"Jedenastka sezonu Nice 1 Ligi": Tomasz Loska

2017-06-15 15:42:00
Tomasz Loska dokonał niebywałego wyczynu - awansował w jednym sezonie z Rakowem, gdzie grał jesienią, i Górnikiem, którego barw bronił na wiosnę. - Mega sukces, bo i w Rakowie, i w Górniku grałem od dechy do dechy - przyznał zawodnik, kiedy zadzwoniliśmy z informacją o nominacji w plebiscycie na jedenastkę sezonu Nice 1 Ligi.

Jak to jest zrobić dwa awanse w jeden sezon? Jesienią broniłeś w Rakowie Częstochowa, który awansował do 1 ligi, a wiosnę w Górniku Zabrze, który wrócił do Ekstraklasy.

 

Mówią na mnie talizman (śmiech). Jeden dziennikarz powiedział mi, że jestem pierwszym takim przypadkiem. Mega sukces, bo i w Rakowie, i w Górniku grałem od dechy do dechy.

 

Raków zapraszał na fetę?

 

Oczywiście. Nie dałem rady do nich zawitać, bo akurat graliśmy decydujący mecz w Puławach, no a zaraz po nim sami cieszyliśmy się z awansu. Podróż powrotna była wesoła. Gdzie nie stanęliśmy, tam kibice i śpiewy o Ekstraklasie.

 

Łukasz Wolsztyński wrócił z fety o piątej rano.

 

Ja zlądowałem o dziesiątej ha, ha, ha!

 

Wróćmy do zimowej przerwy. Górnik postanowił zawrócić ciebie z wypożyczenia do Rakowa. Zastanawiałeś się nad słusznością tej decyzji?

 

Miałem moment zawahania. Nie chciałem tak szybko wracać. Apelowałem o dogranie sezonu w Częstochowie. Trener Brosz z trenerem Matuszkiem jednak nalegali. Mówili mi: przyjdź i walcz. Będziesz dobrze wyglądać, to dostaniesz jedynkę. Tyle. Podjąłem ryzyko, które się opłaciło.

 

Zakładałeś scenariusz, że od pierwszego meczu dostaniesz taką szansę?

 

Prawdę mówiąc to wydawało mi się, że Wojtek Pawłowski zacznie wiosnę. Cóż, musiał przejść artroskopię kolana i to ja wskoczyłem do jedenastki. Nieszczęście jednego, stało się szczęściem drugiego.

 

Która runda była lepsza: ta w Rakowie czy w Górniku?

 

Obie zapamiętam pozytywnie. Nie miałem chyba wpadek, trzymałem równą formę. Babol? Zdaje się jeden w Górniku, jak za daleko wybiegłem. Całe szczęście, że bez konsekwencji. Dobrze czułem się w obu miejscach. Jestem z siebie zadowolony. A wyniki? Jak marzenie.

 

Długo nie zapowiadało się na powrót Górnika do Ekstraklasy.

 

To prawda. Drużyna nie potrafiła złapać serii. Wygrana, przegrana, wygrana, przegrana i tak w kółko. Gra nie była aż taka najgorsza, po prostu brakowało tego wiatru w żagle. Przełamanie, mam wrażenie, nastąpiło w takim charytatywnym spotkaniu, kiedy koledzy strzelili dziesięć goli. To było jakoś sześć kolejek przed końcem.

 

Po porażce z Kluczborkiem, a to było całkiem niedawno bo w kwietniu, kibice domagali się dla was kar. Krótko potem uzbierali sporą kwotę na premię za awans.

 

No, byli niecierpliwi. Ale oni zawsze są na dobre i na złe. W końcu przestali straszyć, wytrzymali razem z nami ten szalony finisz. Chwała im za doping, szacunek za frekwencje oraz wyjazdy. Mieli liczby jak z czołówki Ekstraklasy.

 

Nogi zadrżały przed ostatnim meczem z Wisłą Puławy? Musieliście wygrać, żeby awansować.

 

Jakoś nie odczuwałem szczególnej presji. Nie chciałem się spalić, choć stawka jakoś tam siedziała z tyłu głowy. Traktowałem ten mecz jak każde pozostałe. Sędzia sporo doliczył, bo siedem minut, ale wytrzymaliśmy. Czułem wsparcie kibiców. W Puławach my tak naprawdę dzięki nim rozgrywaliśmy mecz domowy. Już na naszej rozgrzewce zrobili show.

 

Oddałeś koszulkę kibicom?

 

Nie, zachowałem dla siebie. To jest dla mnie bezcenna pamiątka. Szykuję dla niej ramkę w domu.

 

Skorzystałeś ze spadku Górnika do 1 ligi. Klub dał szansę młodym.

 

Byłem w kadrze zespołu kiedy Górnik grał jeszcze w Ekstraklasie. Ale ja nie miałem wtedy żadnych szans na ławkę, a co dopiero na pierwszy skład. W Rakowie zrobiłem postęp, a wiosną w Górniku dałem kolejne argumenty, żeby teraz postawić na mnie w upragnionej Ekstraklasie. Mamy fajną atmosferę w szatni. Jest tu paru chłopaków z regionu. Braci Wolsztyńskich znam z pięć lat – tak samo zresztą jak Adama Wolniewicza.

 

W szatni jest "ślonsko godka"?

 

Jest, jest! Mamy wesołą atmosferę. Nie ma żadnej bariery językowej z Hiszpanami. Z Angulo i Suarezem dogadujemy się nawet bez słów. Oni się tu dobrze z nami czują. Czują ten klimat.

 

Dostałeś już koguta za MVP?

 

Nie, ale Leon mówił, że nie mam się martwić. Może dostanę w Ekstraklasie?

 

Skoro Ruch Chorzów z niej spadł, to na który mecz czekasz najbardziej?

 

Derby z Piastem Gliwice będą mieć swój smaczek. No i mecz z Legią Warszawa. Bardzo chcę zagrać przy Łazienkowskiej. Mam nadzieję, że ten przyszły sezon zapamiętany równie pozytywnie jak ten co za nami. Za dwa tygodnie rozpoczynamy ten etap.

 

Gdzie spędzisz wakacje?

 

Z dziewczyną lecę do Grecji, na wyspę Zakynthos.

 

 

 

Autor: GOL24, Fot. GOL24