby się zdanie może zostać odebrane zupełnie inaczej i spowodować zamieszki na trybunach czy inne niekontrolowane zachowania.

 

A jak to jest z bezstronnością podczas prowadzenia zawodów?

 

Nie możemy dać po sobie poznać, że trzymamy stronę gospodarzy. Taki sam szacunek i podejście musimy mieć do kibiców obu drużyn. Wyjątek stanowi moment celebracji bramki kiedy w trakcie meczu możemy sobie pokrzyczeć. Ja to bardzo lubię i nie raz dostaję bure od mojego akustyka, że mikrofon i tak nie zbiera już „darcia”. Mimo wszystko to dla mnie szczególny moment w meczu i chcę go celebrować razem z publicznością.  Ja dodatkowo na meczach Cracovii, zwłaszcza tych najważniejszych prezentuję skład Pasów z udziałem kibiców, no i oczywiście po zwycięskim meczu dopytuję kibiców kto wygrał mecz. A wracając do pytania czasem trudno walczyć z emocjami, no ale taka praca!

 

Wróćmy do Euro U21. Czym różniła się ta impreza od tego, czym zajmujesz się na co dzień.

 

Różnic było sporo. Pierwsza zasadnicza i zdecydowanie na plus. Podczas takiego turnieju praktycznie nie zaprzątasz sobie głowy komunikatami mającymi na celu zagłuszanie bluzgów. W takich spotkaniach tego po prostu nie ma. To moim zdaniem spora bolączka całej polskiej piłki w której sporo przyśpiewek kibicowskich to po prostu stek przekleństw. Byłem w grudniu na meczu LM mojego ukochanego Realu Madryt i tam też spiker nie musiał zaprzątać sobie głowy reakcją na wulgaryzmy. To jest problem naszego sposobu kibicowania, ale mam nadzieję, że tego typu zachowań będzie jednak coraz mniej. 

 

Na Euro nie mogłeś pozwolić sobie na jakąkolwiek improwizację.

 

Tak, na Euro zdecydowanie bardziej musieliśmy się trzymać harmonogramu meczowego. W meczach Ekstraklasy czy nawet 1. Ligi tak naprawdę ważne jest dla mnie ustalenie z telewizją minuty wyjścia przed meczem piłkarzy z tunelu i do tego momentu sam ustalam sobie scenariusz. Podczas Euro nasz plan na wszystkich stadionach był rozpisany co do minuty już na 3 godziny przed meczem. Wszystko musiało zadziałać dokładnie co do sekundy. Tutaj z pewnością pomogło mi doświadczenie radiowe, gdzie audycja też jest rozpisana sekunda po sekundzie. Dodatkowo podczas Euro bardzo rozbudowany był system telebimów i wyświetlania informacji meczowych. Musieliśmy skoordynować pracę kilku osób i w tym samym momencie podać komunikat spikera i wyświetlić odpowiednią planszę na telebimie. Może wydaje się to proste, ale biorą pod uwagę mnogość komunikatów i to, że część grafik musiała powstać na żywo: frekwencja, kolejne mecze w fazie pucharowej, cała ceremonia medalowa, ogłoszenie najlepszych zawodników każdego spotkania naprawdę wymagała koordynacji i pełnej współpracy.

 

 

Praca w 1. Lidze różni się od ekstraklasy?

 

Do momentu bojkotu kibiców Cracovii, powiedziałbym czym różni się praca w Krakowie od pracy w Niepołomicach. Tak naprawdę w Krakowie, kiedy prowadzony jest doping nie muszę reagować na niecenzuralne okrzyki kibiców gości, bo kibice Pasów po prostu ich zagłuszają. Tego komfortu nie ma w Niepołomicach, więc czasem muszę się nieźle nagimnastykować, żeby komunikat był skuteczny (zagłuszający) i ciekawy. W Derbach Krakowa, kiedy ilość niecenzuralnych haseł osiągnęła najwyższy poziom czytałem fragmenty nowej książki o Cracovii, promując przy okazji to wydawnictwo.

 

Jeśli chodzi o sam mecz to paradoksalnie łatwiej prowadzi się mecz w … Lotto Ekstraklasie. A to dlatego, że mam na swoim stanowisku monitor z transmisją telewizyjną opóźnioną o kilka sekund. Jeśli jest zamieszanie albo czegoś nie zauważę to zaraz mogę to zobaczyć na ekranie i najczęściej z kilkoma powtórkami. W pierwszej lidze tego komfortu nie ma, zwłaszcza nad czym mocno ubolewam w tym sezonie nie mieliśmy bezpośredniej transmisji z Niepołomic.

 

Mecz który zapamiętasz w roli spikera i dlaczego?

 

Są takie trzy przypadki. Ostatnie Derby Krakowa i jedyne jak dotąd które prowadziłem z uwagi na sceny związane z przerwaniem meczu na wskutek ostrzału materiałami pirotechnicznymi sektora gości. Naprawdę ten mecz wymagał maksymalnego skupienia i do dziś uważam, że dogranie tego meczu do końca było ogromnym sukcesem. Walkower i jeszcze większe kary dla klubu wisiały w powietrzu, ale na szczęście po kilku apelach zdołaliśmy przynajmniej spowodować, że środki pirotechniczne przestały latać nad murawą z jednego sektora na drugi.

 

Drugim był finał Euro w Krakowie. Wtedy czułem, że jest częścią naprawdę wielkiej imprezy w której biorą udział piłkarze znami mi z telewizji. Teraz to już nie tajemnica, ale strasznie liczyłem na bramkę Marco Asensio i możliwość jej zapowiedzenia. Akurat w Krakowie niestety do siatki nie trafił.

 

Trzeci to mecz, a raczej mecze Polaków. Jak wcześniej mówiłem zapowiadanie polskiego hymnu to dla mnie najbardziej wzruszający moment. Miałem okazję jak dotąd trzykrotnie: w dwóch meczach reprezentacji U-16 w Niepołomicach i towarzyskim starciu kadry U-21 z Włochami w Krakowie. 

 

Jednym z najbardziej znanych spikerów jest Decibel Bellini. Starasz się kogoś podpatrywać, naśladować?

 

Myślę, że tutaj rzecz ma się podobnie jak z komentatorami sportowymi. Z jednej strony wszyscy zachwycają się reakcją hiszpańskich sprawozdawców po bramce, ale z drugiej wyobrażam sobie reakcje Internetu gdyby któryś z naszych komentatorów próbował skopiować takie czy inne zachowania. Oczywiście śledzę jego dokonania, ale bardziej w formie ciekawostki. Mam to szczęście, że znalazłem się w ostatnim sezonie w gronie najlepszych polskich spikerów, zajmując drugie miejsce w tym prestiżowym gronie. To nie tylko duża nobilitacja dla mnie do dalszej pracy nad sobą, ale również możliwość poznania warsztatu czołówki polskiej spikerki. Fajne jest to, że współpracujemy ze sobą i myślę, że to ułatwia nasz rozwój. Ja podpatruję chłopaków i staram się ich najlepsze cechy i umiejętności trochę naśladować. Czasami nawet to wychodzi.

 

Na pewno spotkały Cię śmieszne i ciekawe momenty w pracy spikera. 

 

Z pewnością sytuacja w debiucie. Śmieszniejszej chyba nie miałem. Na szczęście jak dotąd nie palnąłem głupoty, przez którą nie chciałbym się później pokazać na stadionie. Czasem jak w jeden weekend dzień po dniu wypadają mi dwa domowe mecze (zarówno Puszczy jak i Cracovii) to nie raz w przedmeczowych komunikatach mam pomylone nazwy drużyny.  Na całe szczęście, póki co nie zdarzyło mi się podać błędnie gospodarza meczu. Zarówno w Ekstraklasie jak i w pierwszej lidze rozgrywki mają sponsora tytularnego. Tutaj nie raz muszę się dobrze zastanowić czy nie pomylę jednej firmy z drugą. Ciekawy moment miałem jeszcze po debiucie w Cracovii. Kibice na forum zwrócili mi uwagę, że jest taka zasada, że na Pasy nie mówi się po prostu „gospodarze”. Od tego czasu zawsze używam albo Cracovia, albo Pasy. Odpowiadam też, że muzykę na spotkaniach. Raz mi się zdarzyło, że dzień po dniu playlista na obu stadionach była bardzo zbliżona. Znajomi dziennikarze będący zarówno w Krakowie jak i w Niepołomicach mi to wypomnieli!

 

Autor: 1liga.org, Fot. Marek Bartoszek prywatne archiwum