Łukasz Budziłek: Ta liga ma swój niepowtarzalny urok

2017-11-14 11:07:00
W poprzednim sezonie był jednym z wyróżniających się graczy Chojniczanki Chojnice. Teraz z Wigrami walczy o wydostanie się z dolnych rejonów tabeli. – Zostały nam cztery mecze i musimy kontynuować naszą dobrą serię. Naszym celem jest być po rundzie jesiennej poza strefą spadkową – przyznaje Łukasza Budziłek, bramkarz Wigier Suwałki.

Zacznijmy od poprzedniego sezonu i gry w barwach Chojniczanki. Patrząc już z perspektywy czasu, można uznać go za udany czy jednak niedosyt, bo do awansu zabrakło naprawdę niewiele.

 

Trzeba jasno powiedzieć, że przed sezonem w Chojnicach nikt nie zakładał awansu, tak jak dla przykładu w Górniku, Zagłębiu czy Podbeskidziu. Po wcześniejszym sezonie, kiedy to Chojniczanka walczyła do samego końca o pierwszoligowy byt, założono w klubie walkę o spokojne utrzymanie. Wynikło jednak z tego założenia dużo dobrego. W rundzie jesiennej udało się zgromadzić sporo punktów, przez długi czas byliśmy liderem. Tak więc w kontekście celu można być zadowolonym z miejsca, ale wiemy, że pojawiła się przed nami ogromna szansa i naprawdę szkoda tego niezrobionego awansu. Zwłaszcza, że dzieliło nas tak niewiele. Jestem jednak zadowolony, że byłem częścią tej drużyny jak i ze swojej postawy, zagrałem w większości spotkań, udało się zachować kilka razy czyste konto.

 

Wigry były więc dla Pana pewnego rodzaju niewiadomą.

 

Na pewno tak. Warto też zwrócić uwagę, że w Chojniczance byłem jednym z młodszych zawodników, a teraz w Suwałkach jestem jednym z najstarszych, co też nakłada na mnie inne obowiązki. Można też powiedzieć, że z Wigrami, podobnie jak z Chojniczanką decyzja była spontaniczna, bo przyszedłem w ostatniej chwili okienka. W Lechii dostałem propozycję bycia drugim bramkarzem, co mnie nie zadawalało.

 

Jakie są Pana pierwsze wnioski na temat Wigier?

 

Jesteśmy młodym zespołem, panuje kult pracy.

 

Do tego dość nieprzewidywalni.

 

Cała liga jest dość nieprzewidywalna i wyrównana. Pewnie po rundzie jesiennej nikt nie stawiał na Górnika Zabrze w poprzednim sezonie, a teraz jest liderem ekstraklasy. W ostatnich kolejkach punktujemy i co najważniejsze nie przegrywamy. Drużyna zgrała się i w pewnym sensie uważam, że dojrzała. Zostały nam cztery mecze i musimy kontynuować naszą dobrą serię. Naszym celem jest być po rundzie jesiennej poza strefą spadkową.

 

Patrząc w tabelę, u siebie cztery porażki - najwięcej w lidze. Na wyjazdach tylko dwie - najmniej w lidze.

 

Ciężko to logicznie wytłumaczyć, nie ma jakiejś dodatkowej domowej presji. Mogę tylko powiedzieć, że za mojej kadencji przegraliśmy dwa mecze. Z Rakowem, który jest bardzo dobrze zorganizowany i uważam, że była to najlepsza drużyna przeciwko której grałem w tym sezonie. Drugi mecz graliśmy z Chojniczanką, która pokazała duże doświadczenie i wykorzystała swoje okazje. Co może pomagać nam na wyjazdach? Graliśmy z GKS-em Katowice czy Zagłębiem Sosnowiec, czyli ekipami wymienianymi w gronie faworytów przez co „my mogliśmy, a oni musieli”.  Konsekwentna obrona i realizacja planu dały nam w tych meczach komplet punktów.

 

 

Grzegorz Lech w wywiadzie dla Łączy nas piłka powiedział "w tej lidze nie ma dużych różnic między zespołami. Dyspozycja dnia wyznacza cienką granicę między wygraną, a przegraną".

 

Ta liga ma swój niepowtarzalny urok. Pamiętam, jak w poprzednim sezonie liczyliśmy w szatni punkty innym ekipom, a potem kompletnie się to nie zgadzało. Złudne było to, że w rundzie wiosennej nie wygrywaliśmy, a i tak byliśmy liderem, co może powodowało, że nie czuliśmy się zagrożeni. Nawiązując do pytania nie ma teraz w lidze drużyny, która potrafiłaby zdobyć przewagę kilku punktów i spokojnie awansować. Walka o awans będzie się toczyła do samego końca.

 

Zostawmy piłkę. Suwałki wydają się dobrym miejscem dla pana pasji, jaką jest wędkowanie.

 

Tak to prawda, ale niestety moje przyjście tutaj zbiegło się z pogorszeniem pogody, więc nie miałem jeszcze okazji wędkować. Poza tym należę do tych wędkarzy, którzy zarzucą wędkę i spokojnie spędzą czas czytając książkę w wygodnym fotelu.

 

A propos książki. Kiedyś polecał Pan "Spalonego" Andrzeja Iwana.

 

Dalej polecam, bo to bardzo ciekawa pozycja. Pozycja obowiązkowa dla fanów piłki, ale też przestroga dla młodych.

 

Pan zalicza się do piłkarzy, którzy non stop żyją futbolem, czy odcina się po meczu.

 

Jeżeli chodzi o oglądanie meczów w telewizji to najczęściej włączam spotkania przeciwników z którymi w najbliższym czasie będziemy rywalizować, albo mecze bliskich kolegów. Jednak nie skupiam się cały czas na piłce, staram się odciąć po meczu. Trzeba też szukać innych punktów zaczepienia, bo wiadomo, człowiek całe życie nie będzie grać w piłkę.

 

 

Wybiegnijmy w przyszłość. Miejsce dla Łukasza Budziłka po zakończeniu kariery?

 

Trochę tych lat mam jeszcze przed sobą. Z drugiej strony najmłodszy też nie jestem. Widzę się w trenerce, lubię to. Miałem okazję choćby w GKS Katowice kilka razy wziąć udział w treningu dzieciaków. Ostatnio nawet interesowałem się i sprawdzałem specjalne kursy dla trenerów bramkarzy, bo nie ukrywam, że w tej roli czułbym się najlepiej.

 

Czyli nie jak trener Michniewicz?

 

(Śmiech) Nie, może jak trener Robakiewicz albo Jojko.

 

Nie wiem czy jest Pan świadomy, ale w poprzednim sezonie udzielił Pan jednej z ciekawszych wypowiedzi.

 

Po meczu ze Stalą, po przełamaniu tej passy remisów faktycznie radość była duża, wyszło spontanicznie i cieszę się, że zostało to zapamiętane. Jestem taką osobą, która szuka w życiu pozytywów we wszystkich aspektach. Z uśmiechem łatwiej przez życie (śmiech).

 

Kiedyś Damian Kądzior powiedział mi, że Suwałki to idealne miejsce do grania w piłkę, można skupić się tylko na treningach.

 

Suwałki są podobnym miastem do Bełchatowa z którego pochodzę. Mówiło się o nim, że to miasto idealne dla młodych zawodników, gdzie nie ma dużo pokus, a w klubie jest wszystko żeby iść do przodu. W Suwałkach jest podobnie klub jest dobrze zorganizowany, mamy boiska do treningu pod nosem i niczego nam tu nie brakuje, no może oprócz kilku punktów (śmiech). Odchodząc od piłki dzięki temu, że gram w Wigrach zwiedziłem odlegle o dwie godziny drogi samochodem kiedyś polskie Wilno do, którego ciężko byłoby się wybrać z innego  miejsca w Polsce. 

Autor: 1liga.org, Fot. Wigry Suwałki